RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘PO-WIEŚCI’

JESIENNE WIECZORY – II

10 kwi

- Nie! – rozgniewany krzyk matki rozsadzał stabilność ścian, wypełzając bezwstydną wściekłością na zewnątrz – Absolutnie się nie zgadzam! Nie przekonasz mnie! Nie prze-ko-nasz! Rozumiesz?! – usiadła na kanapie rozkołatana i roztrzęsiona, zalewając się łzami – Czułam, że ta dziewucha obarczy nas problemami. Czułam to… – szeptała, kołysząc się to w przód, to w tył – Czułam… – powtarzała jakby mimowolnie – Musimy jej postawić ultimatum.

- Ultimatum?! – zaskoczenie ojca eksplodowało stanem niedowierzania i rozczarowania reakcją żony – Jakie znowu ultimatum?! Krysiu, ty musisz zrozumieć, że ona teraz nas bardzo potrzebuje, może nawet bardziej niż kiedykolwiek…

- Jakie potrzebuje?! Jakie potrzebuje?! – potrząsała przecząco głową, nie dopuszczając do siebie żadnej myśli, która byłaby w stanie odsłonić jakiekolwiek światło nadziei w zaistniałej sytuacji, jakby wiadomość o ciężarnej córce zniszczyła bezpowrotnie wszystko, co w ogóle powstało, co udało się stworzyć, osiągnąć, czy zaplanować na przyszłość – Teraz nie ma miejsca na sentymenty. Trzeba jasno i całkowicie trzeźwo spojrzeć w oczy faktom. Co z jej szkołą, przyszłością?!… Co z tym wszystkim? Jak ona sobie teraz wyobraża własne życie? Jak?!

- Ze szkołą – spokojny głos ojca wyjaśniał w opanowany sposób pozytywną stronę zaistniałych okoliczności – nie będzie żadnych problemów. Rozmawiałem z dyrektorką liceum…

- Widzę, że ty wszystko sobie już zaplanowałeś, obadałeś, poukładałeś i podjąłeś decyzję. Brawo! – Krystyna klasnęła kilkakrotnie w dłonie, rozsiewając hałas fałszywych oklasków, akcentujących złośliwość rozsadzającego ją od środka szyderstwa i gniewu – A, jak ty sobie to wyobrażasz?! Jak ona poradzi sobie z nauką,… z maturą? Jak można się skoncentrować na edukacyjnym sukcesie, grzebiąc się w zasranych pieluchach, śpiochach, bezsennych nocach, rodzicielskich obowiązkach? No, jak?!, bo ja chyba nie jestem w stanie tego ogarnąć, zrozumieć… Może mnie oświecisz?

- Pomożemy jej…

- O, nie, nie!, mój drogi. – zerwała się z kanapy niczym poparzona zaproponowanym rozwiązaniem. W głębokim milczeniu krążyła nerwowo po pokoju, jakby szukając odpowiedniego dla siebie miejsca, w którym mogłaby chociaż trochę poczuć się lepiej. Zatrzymała się na ułamek sekundy, otulając rękoma własne ciało i błądząc zranionym wzrokiem po podłodze. Po chwili jednak wolnym, opanowanym krokiem ruszyła w stronę okna. – Nalej mi wina. – poprosiła wyciszonym głosem, który w żaden sposób nie pasował do rozgrywającej się sceny rodzinnego dramatu.

- Krysiu…

- Nalej mi, proszę, wina. – mężczyzna niezwłocznie spełnił prośbę, podając ukochanej lampkę krwistego trunku – Ja – oznajmiła niemal szeptem – absolutnie nie piszę się na babcię. Jestem za młoda na tego rodzaju wyrzeczenie. Nareszcie mam to, czego całe swoje nędzne życie pragnęłam i absolutnie nie zamierzam z tego rezygnować.

- Kochanie… – uśmiechnął się – ależ nikt nie oczekuje od ciebie aż takiego wielkiego poświęcenia. Wynajmiemy kogoś do pomocy. Zatrudnimy niańkę…

- Tomaszu, – wtrąciła spokojnie, podszczypując drobnymi łykami krwistą ciecz wina – ty nic nie rozumiesz.

- Skarbie, zapewniam cię, że rozumiem. Wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Poradzimy sobie. Umówiłem nas na spotkanie z rodzicami tego… chłopaka. Jutro na piętnastą. W końcu, jakby nie było, jest ojcem naszego wnuka, albo wnuczki…

- Adę trzeba namówić na aborcję. – oznajmiła chłodno i stanowczo, wpatrując się w okno niewzruszonym grymasem skamieniałych, posągowych oczu.

- Co ty mówisz, Krysiu?!

- Mówię, że trzeba Adę namówić na usunięcie dziecka.

- Ale, to jest niemożliwe! Ada jest w zaawansowanej ciąży, a poza tym… to idiotyczny pomysł!

- No, skoro jest już za późno na zabieg, – zasygnalizowała obojętnie w opanowanym tonie wypowiedzi, zdradzającej precyzyjnie zaplanowane rozwiązanie – to trzeba ją nakłonić do oddania tego… bękarta. Niech odda dziecko do adopcji.

- Może lepiej, – Tomasz eksplodował ostrym niezadowoleniem – porozmawiajmy jeszcze z rodzicami ojca tego… jak ty to śmiałaś powiedzieć… bękarta! Może lepiej porozmawiajmy z ojcem dziecka. On też chyba ma coś do powiedzenia w tej sprawie!

- Co ona ma do powiedzenia?! Co?! Zmajstrował smarkacz dzieciaka…

- On jest starszy od naszej Ady o sześć lat.

- No, zatem śmiało można to podciągnąć pod prokuratora! Seks z nieletnią!

- Przesadzasz!

- Co ty robisz?

- Wychodzę! Nie będę słuchał dłużej tych bredni!

Krystyna parsknęła histerycznym śmiechem, porażającym przeszywającym lękiem. Trzask drzwi i cisza nie były w stanie powstrzymać przerażającego, nienormalnego rechotu, który po kilkunastu minutach zapadł się w głębokim milczeniu dławiącego rozgoryczenia. Zasłoniła dłonią rozdygotane rozpaczą usta. Zacisnęła mocno powieki, dusząc w gardle pęczniejący gniew i potwornie bolesne rozczarowanie. Po chwili opanowała szalone emocje. Otarła twarz skropioną łzami. Przechyliła kieliszek wina jednym, zachłannym łykiem, a puste naczynie wtuliła w piersi, magnetycznie wpatrując się w okno jak zahipnotyzowana, nieobecna duchem.

Obraz roztrzaskanej gniewem matki Ada odrysowała w pamięci, przywołując rysy jej przedziwnie smutnej, ale przerażającej twarzy w każdych momentach odczuwanych wyrzutów sumienia, bo… jak mogła ją aż tak dotkliwie i mocno skrzywdzić?

Niemal niepostrzeżenie stała w lekko uchylonych drzwiach bacznie się jej przyglądając, połykając ją, pochłaniając głodnym i pełnym współczucia wzrokiem. Pragnęła podejść do matki, wtulić się w ramiona, przeprosić i obsypać dłonie pocałunkami skruchy, ale strach zakorzeniony w dygoczącym zranieniem sercu był znacznie silniejszy od chęci wyrażenia dręczącej pokuty. Bezszelestnym krokiem wróciła do pokoju.

„Co teraz będzie? – myślała, wsłuchując się w uciążliwą ciszę – Przecież nie tak miało być… nie tak… Co teraz będzie?”

Jeden dzień, jedna chwila prawdy, nagiego wyznania i codzienność trzasnęła dźwiękiem złamanej trzciny, a gładkość beztroskiego życia została zatracona, przepadła bezpowrotnie. Konsekwencje kilku minut miłosnego zapomnienia, uniesienia zmieniły wszystko to, co kochała, co tak bardzo ceniła i pragnęła pieczołowicie pielęgnować.

Relacje z matką nigdy nie były łatwe, ale czuła, że teraz zostały całkowicie zatracone. Przeszywał ją chłód bolesnego poczucia porzucenia, odizolowania…

„Co będzie teraz? – ta myśl dręczyła Adę w bezlitosny, natrętny sposób – Co dalej?”

Pukanie do drzwi przerwało trans niespokojnych dociekliwości i mrocznych przeczuć. Ada usiadła sztywno.

- Śpisz?

- A, to ty. – odetchnęła z ulgą na widok młodszego brata – Chodź Krzysiu, chodź. – chłopiec usiadł obok siostry, wtulając się w jej pełne ciepła ramiona – Co się dzieje?

- To ty mi powiedz, co się dzieje.

- W porządku Krzysiu, – pocałunkiem namaściła jego głowę, palcami odgarniając grzywkę z czoła – wszystko w porządku. – zapewniała bez przekonania.

- Będę wujkiem?

- Co?!

- No, nie dziw się tak. – poprosił, wpatrując się w siostrę poważnymi, wielkimi oczami – Słyszałem, że jesteś w ciąży.

- Ej!, – roześmiała się szeroko, delikatnie szturchając chłopca łokciem – nie podsłuchuj. To nieładnie.

- Nie podsłuchiwałem, – zapewniał – ale nie dało się nie słyszeć, bo rodzice bardzo głośno o tym rozmawiali. – bezradność obezwładniła Adę całkowicie. Nie umiała i chyba nie chciała rozmawiać na ten temat z kimkolwiek. – Fajnie będzie.

- Myślisz? – zapytała mimowolnie.

- Pewnie. – wzruszył ramionami, jakby nic złego nie miało miejsca, jakby nic złego się nie stało – Będę wspaniałym wujkiem i tylko siedem lat starszym. Będzie fajnie. Będę mógł robić wiele ciekawych rzeczy z moim siostrzeńcem…

- A, jeśli to będzie siostrzenica?

- No… – zastanowił się chwilę – to już nie będzie tak fajnie, bo wiesz, – wyjaśnił szybciutko – z dziewczynami nie da się bawić i w ogóle.

- No, tak. – potwierdziła z szerokim, szczerym uśmiechem – Masz rację. Z dziewczynami nie da się bawić… i w ogóle.

- A, – zapytał po chwili – czy będę mógł potrzymać dzidziusia? Tak, wiesz, na rękach.

- Oczywiście, że tak. – łzy popłynęły z Ady oczu strumieniami – W końcu będziesz wujkiem.

- No, w końcu, tak. – odpowiedział dumnie, zagnieżdżając się bezpiecznie w objęciach siostry – Będę kimś bardzo ważnym, kimś naprawdę ważnym.

- Cały czas jesteś właśnie kimś takim, pamiętaj o tym Krzysiu, pamiętaj.

- Dobrze. – wtulił się ufnie w jej ramiona – Ale obiecaj, że nie będziesz już płakać.

- Przecież ja nie płaczę.

- Płaczesz, płaczesz. Nie jestem głupi. – uśmiech przylgnął do ust Ady niczym motyl zmęczony zmaganiami z podmuchami wiatru silniejszego od kruchych, trzepoczących skrzydeł, które w momencie odpoczynku rozprostowuje lekkość odprężenia pod strumieniami przyjemnego słońca. – Obiecujesz? – zapytał wnikliwie.

- Obiecuję, obiecuję, – otuliła Krzysia mocnym uściskiem, dłonią roztrzepując jego czarne, kręcone włosy – obiecuję, ty, wujku. Obiecuję…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii PO-WIEŚCI

 

JESIENNE WIECZORY – I

02 kwi

Świat był pogrążony w rozpaczy. Szarość w posępnej chuście żałoby snuła się bezradnie, dźwigając w sercu ciężar duchowego cierpienia, a bezlitosny wiatr smagał ją biczami ostrych podmuchów, zmuszając drzewa do ukłonów, rzucanych mimowolnie i niechętnie pod jej zmarzniętymi stopami, których kroki roztrzaskiwały uśpione kałuże na wibrujące strachem krążki. Świst i jęk bolesnej tęsknoty przeganiał w nieznane rozmodloną ciszę, a okna zdawały się powoli topić w drobinkach kryształowych kropel deszczu, uparcie uderzającego w szyby, jakby w geście żebraczej prośby o schronienie przed bezwzględnym i bezlitosnym zimnem…

Wszystko się kończy.

Słońce wypłowiało. Niebo pogrążyło się w głębokiej, nostalgicznej zadumie, niczym filozof nieustannie poszukujący prawdy absolutnej. Wrzosy zrzuciły kruche korale fioletowych kwiatuszków, przeobrażając się bezwstydnie w nagie grzebienie paskudnych, wychudzonych gałęzi, powbijanych w chaszcze pożółkłych, skołtuniałych traw, na których czas rozwiesił siwe włosy pajęczych nici. A, zegar… niestrudzenie i monotonnie wystukiwał rytm przemijania, delikatnie muskając wskazówkami poszczególne klawisze kolejnych minut… i godzin.

„Pogoda adekwatna do sytuacji. – pomyślała Ada, zakreślając palcem na szybie płaczącego okna sploty wędrówek kropel deszczu, które powoli osuwały się w dół, połykane spragnioną siłą grawitacji – Jak to powiedzieć? Jak zacząć? – dręczyły ją pytania – Jak zareaguje? Co powie? Na pewno nie będzie zachwycona, ale może…”

Ciąża stawała się z dnia na dzień coraz bardziej widoczna. Brzuch rósł jak na drożdżach. Ubrania stawały się zbyt ciasne i niewygodne. Musiała w końcu przyznać się do błogosławionego stanu. Musiała przerwać zmowę milczenia. Musiała stanąć w prawdzie. Nie chciała zostać zdemaskowana, zaatakowana pretensjami czy zalana gniewem. Czuła, że musi wreszcie wyjść z ukrycia. Chciała wykrzyczeć światu, że spodziewa się dziecka, ale strach przed reakcją ludzi był potężniejszy od dźwiganego pragnienia.

- Skarbie – pojawił się w drzwiach ciepły głos ojca – chodź. Zrobiłem popcorn, wypożyczyłem świetny fil. Obejrzymy razem. Nawet rozpaliłem ogień w kominku, jak lubisz.

- A, mama? – zapytała nieśmiało.

- Wróci późno. Dzwoniła, że ma jakieś spotkanie służbowe czy coś w tym rodzaju. No, chodź. Zrobiłem też gorącą czekoladę.

- No, chyba nie dam się więcej prosić. – uśmiechnęła się, ale jakby bez przekonania.

- Czekam na dole. – oznajmił, zbiegając po schodach.

„Może to i lepiej, że mamy nie ma? – pomyślała – Powiem najpierw tacie. On ją jakoś przygotuje… On zawsze mnie bardziej rozumiał, więc może nie będzie aż tak źle, jak się tego spodziewam? Może nie będzie tak źle…”

Powolnym, ostrożnym krokiem zeszła po schodach do salonu. Usiadła na kanapie. Ojciec krzątał się w radosnym pląsie kuchennych przygotowań, znosząc na ławę wszelkiego rodzaju łakocie i smakołyki. Podśpiewywał i szczebiotał. Był w wyjątkowo dobrym nastroju. Ada obserwowała go bardzo uważnie. Serce waliło w jej piersi niczym oszalały z przerażenia ptak, wplątany w sidła kłusowników. Po chwili usiadł obok, stawiając na kolanach wielką misę prażonej kukurydzy.

- Film ma bardzo dobrą recenzję. – tłumaczył, operując pilotami w celu uruchomienia domowego kina – Na pewno ci się spodoba. Mam przynajmniej taką nadzieję. – uśmiechnął się serdecznie.

- Tato… – wydukała niepewnie drżącym głosem – tato…

- Coś się stało kochanie?! – zatrzymał na niej badawczy, przenikliwy wzrok – Wyglądasz jakoś, tak… niewyraźnie.

- Bo widzisz, ja…

- Tak. – zachęcił ciepłym głosem do szczerych zwierzeń.

- Jestem w ciąży. – ojciec oniemiał. Misa z popcornem upadła na podłogę, rozsypując po salonie perły prażonej kukurydzy. – Przepraszam. – Ada eksplodowała rozpaczliwym, wręcz histerycznym płaczem, kryjąc zawstydzoną twarz w dłoniach.

- Kochanie… – szeptał ojciec, tuląc ją mocno w ramionach – kochanie…

- Przepraszam, przepraszam… – powtarzała nieustannie w ogromnym, przytłaczającym ją poczuciu winy.

- Kochanie… – pocałunkami obsypywał jaj rozgrzaną żalem głowę – Cichutko… cichutko… cichutko już słońce ty moje…

- Przepraszam…

- Co teraz? – zapytał mimowolnie – Spójrz na mnie. – unosił w dłoniach jej zapłakaną twarz, starając się zajrzeć w jej rozpuszczane łzami oczy – Musimy zastanowić się, co dalej. – Ada ucichła – Wiesz, kto jest ojcem…

- Tato!

- No, oczywiście, że wiesz! – wrzasnął nieoczekiwanie – Który to miesiąc?

- W drugiej połowie listopada powinnam urodzić.

- Chłopiec, dziewczynka? Przepraszam! – opamiętał się natychmiast – To głupie pytanie. Jesteś niepełnoletnia. Czy ty zostałaś…

- Nie.

- Kamień z serca. – westchnął z wyraźną ulgą – To kolega z klasy?

- Nie. – odpowiedziała zażenowana wnikliwością ojca – Jest ode mnie starszy o sześć lat. Ja go kocham tato.

- No, to nie ulega wątpliwości! – oznajmił dumnie – Jesteś porządną i rozsądną dziewczynką. Wiadomo, że to szczera, prawdziwa miłość. Ty nie jesteś z tych, co to tam… – chrząknął zawstydzony – No, ale… co teraz?! Co ze szkołą?

- Nie wiem. Boję się tatusiu… – rozpłakała się, a ojciec natychmiast mocno wtulił ją w ramiona, uspokajając pocałunkami i dłonią, głaszczącą włosy.

- Nie jesteś sama, pamiętaj! – zapewniał.

- Trzeba powiedzieć mamie…

- Nie dziś! – wtrącił stanowczo – Najpierw pójdę do dyrektorki szkoły. Porozmawiam z nią… Powiem, co i jak, i dowiem się, jakie są szanse, byś skończyła szkołę. Jak będę miał jakieś konkretne informacje na temat twojej przyszłości… szkolnej, oczywiście, powiemy mamie.

- Przepraszam tatusiu…

- Kochanie, – zaszczebiotał pełnym nadziei głosem – nawet święci nie są idealni. Jakoś to będzie, jakoś to będzie… – zapewniał w głębokim zamyśleniu, a cisza, podszczypywana trzaskiem ognia w kominku, powtarzała te słowa z niezwykłą pieczołowitością i szacunkiem – Jakoś to będzie… jakoś to będzie kochanie…

Isabelle MOULIN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii PO-WIEŚCI