RSS
 

WIRTUOZ

12 paź

chor-alexandra-pustovalova-w-filharmonii-lodzkiej

Jesienny wiatr, co świst i gwizd w przestrzeni nuty niesie, mieszka to tu a czasem tam, ma domek z kart gdzieś w lesie. Szelestem i poszumem dni snuje się jakby bez celu, lecz prawdą jest – pochmurność chwil traktuje jak dźwięk na weselu. Niekiedy więc zasiada jak Bach, Czajkowski albo Chopin, palcami w rytm uderza o dach, tanecznie unosząc stopę. Fortepian drzew drży nutą, gdy klawisze liści trąca i niebo wnet wzruszone mży, wsłuchując się bez końca w muzykę, co z gałęzi gna wiatrem mistrzowsko smagana, aż w oku chmur nostalgii łza mieni się pozłacana. Szalony wiatr zastyga wnet natchnieniem poruszony. Echem gdzieś jest łagodny śpiew w szepcie, westchnieniu niesiony. I w chwili tej, w sekundzie wręcz zapada moment milczenia… Wiatr czoło swe wspiera o pięść, zdradzając stan zamyślenia. Zastyga tak w bezruchu jak ptak, skrzydłem w błękicie niesiony. Po chwili też odrzuca frak, zasiada wyraźnie natchniony przy harfie, co pajęczyn ma srebrne, drobniutkie struny, pacami na strunach tych gra… Słuchają go wdzięczne tłumy.

Lecz nagle to wzburzony wiatr, co w liście wystrojony, wydaje się potwornie, wręcz żywo pobudzony. We śnie się chwil zerwał jak gniew, rękoma zaczął machać tak, jakby kogoś gnał gdzieś precz!, po chwili… zaczął płakać. A z drzew melodia, co szeptem jest, zdaje się rozproszona, płynęła świstem, pomrukiem gdzieś w przestrzeń roztańczona.

Jesienny wiatr geniuszem jest nad wszystkich w filharmonii. Zastyga w ciszy, wzrusza do łez z batutą w bladej dłoni.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii DLA DZIECI

 

Dodaj komentarz