RSS
 

DESZCZ

10 lip

images (2)

Usiadł sobie pod mym oknem deszcz w cylindrze z wierzby witek. Drżały mu u rzęsy krople. Miał i smoking z złotych nitek, lewą stopę w prawym bucie, prawą w lewym bez podeszwy, kwiat z bibuły też na drucie w formie bowiem butonierki, rękawiczki z pajęczyny zapinane na guziki, twarz w grymasie smutnej miny, oczy drobne jak świetliki. Rozsiadł się jak król na tronie, brodę wcisnął w żabot z liści, rozprostował długie dłonie, uspokoił w głowie myśli, po czym palce roztańczone w struny harfy wplótł z westchnieniem. Z harfy nuty rozmarzone wiły w przestrzeń się marzeniem i tak… jedną łzę uronił ze wzruszeniem, z wrażliwością i następne w strugach trwonił, dotykając harfy strun wręcz z szacunkiem i z czułością.

Wstałam z łóżka na ten czas, by zobaczyć deszcz w muzyce, i w najśmielszych nawet snach nie wiedziałam, że się tak aż nim zachwycę.

Cały świat rozmarzył się w dźwiękach harfy, co śpiewała. A na ciszy samym dnie każda struna dźwięcznie grała. Echo stało tuż przy deszczu, rozkochane w dźwiękach nut. Powtarzało sennie:

- Mistrzu, nie znajduję bowiem słów, by wyrazić zachwyt ducha, który w szczęściu się rozpływa, gdy muzyki mistrza słucha. Dreszcz wzruszenia mnie przeszywa.

Deszcz zatrzymał się w bezruchu, natężając zmysły słuchu. Zapadł w głębię zamyślenia, rozsiewając dźwięk milczenia, a po krótkiej takiej chwili głowę ku stóp echa chyli, nic nie mówiąc, nie dodając, tylko… jeszcze piękniej grając.

Każda nutka, co w przestrzeni kroplą wody się promieni, rozpryskuje się, wiruje, piruetem gubi w ciszy… Kto się skupi, to dźwięk kropli w szumie ciszy wnet usłyszy.

Uchyliłam lekko okna, których szyby się topiły. Była to muzyka słodka. Szyby ją kroplami piły.

- Odejdź proszę. Będziesz mokła. Czy me tony cię zbudziły? Czy muzyka ma zbyt gorzka? Czy jej nuty cię zwabiły? – pyta deszcz wstydliwym głosem, który cichł pod jego nosem ustępując miejsca ciszy – Nikt nie słyszy, nikt nie słyszy… powtarzałem sobie skrycie i dlatego grałem śmiało. Trudne jest artysty życie. Tak mnie w duszy rozegrało, że musiałem, mimo ciszy, poddać się całkiem muzyce, wierząc, że mnie nikt nie słyszy, teraz… Wybacz, bo się wstydzę.

- Ależ drogi panie deszczu, – klaszcząc w dłonie, zapewniłam – mój czcigodny, wielki mistrzu, ja się wcale nie zbudziłam. Gdy leżałam na podusi z ukochanym moim misiem, pomyślałam, czy na pewno ton muzyki płoszy ciszę? Wstałam zatem, by to sprawdzić, czy nie zwodzi mnie złudzenie, czy czasami to, co słyszę, to nie moje rozmarzenie? Aż tu nagle w mym zachwycie rozpłynęłam się szczęśliwa, bo nie zawsze panie deszczu ta sposobność w życiu bywa, by zobaczyć, dzięki komu ta muzyka się wymyka, zapraszając wszystko, wszystkich pięknym dźwiękiem do walczyka.

Deszcz wzruszeniem oczy skropił. Zdjął cylinder, czoło skłonił. Pocałunek drobnych kropli pozostawił na mej dłoni.

- Proszę jeszcze coś mi zagrać zanim zasnę z moim misiem, bo to pana uzdolnienie podobało bardzo mi się.

Deszcz w cylinder schował skronie, rozprostował długie dłonie, po czym struny harfy trącał i dźwięk kropel ze strun strącał, a muzyka pereł wody rozpryskując się o okna dla rześkości i osłody razem ze mną w deszczu mokła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii DLA DZIECI

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz