RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2016

W ZAMYŚLENIU

28 wrz

 waskiel-dolina-bugu-pajeczyna-1024x683

Na pajęczynie słońca usiądę z rozkoszą.

Zanurzę stopy w błękity, granaty, szafiry.

Kroki me fale wiatru w nieznane poniosą

By się odblaskiem luster w oddali świeciły.

 

Rozczeszę płowe włosy niespokojnych myśli

Wstążkami barwnych liści zaplotę warkocze

I wszystko to, co się spełni, zaiskrzy lub przyśni

Na drzewach płótnem mgły jak pranie rozłożę

 

By niczym pierś w oddechu lub nadęte morze

Wznosiło się w przestrzeni, opadało z wdziękiem…

Na dłoniach tych przypływów swe ciało położę,

Odpływając w zachwycie, że życie jest pięknem.

 

Chłód przezrocza, co wodą nazywają ludzie,

Ciało, duszę przeszyje na wskroś jak błyskawica.

Czas płynie… noc się kończy i dzień się znów budzi –

Wszystko we mnie, dokoła świeżością zachwyca.

 

Zatem sięgam w kieszenie uskrzydlonej duszy.

Akwarelą, pastelem maluję świat cały.

Każdy dźwięk, który nawet lekko się poruszy

Zatrzymuję w kolorze by się zachowały

 

Wszystkie stany skupienia i rozkojarzenia,

W które wpada istota niczym kropla rosy,

Wszystkie szepty wymowne w zadumie milczenia,

Które jest tak głębokie, jak spojrzenie w oczy.

 

I… zostanę nad sobą, aby z lotu ptaka

Móc się przyjrzeć dokładnie tylko samej sobie

I zobaczyć oblicze doczesnego świata

W papierowej koronie na pstrokatej głowie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

NIEDOPOWIEDZIANE

23 wrz

233525_grafika_hustawka_dziewczyna_chmury_drzewo

Na parapecie wschodów z kubkiem przebudzenia

Siadam każdego ranka wpatrzona przed siebie.

Nic, albo też niewiele mam do powiedzenia.

Przesuwam wzrokiem kolory na uśpionym niebie.

 

Myśli spod puchu sennego rozciągają skrzydła,

Rozczesując wiatrem rozleniwione pióra…

Już się kończy ta chwila, choć druga nie przyszła.

Nie wiesz nawet z kolei to godzina która?

 

Przyklejona w błękity srebrzystej zieleni

Przenikam horyzonty pełne tajemnicy,

A pośród grafitowych, rozciągniętych cieni

Mnóstwo jest niedopowiedzeń, których nikt nie zliczy.

 

Nie wiesz, jak długo jeszcze na tle swego istnienia

Siedzieć będziesz w zamyśle nad wywarem kawy?…

Ogrom masz planów, jeszcze więcej do zrobienia,

Lecz… co może źdźbło ściętej i kruszonej trawy?

 

Czy przed tobą jest jeszcze droga do zdobycia?

Czy kurtyny zapadną przed finałem sztuki?

Czy masz jeszcze cokolwiek w sobie do odkrycia?…

A może jesteś już na dnie całkowitej pustki?

 

Wokół wszystko jest obce i niedopowiedziane.

Na parapecie wschodów patrzysz słońcu w oczy.

Nie wiesz, ile dla ciebie dziś jest przewidziane

I w jaki sposób, kiedy koniec cię zaskoczy?…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

NA POKŁADZIE

23 wrz

231476_zegar_fantasy

Świat o tarczy zegara

Pod żaglami nieba

Wrasta się w przestrzeń masztami wskazówek

I mimo przeciwności wciąż bardzo się stara

Dotrzeć tam, gdzie go ściąga wyroczni potrzeba.

 

Kadłub statku przecina

Z wielką brutalnością

Sieć równików zrośniętych, jak i południków,

A tą siecią utkaną każda jest godzina

I każda sekunda ochrzczona przeszłością.

 

Na przestworzach czasu

Ląd cyframi kreśli

Kształt doby, co wynurza się z wody skorupą

A nad echem los siłą podniebnego głosu

Wabi na ląd wędrowców nutą ptasich pieśni.

 

Prawa burta i lewa

Ścierana falami

Jak kołyska się wznosi pod błękit, opada…

Niekiedy spod przezroczy dzban wody wylewa

Obfitymi wzruszenia łez wodospadami.

 

Przeznaczenie, które

Obsadzone w czerni

Gwiazdą bladą wskazuje kierunek podróży

Wciąż zanika przy wschodzie w porannej purpurze

Rozrzedzanej jasnością zroszonych promieni.

 

Czasu mało zostało

I przestrzeń się kurczy,

Mapy ścina cyrklami przesuwana wskazówka…

Już się ściemnia powoli, choć niedawno świtało –

No i nie wiesz, czy jutro wiatr znów morze poruszy.

 

Świat o tarczy zegara

Jak koło się toczy

Rozdrabniając ocean na stłuczone kropelki.

Wokół mrocznej niewiedzy unosi się para

Wypatrując sekretem twe ciekawe oczy.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

JESIENNIE

20 wrz

246476_jesien_park_drzewa_liscie_promienie_slonca

Wiatr pędzlami konarów szarości rozciągnął,

Granatem senne niebo zasłonił jak smutkiem,

Grafit śpiącego słońca pod gałęzie ściągnął,

Topiąc pożółkłe trawy przygnębienia skutkiem.

 

Cisza wokół drzemiąca i leniwa sunie,

Szeleszcząc trenem liści w przestrzeni spłakanej…

Chciałaby coś zaśpiewać, lecz szeptać nie umie,

Więc wtula skroń w pień brzozy wiatrem kołysanej,

A parasol warkoczy co odbija szumy

Włosem kolorów tęczy otula ją błogą –

Zda się, że dłonie liści, jak szalone tłumy,

Klaszczą, w ciszy zachwycie zastygnąć nie mogąc.

 

I wtem bladość promieni wypłowiała wschodzi,

Zawieszając na drzewach tarczę pozłacaną.

Słońce wstaje i we mgle ociężale brodzi,

Zarzucając na echo chustę rozkrakaną.

 

Lament ptaków samotnych, co szczęścia szukają,

Przeszywa ostrzem zdrady ciszę utuloną

I czarną falą skrzydeł niebo zalewają

Żałobnicy za nocą światłem przepędzoną.

Trzepot piór dźwiękiem wiosła rozpruwa zadumę

I przesuwa odpływy czarno lśniących ptaków.

Świat się przeląkł, zachłysnął tym mrocznym poszumem

Doszukując się w nutach zła wróżebnych znaków…

 

A tu nagle w pozłocie jesiennego słońca

Serwetami korali przezroczystych płynie

Woda wrzosów po same horyzontu końca,

Bursztynami rosy zaklinając promienie.

 

Zapach mrozu co szczyptą orzeźwienia nęci

Budzi zmysły do pracy nad nową historią.

Ludzie suną przed siebie w zamyśle zaklęci

Dusze smyczkiem jesienni w melancholii strojąc…

Na nich kołnierze płaszczy pachną ziarnem kawy

I czekoladą w bułce o chrupiącej skórce.

Kroki ich porzucone na ździebełkach trawy

Kruche są niczym dłoń na niedomkniętej furtce.

 

Takie życie ulotne nas sensem otacza.

Kroplą deszczu rozbija się w mgnieniu sekundy.

Nasza młodość jak jesień z kluczami u pasa,

Zatrzaskuje port gardząc oznaką jałmużny.

 

Jakie piękne to wszystko, co się nie powtórzy,

Co fusami poranków nas kusi do życia

I świetlaną w marzeniach przyszłość chęciom wróży

Bezwstydnie, bo nie mając już nic do ukrycia.

Jakie piękne to wszystko, co jest bez powtórki,

Co przed nami i z nami minutą się staje.

Gromadzimy więc przeszłość w papiery, papiórki,

A czas płynie wbrew woli, płynąć nie przestaje.

 

Niech mi będzie jesiennie na wskazówkach czasu

Skoro taka już pora po mej drodze kroczy.

Pójdę sama na spacer w stronę głuszy, lasu,

Aby sobie z godnością umieć spojrzeć w oczy.

 

Jakie wszystko to piękne, co we mnie jest jedno,

Co zachwycać, zadziwiać nadal nie przestaje.

W bycie sobą tkwi sensu przenajświętsze sedno,

Więc ze swoją starością wszak się nie rozstaję

I tak razem bez przerwy od dnia narodzenia

Wciąż idziemy przez życie po wzniesieniach nieba.

Mam tę swoją ulotność – przelotność myślenia.

Jestem sobą i nad to nic mi nie potrzeba.

 

Jesień wokół… mądrością wszelkiego istnienia.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

JESIENNE WIECZORY

15 wrz

247450_lampion_ksiazka_widokowki_laka_noc

Ćmą lampy, która skrzydłem ciemności odpędza

I zaklina sen błogi wszechobecnej nocy

Przechodzę ulicami wyrytego wiersza

Rozczesując fantazją kruczoczarne włosy.

 

Wiatr za oknem żebraczo i nerwowo kroczy,

Ciska deszczem o szyby jakby w rozgniewaniu,

Pluszcze smutkiem, co łzami me wyciska oczy

Przy podróży w nieznane – książek kartkowaniu.

 

Żadna plucha i mglistość nie zdmuchną płomienia,

Który wszelkie upiory przegania w otchłanie,

Bo ten płomień radością serce rozpromienia

 

Świeci życia jasnością zanim słońce wstanie.

Niech się dzieje więc, co chce w gniewie rozognienia –

Ja po prostu w marzeniach czytać nie przestaję.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DRZWI

15 wrz

217941_drzwi_zamek_klucz_roza

Spakowałam już wszystko, co możliwe,

Uprzątnęłam zastygłe w zadumie pokoje…

Będę wracać tu zawsze szczęśliwie.

Starzeliśmy się przecież we dwoje

Przy śniadaniu, obiedzie, kolacji,

W tataraku pod niebem złocistym,

Pod szpalerem kwitnących akacji,

Przy kominku, bo w mrozie siarczystym

Wciąż się kłócąc kto z nas nie ma racji

Głosem słodkim, w spokoju przejrzystym.

 

W każdym kącie jak obraz wciąż widzę

Wszystkie chwile wspólnego istnienia.

Nie wiem wcale, czy jest to możliwe?! –

Świat nasz stały, choć wszystko się zmienia.

 

Twoje kroki policzyć znów mogę,

Kiedy oczy wzruszeniem zamykam.

Każdym krokiem budziłeś podłogę…

Kot jak cień gdzieś w popłochu przemykał.

Później… dłońmi trzymałeś ramiona

Pocałunkiem sen z czoła strącając

I szeptałeś – „Już jesteś zmęczona”

I wspierałeś, dłoń swoją podając.

 

Wiatr firaną zaczepiał przestrzenie

Dmuchawcami refleksji tańcując

I listowiem przedrzeźniał milczenie

Ciszę w tańcu swych nut obejmując.

 

Tęsknię bardzo za twoim oddechem

I za głosem, co ucho rozpieszczał.

Dziś już przeszłość powtarza się echem…

Czas mnie będzie w nieznane przemieszczał.

 

Zamknę okna i słońce zaświecę,

By się nasze pokoje złociły.

Pod sufitem jemiołę powieszę,

By wspomnienia mnie pięknem kusiły.

Drzwi zatrzasnę – klucz w zamku zostawię…

Może zajrzy ktoś tutaj po drodze.

Czy bez ciebie tu długo zabawię?

Spaceruję i błądzę i chodzę…

 

Zostawiłam walizki przed progiem.

Fotografie ze ściany zdrapałam…

Dziś przebaczyć ja sobie nie mogę,

Że bez ciebie za drzwiami zostałam.

 

Cóż… uprzątnąć mi trzeba, co było,

Co się snuje po domu w zadumie,

Co nas kiedyś miłością łączyło

I bez czego dziś istnieć nie umiem.

 

Drzwi zatrzasnę za sobą z oporem,

Zostawiając za drzwiami świat wspomnień.

Klucz zostawię w drzwiach… może pod progiem

I w pokoju miłości mej płomień.

Może wrócę tu kiedyś do ciebie

I usiądę pod oknem przy stole?…

Już i gwiazdy nie błyszczą na niebie

A i życie bez ciebie jest słone.

Wolę z tobą o wodzie i chlebie!…

Serce krwawi, bo szczęście skończone.

Isabelle MOULIN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA