RSS
 

WIATR

06 lip

kubus-puchatek-pod-wiatr

Ktoś za oknem jęczy, mdleje. Ktoś się przeraźliwie śmieje. Ktoś zagląda do mieszkania. Ktoś firanki rwie, odsłania. Ktoś palcami w szyby stuka…

Czego tutaj szpera, szuka? Czego straszy i przeraża? Czemu grozi, się odgraża? I dlaczego gwiżdże, wyje?

Chowam się po samą szyję pod kołderkę jak żółw w pancerz, wystawiając nos i palce, zakleszczone na kołderce. Drżą ze strachu nogi, ręce. Włosy sterczą jak igliwie, bo ktoś jęczy przeraźliwie za mym oknem, na poddaszu i w kominie i na strychu.

- Jeśli musisz – szeptem proszę – wyjże sobie, lecz po cichu.

Nic to jednak nie skutkuje. Ktoś do domu wejść próbuje. Szarpie, dudni w okiennice. Wpada w drzewa i w donice. Gałęziami trzeszczy, skrzypi. Wrze wściekłością, złością kipi. Tamburinem hałasuje, w trąby dmie i przytupuje, talerzami i bębnami ciszę drażni i przegania, stuka w szyby obcasami i łopoce jak ubrania na sznureczkach rozwieszone, pędzi, biega w każdą stronę: to od wschodu do zachodu, od północy do południa, ścieżka, pola, płot czy studnia – wszystko jest wręcz zaliczone.

A, po chwili świszcze, śpiewa, gra na flecie rozmarzony. Stygną w nutach senne drzewa. Świat się zdaje rozmodlony, więc wyglądam z przerażeniem, aby sprawdzić któż to taki, trze kamieniem i krzemieniem, płosząc wszystkie w locie ptaki.

A, tam w szybie jak w obrazie stoi postać rozczochrana. Palce ma drobne jak bazie, całe w strzępach też ubrania, oczy wielkie niczym spodki, wąskie usta jak sznurówka, wyraz buzi smutno – słodki. Postać wątła to jak mrówka.

- Kimże jesteś? – zapytuję i twarz chowam pod kołderką.

- Jestem wiatrem. – zagaduje – Mam łopatkę i wiaderko. Chodź!, się razem pobawimy, zbudujemy zamek z piasku. Wianki z kwiatów też zrobimy…

- Po co tyle huku, wrzasku?! – rozdrażnienia nie ukrywam – Noc jest teraz. Idź spać sobie.

- Ja samotny często bywam. Przyjaciela szukam w tobie… – odrzekł smutno wiatr stroskany, odsuwając się od okna, a twarz jego jak strugami w łzach rozpaczy cała mokła.

Żal mi było wiatru w polu, co samotnie snuł się w smutku, więc go z sercem poprosiłam, by wszedł do mnie powolutku przez okienko uchylone, byśmy razem czas spędzili i od tego też momentu myśmy się zaprzyjaźnili.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

SEN

06 lip

scheduler

Istnieje na świecie sen, co malutką jak szpilkę ma główkę. Nocą, gdy chrapie już dzień, księżyc go wkłada pod poduszkę. Przedziwny jest ten sen, bo wielkie uszy nosi i kiedy sobie śpisz, prezenty Ci przynosi. Prezentów plecak ma lub wory dwa na plecach, a prezent każdy to przygody wielka świeca, która płomieniem swym mrok każdy wnet przerzedza i światłem promiennych chwil kąt magią w raj przemienia.

Uwielbia taki sen hasać po gwiazdach i chmurach lub lata niczym wiatr trzymając w dłoniach pióra. Czasami śmieje się lub mruczy pod wpływem radości i nigdy taki sen nie dąsa się i nie złości. Niekiedy w smutne dni żegluje na łódkach z papieru lub swoje grosze dwa, co zawsze nosi w portfelu, wrzuca do szafy, co otwiera drzwi strasznie skrzypiące i wtedy taki sen tańczy w tej szafie na łące. Czasami bywa tak, że sen ten ujeżdża motyle lub chodzi sobie jak rak, bo lubi by było zawile. Niekiedy nawet też z dmuchawcem na głowie zaspanej gania w powietrzu gdzieś bańki, banieczki mydlane. Pędzelkiem żółtych traw maluje lizaki na szybach, a nawet bywa tak – jest to historia prawdziwa, że skacze sobie gdzieś na żabach lub polnych konikach, albo na liściach drzew koziołki sobie fika. A, kiedy bywa już potwornie ten sen zmęczony, przytula się w skronie Twe, bo też chce być czasem tulony i tak przy Tobie śpi śniąc dziwne senne przygody, dzieląc się swoim snem z Tobą dla nocnej osłody.

Przy takim właśnie śnie nie możesz się nigdy nudzić, więc kiedy idziesz spać, nie wolno Ci więcej marudzić. Przy takim właśnie śnie wszystko wydaje się tęczą. Ty sobie smacznie śpij… Gwiazdy nad Tobą już świecą.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

PODUSZKA

06 lip

phpThumb_generated_thumbnail

Gdy się księżyc rozprzestrzenia, srebrne włosy rozczesuje, światło w ciemność się zamienia, ja się wcale nie przejmuję i nie lękam się niczego, nie zatrważam i nie boję. Mam wszak coś najwspanialszego, coś, co lubię i szanuję. Jest to bowiem rzecz wspaniała, dzięki której noc mnie cieszy. Tę rzecz dawno już dostałam, lecz ją cenię pośród rzeczy najwybitniej i najmocniej…

Zdradzę Ci, tak będzie prościej.

Mam poduszkę pełną snów, więc gdy na niej kładę głowę, wszystkie moje sny bajkowe, wszystkie myśli i marzenia, wszystko wokół mnie się zmienia. Nic to jest nadzwyczajnego, a tu jednak mimo tego, jest to rzecz tak niesłychana, że gdy budzik dzwoni z rana, nie chce mi się wstawać z łóżka. Tak wspaniała jest poduszka – ta, na której kładę głowę, wchodząc snem w przestrzenie nowe. Wzbijam się wszak w błękit nieba jak latawce wiatrem gnane, tańczę na niteczkach słońca jak dmuchawce kołysane i dotykam chmur i gwiazd, chodzę nad dachami miast, spaceruję nad drzewami, latam, fruwam z świetlikami i zaplatam wianki z liści… Wszystko mam, co mi się przyśni. Nigdy więc się nie przejmuję, że za oknem noc się skrada i na czarno świat maluje. Innych może to zatrważa, lecz mnie wcale, daję słowo. Wtulam się w moją poduszkę z rozmarzoną wiecznie głową i gdy zamknę snem powieki, pluszczę się w strumieniach rzeki, ścigam się w niej z syrenami, ślizgam na niej z pająkami, a na sznurkach pajęczyny bujam się jak na hamaku. Zawsze jestem uśmiechnięta i nie czuję nigdy strachu.

Może i Ty, nie wiesz jeszcze, że poduszka pod Twą głową, śpiewa, jak wieczorem świerszcze, kołysankę kolorową, że, gdy tylko ją poprosisz, gdzieś Cię snem w bajkę przeniesie?…

Moja zawsze mnie unosi i wciąż jeszcze w baśnie niesie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

DOM

06 lip

domek

Cóż to za dom?!, w kącie którego

Pająk przyszłości swej nie planuje,

Świerszcz nie poszuka miejsca swojego

Gdy jesień liśćmi ziemię szturmuje,

Ptak nie przysiądzie na parapecie

Jakby w bezpiecznym chwil odpocznieniu,

A cisza, która błądzi po świecie,

Nie siądzie obok w błogim milczeniu…

 

Co to za dom?!, w którego progu

Obcas gościnny nie zetrze fleka,

Ziarna fasoli, zboża lub grochu

Nie zadrżą dźwiękiem w dłoniach człowieka,

Zioła w bukietach kruchego suszu

Nie będą pęcznieć nad fajerami,

Z których trzask ognia wpada do uszu

Wskrzeszając przeszłość snu wspomnieniami…

 

Co to za dom?! bez ogrodzenia,

Na którym kołnierz mchu się zieleni,

Powój się wznosi śladem istnienia

Czy brokat świtu rosą się mieni,

Przez który okiem kwiat się wychyla

Jakby wyglądał, czekał na kogoś,

Nad którym mgła się wznosi, rozpływa,

Odsłania czasu słodycz i słoność…

 

Co to za dom?!, w którym nie słychać

Wrzasku radości, wzburzenia złości,

W którym niczego nie czuć, nie widać

Żadnego znaku szczerej miłości,

W którym nie pachnie chlebem i ciastem,

Wanilii pąkiem, albo cytryną,

W którym minuty krótkie i ciasne

Strumieniem szczęścia nigdy nie płyną…

 

Bezcennym zdają się kąty wszystkie,

Okna, na których czas farbę zdrapał,

Szyby zamglone i nieprzejrzyste

I wciąż ten świeży, niewinny zapach,

Kartki zeszytów, co atramentem

Zdają się czasu zacierać ślady,

I wiatr, co w progu rozsypał miętę,

Szarpiąc firanki jak dla zabawy…

 

Bezcennym bywa dom pełen wspomnień,

Przez próg którego wchodzisz z wzruszeniem,

Jakbyś się wtapiał w przepiękną powieść

Własnej młodości spisanej istnieniem.

Zasiadasz w ciszy przy pustym stole

Obok pająka, co żagle przędzie,

Świerszcz pieści nuty smutne, wesołe,

Nadzieja wspiera, że jakoś będzie…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WOŁANIE

16 lut

pobrane (4)

Pełne modlitwy są usta zdradzone

I pełne żalu, bowiem wokół pustka…

Gdziekolwiek spojrzę, w jakąkolwiek stronę

Wszędzie jest lament i ta cisza głucha.

 

Nie mam już teraz żadnej sposobności,

By dłońmi twoją dłoń objąć w milczeniu…

W duszy wzbierają strumienie miłości

A człowiek zda się przez świat iść samemu.

 

Nie będę płakać, choć krzyk miażdży ciało

I chciałoby się w twarz splunąć losowi,

Lecz w bólu moim to wszystko za mało –

Nie da się rozpacz zobrazować słowem.

 

Przechodzę w ciszy przez dni i miesiące

Jedno trzymając w sercu ukojenie,

Które tli we mnie niczym gwiazd tysiące,

A jest nim naszych wspólnych chwil wspomnienie,

 

Więc gdy mi trzeba twojej obecności,

Twojego głosu nuty, co mnie budzi,

Twojej troskliwej i szczerej czułości…

Tylko wspomnienie woła mnie do ludzi

 

I mnie prowadzi przez codzienne ścieżki

Za rękę niczym malutką dziewczynkę,

Co ma warkocze, w warkoczach wstążeczki

I na usteczkach jagód słodką szminkę.

 

Dziś, kiedy tęsknię, jedno mam marzenie,

Które ożywię jednym prostym słowem,

A tym marzeniem jest nasze wspomnienie,

Wnet je przywołam! – twe imię wypowiem

 

I mnie przeniesie to wołanie w ciszy

Do czasów, w których razem żeśmy byli,

Wówczas radości śmiech echo usłyszy,

Bośmy swym szczęściem każdy dzień budzili.

 

Tak i tym razem, zanim słońce wstanie,

Będę cię wzywać szeptem po imieniu,

A to poranne ciebie me wołanie

Pomoże przetrwać duszy w ukojeniu.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W RZECE GODZIN

17 sty

pobrane

Mija człowieka to szczęście, które

Niepostrzeżenie przechodzi obok

Obmatulone w kosmatą chmurę,

Albo w promieniem rażący obłok,

Lekko zgarbione, bo po raz który

Zignorowane ludzkim zamętem,

Plecy przykryte kawałkiem skóry

Z dłońmi, co w kocyk ma owinięte,

I smutnym wzrokiem jakby gonione

Po bezgranicznych połaciach nieba,

Nieufne, smutne i przestraszone…

Czy człowiekowi szczęścia nie trzeba?

 

Mija człowieka wspomnienie, które

Zagląda w oczy żebraczo prosząc,

Ubrane w słońca krwawą purpurę,

Dłonie spieczone pracą unosząc.

Nie chce być bowiem gdzieś porzucone

I zapomniane, jakby nie było,

Więc się poniża upokorzone,

Aby się tylko w sercu zmieściło

Jako zapisek, co już spełnione,

Więc jak kołyska krokiem na boki

Budzi w człowieku to, co uśpione,

Wchodząc w źrenice półmglistym okiem…

Czyżby i ono już zbędne było?

 

Mija człowieka miłość zniszczona,

Co w poszarpanej, brudnej sukience

Wstydem zasłania nagie ramiona,

We włosy wciska zgrabiałe ręce,

By oczy światu pokazać łzawiące

Płatkami maku zerwanych wiatrem,

Usta spękane, co rani słońce,

Ciemnością gasną, gardzone światłem

I miłość taka miłości spragniona,

Co dłoń wyciąga żebrząc o siebie

W rynsztoku grzechu kona wzgardzona…

Widać, że miłość dziś jest w potrzebie.

 

A, później… starość przychodzi smutna,

Siada pod piecem, by ogrzać ciało…

Usycha w ciszy zlękniona, pusta,

Bo w swej młodości miała za mało

By teraz szczęściem napełnić ducha,

Wspomnieniem jakimś ocknąć pokoje.

Siedzi samotna i tęsknie słucha…

Jakże by było pięknie we dwoje,

Lecz w tej pogoni za marnościami

Gdzieś zatraciła własną tożsamość

I teraz błądzi za możliwościami,

Aby w starości nie zostać samą…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

LISTOPAD

08 lis

57978_cmentarz_posazek_aniolka_roza

moim dziadkom

Zgarnęłam dłonią liście z twego grobu

Jak kiedyś włosy odgarniałam z czoła

I czuję ogień w sercu mimo chłodu,

Choć jesień tańczy szaleńczo dokoła.

 

Znicz dziś mi twoich oczu blask przywraca

I szelest wiatru szeptem głos twój wskrzesza…

Stoję przy tobie – cząstka twego świata,

Skromna litera z niejednego wiersza,

 

Co atramentem wytłuszczały myśli

A strumień światła wycinał z ciemności…

Czytałam znowu wszystkie twoje listy,

W których jest tyle prawdy i czułości.

 

Spójrz… niebo łuną krwistego koloru

Zasłania ziemi zmrużone powieki.

Chcę zapamiętać zachód tego wzoru

I nosić w sercu spokój snu na wieki.

 

Pamiętam kwiaty w kieliszku do wódki

Zerwane z łąki, która przyszła w gości…

Już na spacery krok twój był za krótki,

Więc świat do ciebie przynieść było prościej.

 

Błękitem oczu jak przezroczem jezior

Zdałeś dotykać wszystkich i wszystkiego…

Przed twoim oknem rosło stare drzewo

Skropione wonią soku jabłkowego.

 

Siedziałeś sobie z papierosem w dłoni

Na brzegu łóżka lekko pochylony

Ze śnieżnobiałym włosem na skroni

Gdzieś wędrujący i gdzieś oddalony.

 

Pamiętasz jak mnie uczyłeś rymować?

Drażniłeś myśli sylabiczną nutą…

Umiem świat cały słowem przerysować

Tworząc z papieru kolorowe płótno.

 

A, ona obok ciebie śpi spokojnie –

Ta, która pieśnią i pacierzem żyła.

Bez niej tak puste, chłodne są pokoje…

Tęsknota serce szpilkami przeszywa.

 

Dzięki niej w domu wciąż pachniało chlebem,

Mlekiem, jagodą i ciastem drożdżowym.

Noc w bezsenności zaklinała śpiewem…

Od niej dostałam różaniec perłowy.

 

Teraz was nie ma… czas wasz się zatrzymał

I wrzucił w skrzynkę pocztówkę z przeszłości.

Wiatr się w przestrzeni żałobnie rozśpiewał,

Bo ziarna nie ma – jest owoc miłości,

 

Więc póki życia będę u was bywać

I dłonią płyty dotykać z czułością,

Kawałek wspomnień, jak chleba, odrywać

I do was wracać ze szczerą wdzięcznością –

 

Do domu, w którym ogień pachnie drewnem

I ziemniakami na kuchni kaflowej,

W którym pacierze przeplatane śpiewem

Współgrają z myślą rymem wyrażonej.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

SENS

06 paź

pobrane

Życie jest jak woda, którą niesiesz w dłoniach,

Aby zwilżyć jej tonią jakiekolwiek usta.

Czy jej kropla jest słodka, czy być może słona,

Idź tak, by twa dłoń kiedyś nie została pusta.

 

Krok jak każda decyzja przeważy i trąci

Splecione w koszyk dłonie pełne twej osoby,

Wiatr wpadnie w twoje ręce, wzburzy i zamąci,

Rzucając w wodę piasek lub liść dla ozdoby,

Deszcz, patrząc w twoje oczy niekiedy zmęczone,

W dłonie zrośnięte wolą łzę nieba uroni,

A ty idź drogami, chociaż mgłą splecione,

By twarz wciąż własną widzieć w tej błękitnej toni.

 

A kiedy się zatrzymasz pod strumieniem słońca

Nie drżyj nigdy, że wodę promienie wypiją.

Być może już doszedłeś wędrówką do końca?…

Człowiek żyje tak długo, jak motyle żyją.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

SKARB

03 paź

101356_dlonie_podkowa_szczescie

Moje szczęście o mojej pomarszczonej twarzy,

O oczach, co szklane łzy na rzęsach unoszą,

O siwej głowie, co ciągle, bez ustanku marzy

I o spojrzeniach, które horyzonty koszą…

 

Moje szczęście, co moim imieniem znaczone –

Jedno takie jedyne i niepowtarzalne,

Bo takie upragnione i wręcz wymarzone,

Choć niekiedy zamglone i nienamacalne.

 

Moje szczęście jest wszystkim, co w życiu przeżyte,

Co się wzbiło na skrzydłach lub z hukiem upadło,

Wszystko, co zatracone, przegrane i zdobyte,

Wszystko, co się ramieniem gdzieś o mnie otarło.

 

Moje szczęście jest każdym człowiekiem spotkanym,

Cierpkim żalem lub kwaśnym zaczynem przyjaźni,

Każdym w gorzkiej żałobie na wieki pożegnanym,

Każdym sprawcą radości, zabaw, sprzeczek, waśni.

 

Moje szczęście o moich ciekawych źrenicach,

Które błądzą za wszystkim, co bliskie lub obce,

Które kwitną zapałem niczym kwiaty w donicach

I wirują w przestworzach jak światła latawce.

 

Moje szczęście zostanie nawet gdy odejdę,

Bo tym szczęściem jest wszystko i wszyscy dokoła –

Niekiedy bywa to szczęście szare i niewielkie,

Ale to dzięki niemu ma dusza wesoła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W ZAMYŚLENIU

28 wrz

 waskiel-dolina-bugu-pajeczyna-1024x683

Na pajęczynie słońca usiądę z rozkoszą.

Zanurzę stopy w błękity, granaty, szafiry.

Kroki me fale wiatru w nieznane poniosą

By się odblaskiem luster w oddali świeciły.

 

Rozczeszę płowe włosy niespokojnych myśli

Wstążkami barwnych liści zaplotę warkocze

I wszystko to, co się spełni, zaiskrzy lub przyśni

Na drzewach płótnem mgły jak pranie rozłożę

 

By niczym pierś w oddechu lub nadęte morze

Wznosiło się w przestrzeni, opadało z wdziękiem…

Na dłoniach tych przypływów swe ciało położę,

Odpływając w zachwycie, że życie jest pięknem.

 

Chłód przezrocza, co wodą nazywają ludzie,

Ciało, duszę przeszyje na wskroś jak błyskawica.

Czas płynie… noc się kończy i dzień się znów budzi –

Wszystko we mnie, dokoła świeżością zachwyca.

 

Zatem sięgam w kieszenie uskrzydlonej duszy.

Akwarelą, pastelem maluję świat cały.

Każdy dźwięk, który nawet lekko się poruszy

Zatrzymuję w kolorze by się zachowały

 

Wszystkie stany skupienia i rozkojarzenia,

W które wpada istota niczym kropla rosy,

Wszystkie szepty wymowne w zadumie milczenia,

Które jest tak głębokie, jak spojrzenie w oczy.

 

I… zostanę nad sobą, aby z lotu ptaka

Móc się przyjrzeć dokładnie tylko samej sobie

I zobaczyć oblicze doczesnego świata

W papierowej koronie na pstrokatej głowie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA