RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘DLA DZIECI’

OPERA

17 lip

pobrane

Na jeziorze lilie wodne, jak kielichy z kroplą miodu, w bieli płatków są ozdobne, a zielony liść od spodu zda się nosić tę koronę na zielonej dłoni w ciszy, przy czym płatki rozłożone, jak falbanka u spódnicy, zdają krążyć się splecione tiulem w pasie baletnicy. Świetlikami zadaszenie nad mruczącą taflą wody światła sieje rozproszenie, tworząc zeń baldachim złoty, który w wodzie się odbija milionami jasnych plam i okrywa swą jasnością liść na wodzie, co jest sam, bez kielichu kwiatu w bieli, niczym dłoń pięciopalczasta, na nim ropuch, co się mieni jakby neon z centrum miasta, bo ubrany w srebrny kostium o guzikach diamentowych i wciśnięty w ciasne spodnium, co opina brzuch gumowy. Ropuch na pokracznych nóżkach wspiera ciało o szpileczkę. Pod podbródkiem czarna muszka, a pod muszką ma chusteczkę, którą ciągle pot wyciera, co na czole rosą świeci. Wzrokiem łypie i spoziera, milczy, choć czas płynnie leci. Wszyscy w wielkim niepokoju oczekują na występy, ale ropuch tym zdarzeniem zda się wcale nieprzejęty. Uniósł dumnie łepek szary i szeroką wargą mlasnął. Przetarł chustką okulary, bo ktoś z widzów w dłonie klasnął, a po chwili chrząknął, mruknął, zmrużył wielkie swe powieki, skłonił się, lekko przykucnął…

Płyną w górze skrzypiec dźwięki. Filharmonia pełna świerszczy partytury rozsypała, a muzyka roztańczona w tańcu nuty kołysała, zataczając piruety, ocierając się o liście. W skrzypce wplotły dźwięki flety, trąby dęły uroczyście. Wiolonczele, harfy, bębny z fortepianem wespół grały, a w muzyce rozmarzonej świat zanurzył się wnet cały. Na konwaliach mrówki dzwonią, w kwiatów łepki uderzając. Ton muzyki filharmonią, ciszę w dźwiękach zanurzając, rozprzestrzeniał się w zachwycie, w rozmarzeniu, w apetycie.

Wtem!, ropucha głos basowy z piersi się wydostał siłą i jak dotyk atłasowy w ucho wdarł się barwą miłą.

- Rere… kum… kum… Kum… kum… rere… – słów ta aria ma niewiele, lecz tą sztuką moi mili byście się wręcz zadziwili, bo opera ma coś w sobie, a to o tym ten się dowie, kto ma ucho nań podatne rozpieszczane żabim taktem. – Rere… kum… kum… Rere… kum…kum… – ucichł w ciszy nawet szum. Świat w operze rozkochany echem dźwięk ten powtarzany tuli w serce wręcz z wdzięcznością. Ropuch śpiewa go z miłością. – Rere… kum… kum… Kum… kum… rere… – słów ta aria ma niewiele, ale echem ta muzyka w rozkochaniu sny zamyka.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

ŚWIERSZCZ

16 lip

pobrane (1)

W wielkim uczuć rozognieniu, na skrzypeczkach ździebłem trawy, świerszcz w zadumie i natchnieniu rozprzestrzenia dźwięk oktawy. Struny z nici pajęczyny paluszkami wprawia w drżenie. Pod listowiem koniczyny budzi nut rozkojarzenie. Opuszczone ma powieki, włos zwichrzony roztargnieniem, gwiazdą iskrzą butów fleki, ciało tańczy rozmarzeniem. Płynie w przestrzeń skrzypiec drżenie, wstążką wije się muzyka, struny trąca wszak wzruszenie, które serce nut przenika.

- Czemu, świerszczu mój kochany – zapytuję delikatnie – grasz w tęsknocie rozkochany? Czego twa muzyka łaknie?

Świerszcz zatrzymał się w bezruchu. Zastygł niemo w zamyśleniu. Nuty niczym garść okruchów rozsypały się w milczeniu. Świerszcz opuścił smutne czoło. Łzami zwilży wielkie oczy.

- W sercu – mówi – mam wesoło, ale smutek jest uroczy. Spaceruje jak natchniony, opuszkami głaszcze trawy. Bywa wszak niedoceniony, chociaż szczerze jest łaskawy, bo pozwala na drugiego wzrokiem spojrzeć współczującym. Coś jest w nim wzruszającego? W smutku dźwięczy ton kojący. Tajemnicza ta muzyka – świerszcz wyjaśnia z dokładnością – każde serce wszak przenika i wypełnia je miłością… Pozwól zatem, – prosi w skłonie, w prośbie swe krzyżując dłonie – że się oddam tej muzyce i być może nią zachwycę wieczór, co się w noc przemienia, i noc, co się w ranek zmienia. Nie mam bowiem wiele czasu, by zagłuszyć ton hałasu. Niech muzyka ma się snuje i świat do snu przygotuje.

Świerszcz pozostał w samotności, skrzypce w taniec nut wprawiając. Każdy wieczór u mnie gości, w dźwięki błogie świat wtapiając. A, ja z wielką przyjemnością się wsłuchuję w skrzypiec tony i wyciszam się z radością, chłonąc czas uspokojony, zatrzymany jakby w pędzie i zaklęty w śpiew muzyki, który słychać niemal wszędzie, gdzie wzruszają się świerszczyki.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

ŚWIETLIKI

16 lip

świetliki1

W otchłani nocy, co zda się falą czarnej jak smoła senności pluskać, światło się wznosi bańką mydlaną, której należy cierpliwie szukać, bo niczym drobny płomyk zapałki mieni się, iskrzy i nagle znika… Świat bywa niczym zwierciadło bajki, gdyż cały błyszczy w tych koralikach. Pośród konarów czy traw uśpionych kropeczka światła dryfuje, blednie. Czasami kropli takich miliony zdają się błyszczeć po prostu wszędzie, a ty niekiedy światłem niesiony lekko, przyjemnie i jakby bezwiednie wtapiasz się w nocy sen rozpostarty, co się ciemności żaglem napręża i bywa ostrzem światła rozdarty, i w tej jasności kurczy się,… zwęża..

Wydaje ci się, że gwiazdy deszczem złotych diamentów na ziemię lecą lub,… że wiatr sunie stłumionym szeptem i ciemność płoszy płonącą świecą. Nurt płowych świateł dryfuje sennie nad skronią ziemi, co snem oddycha. Jakież to wszystko magicznie piękne!… Ciemność w brokacie tych świateł usycha i się rozmywa plamą jasności, co cekinami czerń rozpromienia, i delikatna w swojej kruchości zdaje się lękać tych świateł istnienia. A, to – zapewniam – nic okropnego, co mogłoby nam być zagrożeniem. Stworzeniem drobnym światła bladego, które wędruje w nocy milczeniem, są świętojańskie robaczki małe złotem błyszczące niczym korale, wabiące zachwyt swoim mienieniem i falujące snu ukojeniem. Na bezszelestnych skrzydełkach niosą lampiony światła, co jak iskierka brodzi w ciemności cicho i boso, i wokół siebie lękliwie zerka. Pod smugą świateł owych lampionów świetliki błądzą w nocnej gęstwinie i w takcie płynnych uniesień, skłonów szukają czegoś bardzo cierpliwie, lecz trudno zgadnąć – za czym tak lecą?, gasnąc na chwilę i znowu świecąc. 

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

KSIĘŻYC

14 lip

Cuento para leer a oscuras

Jest taki jeden poeta natchniony, który wędruje we świata strony i białym żaglem na nieboskłonie wyblakłym światłem samotnie płonie. Czasami w chmurach smutki smutniejsze w melancholijne zamienia wiersze. Niekiedy w czystej nocy ciemności tworzy poemat o wiernej miłości. Bywa obecny, lecz zamyślony. Czasem ukryty za mroku chustą. I bardzo często bywa spóźniony. A, gdy gdzieś znika, strasznie jest pusto i strasznie tęskno. W nim bowiem nocy ukryte piękno zdaje się płynąć w blasku księżyca, który nas wszystkich nocą zachwyca.

Zawsze więc, zawsze, gdy ciemność przędzie czerń na przestrzeniach sennego świata, patrzę przez okno, czy księżyc będzie, czy już się z niebem w ciemnościach brata? A, gdy nadchodzi krokiem zadumy i ma oblicze myślą strapione, kładą się przed nim szelesty, szumy kusząc spojrzenie jego natchnione. Przysiądzie nieraz gdzieś na jeziorze, szklaną poświatą pokrywa wody i z wielkim wdziękiem w tej nocnej porze strumieniem światła, tak dla osłody i dla otuchy, rozsuwa mroku wzburzone morze wnet przeganiając strachy i duchy. Niekiedy lekko pośród gałęzi zawiśnie bladą, srebrną jasnością i sunie wolno, nigdy nie pędzi, lecz błogo płynie w mroku z wdzięcznością i zachwycony każdym nut dźwiękiem podziwia wszystko, co wokół piękne. Czasem na szczycie czarnego nieba zastyga srebrnym opłatkiem światła. Zdaje się, że mu nic nie potrzeba. W myślach wędruje ta twarz wyblakła, na której widać grymas natchnienia. W strumieniach swego wieszczego światła księżyc te myśli w rymy zamienia i wiersz kolejny w przestrzeniach świata szumem, szelestem się rozprzestrzenia.

I gdzie ja jestem, tam on wędruje wiernie u boku mego natchniony. Szeptem milczenia wiersz recytuje poezją w ciszy wiecznie niesiony.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

COŚKOWICE

11 lip

pobrane

Noc zapadła gęstym mrokiem, wypełniając cały pokój. Nic nie ujrzysz bystrym wzrokiem. Wokół krąży głuchy spokój. Wnet wdrapałem się na okręt. Rozłożyłem żagli płótna. Maszty dumne i wysokie niosły wiatrem białe sukna. Zasunąłem przyłbicę, wzniosłem w niebo ostrze miecza.

- W górę ciągnij dwie kotwice!! To ci będzie wielka heca! – rozkaz z piersi mej się wyrwał ponad chmury z wielką siłą – Nikt nie będzie ze mną igrał! Zobaczycie, będzie miło.

Ster zaskrzeczał starym kołem. Okręt ruszył kołysaniem. Mewy nad nami wesołe w niebo wzbiły się wołaniem i tym jękiem i lamentem zawodziły gdzieś w przestrzeni, jakby strasznie czymś przejęte, lecz my wcale nie zmartwieni za przygodą!, za wyzwaniem! ruszyliśmy w otchłań nocy. Lekkie wody kołysanie sennie nam sznuruje oczy, ale mimo tej trudności, mimo walki ze zmęczeniem, ku uciesze i radości wciąż płyniemy za marzeniem. Morze fale wichrem wzburza i odpycha nas od celu. Kadłub statku się zanurza w wody pianach jak w tunelu i przecina dziobem ciemność, bohatersko licząc mile.

- Co za podłość i nikczemność?!, lecz nadzieja w naszej sile. – dla otuchy do załogi słów tych kilka wykrzyczałem – Choć na morzu żywioł srogi, będę walczył! Nie przegrałem i zamierzam sztorm ujarzmić, wszak nie będzie straszyć, drażnić nas – wybitnych wilków morskich, którzy pośród ścieżek wąskich, pośród fal wzburzonych gniewem zło gasimy lekkim śpiewem. Ster na prawo! Ster na lewo! – w kole steru trzeszczy drzewo – Ster na lewo! Ster na prawo! Dalej! Razem! Wszyscy żwawo!

- Oh, szanowny kapitanie, co się teraz z nami stanie? – strach wyszeptał z przerażeniem, wysuwając nos spod łóżka i dygocąc mocnym drżeniem, dłońmi swe zatyka uszka – Co to będzie kapitanie?! Co się z nami teraz stanie?!

- Ster na prawo! Ster na lewo! Nie drżyj strachu, mój kolego. Jedno dam ci zapewnienie, że wspaniałe to marzenie, to, za którym tak płyniemy, już niebawem osiągniemy i na fali tej przygody odkryjemy światek nowy! Nazwę damy „Cośkowice” miejscu, w którym to kotwicę zapuścimy w morzu toni…

- Coś nas jednak, czuję, goni… – strach wyjąkał z przerażenia mroczne swe wyobrażenia.

- Zejdź pod pokład przyjacielu. – poprosiłem z serdecznością – Nie płosz innych, wszak niewielu musi zmierzyć się z srogością wzburzonego gniewem morza zanim jakakolwiek zorza przetnie nocy ciemność wrogą. Wilki poddać się nie mogą! Naprzód! Razem! Wszyscy żwawo! Doskonale! Brawo! Brawo! – zachęcałem swą załogę.

- Ja już dłużej tak nie mogę… – strach wyszeptał przerażony, schodząc pod pokład spłoszony.

- Dalej, dalej dzielny druhu! – krzykiem tłumię wiatr wyjący – Giń! Przepadnij marny puchu – szturmie nas zastraszający! Naprzód mój wspaniały druhu za przygodą wciąż gnający! Dalej druhu, mocniej druhu wszelkie zło pokonujący!

Wyobraźnia sterem miesza pęczniejące złością fale, a przed nami wielkie skały – skała tuż przy drugiej skale niczym mosty grzebieniaste wystające z tafli morza…

Wtem nad nami zajaśniała ostrym światłem złota zorza.

- Co się tutaj dzieje Krzysiu? – zapytała mama w progu. Nieład w łóżku, w łóżku misiu, a poduszka w prawym rogu na podłodze pod komodą. Mama marszczy brwi i czoło pokazując minę srogą. – Oj, zabawiasz się wesoło. – mówi, przytupując nogą, ręce swe krzyżując w złości – Widzę, że masz nieporządek, bo bałagan przyszedł w gości.

- My po prostu proszę mamy, – wyjaśniłem szeptem skromnie – na przygodę wyruszamy. – rozłożyłem obie dłonie – Nic takiego się nie dzieje. Przemierzamy morza, knieje. Cel jest jeden!, „Cośkowice”. Tam wbijemy w toń kotwicę.

- Idź spać Krzysiu marzycielu. – mama prosi z serdecznością – A, ty drogi przyjacielu – misia karci z łaskawością – dopilnujesz, byście razem odpłynęli w sen głęboki. Dobrej nocy – rzekła mama, podpierając się pod boki, po czym światło wyłączyła… i! przygoda się skończyła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

DESZCZ

10 lip

images (2)

Usiadł sobie pod mym oknem deszcz w cylindrze z wierzby witek. Drżały mu u rzęsy krople. Miał i smoking z złotych nitek, lewą stopę w prawym bucie, prawą w lewym bez podeszwy, kwiat z bibuły też na drucie w formie bowiem butonierki, rękawiczki z pajęczyny zapinane na guziki, twarz w grymasie smutnej miny, oczy drobne jak świetliki. Rozsiadł się jak król na tronie, brodę wcisnął w żabot z liści, rozprostował długie dłonie, uspokoił w głowie myśli, po czym palce roztańczone w struny harfy wplótł z westchnieniem. Z harfy nuty rozmarzone wiły w przestrzeń się marzeniem i tak… jedną łzę uronił ze wzruszeniem, z wrażliwością i następne w strugach trwonił, dotykając harfy strun wręcz z szacunkiem i z czułością.

Wstałam z łóżka na ten czas, by zobaczyć deszcz w muzyce, i w najśmielszych nawet snach nie wiedziałam, że się tak aż nim zachwycę.

Cały świat rozmarzył się w dźwiękach harfy, co śpiewała. A na ciszy samym dnie każda struna dźwięcznie grała. Echo stało tuż przy deszczu, rozkochane w dźwiękach nut. Powtarzało sennie:

- Mistrzu, nie znajduję bowiem słów, by wyrazić zachwyt ducha, który w szczęściu się rozpływa, gdy muzyki mistrza słucha. Dreszcz wzruszenia mnie przeszywa.

Deszcz zatrzymał się w bezruchu, natężając zmysły słuchu. Zapadł w głębię zamyślenia, rozsiewając dźwięk milczenia, a po krótkiej takiej chwili głowę ku stóp echa chyli, nic nie mówiąc, nie dodając, tylko… jeszcze piękniej grając.

Każda nutka, co w przestrzeni kroplą wody się promieni, rozpryskuje się, wiruje, piruetem gubi w ciszy… Kto się skupi, to dźwięk kropli w szumie ciszy wnet usłyszy.

Uchyliłam lekko okna, których szyby się topiły. Była to muzyka słodka. Szyby ją kroplami piły.

- Odejdź proszę. Będziesz mokła. Czy me tony cię zbudziły? Czy muzyka ma zbyt gorzka? Czy jej nuty cię zwabiły? – pyta deszcz wstydliwym głosem, który cichł pod jego nosem ustępując miejsca ciszy – Nikt nie słyszy, nikt nie słyszy… powtarzałem sobie skrycie i dlatego grałem śmiało. Trudne jest artysty życie. Tak mnie w duszy rozegrało, że musiałem, mimo ciszy, poddać się całkiem muzyce, wierząc, że mnie nikt nie słyszy, teraz… Wybacz, bo się wstydzę.

- Ależ drogi panie deszczu, – klaszcząc w dłonie, zapewniłam – mój czcigodny, wielki mistrzu, ja się wcale nie zbudziłam. Gdy leżałam na podusi z ukochanym moim misiem, pomyślałam, czy na pewno ton muzyki płoszy ciszę? Wstałam zatem, by to sprawdzić, czy nie zwodzi mnie złudzenie, czy czasami to, co słyszę, to nie moje rozmarzenie? Aż tu nagle w mym zachwycie rozpłynęłam się szczęśliwa, bo nie zawsze panie deszczu ta sposobność w życiu bywa, by zobaczyć, dzięki komu ta muzyka się wymyka, zapraszając wszystko, wszystkich pięknym dźwiękiem do walczyka.

Deszcz wzruszeniem oczy skropił. Zdjął cylinder, czoło skłonił. Pocałunek drobnych kropli pozostawił na mej dłoni.

- Proszę jeszcze coś mi zagrać zanim zasnę z moim misiem, bo to pana uzdolnienie podobało bardzo mi się.

Deszcz w cylinder schował skronie, rozprostował długie dłonie, po czym struny harfy trącał i dźwięk kropel ze strun strącał, a muzyka pereł wody rozpryskując się o okna dla rześkości i osłody razem ze mną w deszczu mokła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

STRACH

09 lip

images (1)

Do pokoju wkradł się strach, który wzdycha „Oh” i „Ah”. Stanął w kącie i dygocze tak po prostu bez powodu. Niczym żagiel drży, łopocze. Burczy niczym brzuszek z głodu. Wielkie oczy z przerażenia świecą jakby dwie latarnie, a na skutek przestraszenia do nikogo się nie garnie i unika wielu rzeczy, gdzieś skutecznie się chowając. Niczym stara szafa skrzeczy i płochliwy jest jak zając.

- Wyjdź z ukrycia strachu! – wołam, przytupując nóżką w złości.

- Użycz – prosi – swego dachu. Miej nade mną cień litości. Nie mam gdzie się podziać biedny, bo nikomu niepotrzebny.

- Wyjdź z kryjówki! – splótłszy ręce, wołam nań stanowczym głosem – I nie szukaj już wymówki, bo sprzeciwów ja nie znoszę!

Przestraszony, mały strach nos szpiczasty zza zasłony wnet wysunął, szepcząc: „Ah”, będąc szczerze przerażonym.

- Podejdź proszę. – tupię nóżką, patrząc nań poważnym wzrokiem. Palcem mu wskazuję łóżko – Tam, pod łóżko, cię zaproszę. Będziesz mógł zamieszkać sobie pod mym łóżkiem drogi strachu. Nie wiem, co ja z tobą zrobię?! Ja nie lubię lęków, strachów. Muszę jednak, prawdę mówiąc, – oznajmiłam całkiem szczerze – że mi ciebie bardzo żal. A, że w strachy ja nie wierzę, będziesz u mnie strachu spał, bo kto inny cię przygarnie, jak się ciągle będziesz bał?… Oj, wyglądasz strachu marnie.

Strach szczęśliwy, podskakując, objął mnie rękami w pasie.

- Jak wspaniale, jak cudownie, gdy przyjaciół wokół ma się. – zaszczebiotał mały strach, wciąż wzdychając „Oh” i „Ah”.

- Dajże spokój. – strach odpycham, bo mnie bardzo mocno ściska. Jak parowóz świszczę, wzdycham, a on krzyczy:

- Jesteś bliska memu sercu przyjaciółko! Oj, będziemy zgraną spółką. Ty i ja, ja i ty razem noce, wszystkie dni jak prawdziwi przyjaciele, a przed nami przygód wiele, wspólnych wspomnień i uciechy…

- Po co zaraz te pośpiechy. – wyśliznęłam się strachowi z zakleszczenia wątłych rączek – Siadaj proszę przy stoliku. Masz z nadzieniem słodki pączek i szklaneczkę pij kakao.

- Oj, się będzie dużo działo… – strach się cieszy niesłychanie.

- Jak jest – proszę – niech zostanie. Nic nie zmieniaj, nie mąć nigdy. Wszelkie lęki wszak mi zbrzydły. Zjedz, odpocznij drogi strachu i się nie bój niepotrzebnie…

- Ja się boję, lecz bezwiednie. – zadrżał strachem drobny strach, wciąż wzdychając „Oh” i „Ah”.

Przytuliłam strach serdecznie.

- U mnie strachu jest bezpiecznie. – zapewniłam przyjaciela – Tu nic bowiem nie doskwiera, nic nam strachu nie zagraża. Co też sobie wyobraża  twoja szalejąca głowa, wszystko mogę ja odeprzeć. Bronić jestem cię gotowa.

I tak, oto, mały strach, który wzdycha „Oh” i „Ah” razem ze mną pomieszkuje i mniej znacznie się stresuje. Nie ma bowiem nic lepszego, koleżanko i kolego, miećże w strachu przyjaciela, gdy na co dzień ci doskwiera jakikolwiek straszny strach, wzdychający „Oh” i „Ah”.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

WYOBRAŹNIA

08 lip

fotolia_48468295_s

Bywa u mnie wyobraźnia, co mnie bawi i rozdrażnia. Wpada z gruszki lub z pietruszki. Ma koślawe, brudne nóżki, dwa warkocze nad uszami z pstrokatymi kokardami, falbaniastą sukieneczkę i tęczową też piłeczkę na gumowej, złotej wstążce, a we włosach polne kwiaty, które świtem rwie na łące i noseczek piegowaty.

Tak po prostu od niechcenia wołam na nią słodka Gienia.

Czasem moja wyobraźnia, co mnie bawi i rozdrażnia, bywa bardzo uciążliwa, kiedy nocą mnie odwiedza. Wtedy robi się złośliwa i strachami mnie nawiedza. Nie dba o to, czy się boję, czy mnie cieszy ta zabawa, czy ze strachu łezki ronię? – to już nie jest Gieni sprawa.

Kiedy znika światło w domu i się ciemność rozpościera, nic nie mówiąc wszak nikomu, Gienia sprytnie się przedziera do pokoju przez ciemności, co mnie smuci, strasznie złości. W kącie mrocznym piszczy, zgrzyta, igra z cieniem i światłami, tajemnicą jest spowita, tupie gniewnie obcasami. Czarną kredką mi na ścianach maże łapy i pazury, i z gałęzi robi hamak, co łopoce jakieś bzdury. Trzaska drzwiami i oknami, kamykami rzuca w okna, ciska, stuka też lalkami… Bywa bowiem tak okropna, że ochotę mam ogromną wygnać Gienię z mego życia i uczynić ją bezdomną, lecz w dzień, kiedy słońce świta, wszystko Gieni zapominam i serdecznie zawsze witam, figle wstrętne tak wspominam, jak śnieg niemal zeszłoroczny, bo świat z Gienią bywa mroczny, ale także kolorowy i tęczowy i bajkowy – tak pomysły sypię z głowy, że z trudnością nadążamy za tym, co też zrobić mamy. Wspólnie z Gienią malujemy akwarelą szarość smutków, po kałużach tańcujemy, jemy lody powolutku i balony pompujemy, które później żaglem w niebie odsyłamy do aniołów, co wspierają nas w potrzebie.

Nie chcę stracić wyobraźni, chociaż czasem mnie tak drażni. Bez niej nudzę się okropnie, kiedy w deszczu wszystko moknie, kiedy muszę całkiem sama coś wymyślać dla zabawy. Moja Gienia jest kochana. Zawsze mówi: „nie ma sprawy”, o cokolwiek ją poproszę mimo, że się na nią złoszczę i urazę drobną noszę – z nią wszak wszystko bywa prostsze.

Isabelle MOULIN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

NOC

08 lip

233447_sowa_puchacz_drzewa_ksiezyc_noc

Słychać już kroki drobne w oddali, które na trawie swe gubią ślady. Cisza ich dźwięki w przestrzeni chwali. Echo je sieje szumem wśród trawy. Słońce w pokornym, głębokim skłonie jak lód się wtapia w ziemię purpurą, a wiatr rozkłada palczaste dłonie pod kapelusza pierzastą chmurą, pieszcząc z rozkoszą liści klawisze i tańcem wabiąc spłoszoną ciszę. Świerszcze pod ździebłem zbudzonej trawy ze strun skrzypeczek strącają nuty, a czas wieczoru szczodry, łaskawy w swym rozkochaniu zdejmuje buty i gołą stopą na mgły pierzynie baletem magii zda się wirować, jakby w podskokach na trampolinie pragnął się w niebie przed światem schować.

- Kto to? – pytają strachy i lęki ukryte za pniu brzozą szumiącą, wydając z siebie świszczące jęki – Kto to nadchodzi tak… ujmująco?

I wnet zza progu zachodu słońca postać się w czerni piękna wyłania. Twarz jej brokatem się srebrnym mieniąca cienie klęczące przed nią odsłania. Grzebień gałęzi drzew rozmarzonych włosy jej krucze pod niebem splata. Usta jej – motyl światłem wabiony całuje czoło sennego świata. Kołnierz świetlików blaskiem na piersi podkreśla linię łabędziej szyi, a oczy kształtem dorodnych wiśni błądzą spojrzeniem, co błogość pyli niczym wiosenne kwiatów kielichy.

- Kto to? – się pyta strachu ton cichy.

A, ona idzie jakby płynęła i kroplą rosy znaczyła ślady. Suknią jak kloszem ziemię objęła, trzymając w dłoni gwiazdy jak kwiaty. Pod parasolem płatku księżyca sunie milcząca i zamyślona, wszystkich urodą damy zachwyca, więc gdy przechodzi, szepczą:

- To ona, dostojna pani i tajemnica, w której się kryje fantazja wszelka. Nadchodzi często w blasku księżyca… O, jakże ona dostojna, piękna…

Nie odpowiada, lecz milczy w zadumie, zagląda w okna swą ciekawością. Zdaje się, wszystko wokół rozumie i promienieje jakby miłością. Dłonie w srebrzystych ma rękawiczkach, a na ramieniu drzemiącą sowę, na diamentowych sukni guziczkach krople zastygłe śnieżno-deszczowe, więc gdy wędruje sobie po świecie w marzeń pstrokatych czarnym berecie, płoszą się wszystkie strachy zlęknione, dygoczą, jęczą gdzieś przerażone, a ona cicha, lekka, spokojna zasiada sobie w głębokim skupieniu i w zamyśleniu wzniosła, dostojna słucha jak wiatr gra milczący w natchnieniu. Spojrzeniem słodkim błądzi po niebie i w dźwięk listowia słuch swój zanurza. Zatapia zmysły w słowiczym śpiewie i lekko z wdziękiem ciałem porusza, tuląc się ufnie w ramiona muzyki i rozsiewając srebra promyki…

A, gdy tak siedzi pod zadaszeniem ogromnych dębów, kasztanów czy buków, sen do niej zmierza bezdźwięcznym kroczeniem wśród pohukiwań sowich i huków. Staje sprężysty jak struna harfy, ukłonem gracji do tańca prosi.

- Być może jestem cokolwiek warty – wyjaśnia szeptem, gdy wzrok unosi – i zechce pani mi towarzyszyć w walcu przy dźwiękach tej cudnej ciszy…

Noc wstaje, suknią szeleszcząc jak liśćmi. Dłoń na ramieniu snu położyła.

- Może – powiada – coś mi się przyśni. – po czym się w taniec ze snem wtopiła.

I suną razem rozkołysani, wirując walcem w przestrzeniach nieba. Noc świat zakrywa kruczymi włosami. Sen w tańcu z nocą kojąco śpiewa. 

Isabelle MOULIN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

MIŚ

07 lip

1200px-Teddy_Bear_90_flash

Jest taki stary, pluszowy miś, którego kocham mocno do dziś, któremu wszystkie powierzam sekrety i tajemnice, wszystkie marzenia… Jest to miś stary, zniszczony niestety, lecz najwspanialszy towarzysz milczenia, smutków i zmartwień, radości, sukcesów, wszystkiego tego, czego doświadczam.

- Nie chcę innego mieć przyjaciela! – świadomie wszystkim dumnie ogłaszam.

Miś mnie pociesza i rozwesela. Łzy, które ronię, chowa w futerko, a w oczach jego wciąż widzę siebie, bo oczy jego są jak lusterko i dzięki temu miś zawsze szczerze wszystkie uczucia me pokazuje, a kiedy jestem w jakiejś potrzebie, słucha i dobrze mnie też rozumie. Miś zna mnie lepiej niż mama, tata. Przytula, kiedy z powodu brata, mam w głowie smutki i niepokoje. Jesteśmy z misiem zawsze we dwoje – i przy śniadaniu, i przy obiedzie, i na spacerze, i u lekarza. Miś zawsze przy mnie w radości, w biedzie, we wszystkim, co się też mi przydarza.

Leżymy z misiem na poduszeczce wpatrzeni w sufit jak w niebo gwiazd. Cisza nas piórkiem radości łechce. Przed nami leży calutki świat. Możemy wspólnie pływać we chmurach niczym latawce z urwanym sznurkiem lub leżeć w puchu i pawich piórach, albo żeglować leciutkim wiórkiem na wiatru fali jak na pontonie, łapać motyle w dziurawe dłonie. Leżymy sobie i gawędzimy, i żartujemy, jak i tworzymy bajki czy baśnie, historie różne, aby wypełnić czymś chwile próżne. Czasami wcale nic nie mówimy, tylko do siebie tak się tulimy, że to, co wokół, nam nie przeszkadza, ani dokucza, ani zawadza. Miś mój kochany, przyjaciel jedyny, z którym po prostu wszystko robimy.

A, kiedy nocą zasypia słońce, kładę się z misiem na poduszeczce. Wpycha swe łapki pluszem pachnące w moje złożone pod głową ręce i noskiem wtula się w moje czoło, szepcze do ucha opowiadania. Jesteśmy razem, gdy ciemno wkoło. Łóżko jak łódka w rytm kołysania niesie nas, niesie w nieznane kraje, w których poznaję nowe zwyczaje, nowe przygody, znajomych mnóstwo… Niesie nas, niesie to wspólne łóżko. Serce się cieszy, że właśnie z misiem nocy kolejnej przydarzy mi się coś wspaniałego, coś bajkowego, coś – jak cukierki – pysznie słodkiego.

- Dobranoc misiu, mój ukochany. Obyś był rankiem dobrze wyspany. – całuję misia w łatkę pod uszkiem, a on mnie tuli pluszowym brzuszkiem. I tak na jednej, wspólnej poduszce, pod wspólną kołdrą w śpiące księżyce w sen odpływamy z portu w pokoju na wspólnej łodzi w błogim spokoju.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI