RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2016

STRUMIENIE

21 kwi

188023_dziecko_chlopczyk_tulipany_konewka_mgla

Konewką łask podlewasz mnie Panie

I każdą kroplą nawilżasz mą duszę –

Jak pragniesz, niech się w każdej chwili stanie,

Bo dzięki Tobie niebo, ziemię ruszę

I poprzesuwam góry i ścieżki rozplączę,

Wypoleruję gwiazdy, księżyc, słońce.

 

Deszczu strumienie obmywają ciało,

Z włosów zmywają pył, kurz, mroczne myśli.

W duszy rześkością serce pulsowało,

Na ustach czułam smak czereśni, wiśni,

Gdy każda łezka błękitnego oka

Płynęła na mnie ufnością z wysoka.

 

Promienie złota, czy srebra płowego

Pocałunkami skórę osuszają,

A przenikliwość wzroku niebieskiego

Niczym motyle, co powietrzem grają,

Duszę wzbudzała jak płomienie ognia

Nadzieją żywą wciągu nocy, co dnia.

 

Tak mi się pięknie z Tobą Panie płynie

Po szklanej tafli pluszczącego czasu.

Nie żal mi tego, co dziś jest, przeminie…

Kocham tę ciszę szeleszczących lasów,

Wśród nich wszak jestem żywiczną rośliną,

Której strumienie łask Twych nie ominą

 

I dzięki temu mogę własne kwiaty

Nawozić Twoim natchnieniem wieczności.

Jakże mi pęknie mienią się rabaty,

Wpatrzone w niebo kolorem miłości,

Jakże mi pośród kielichów, co przystraja trawa,

Słodko smakuje żal, radość, albo czarna kawa.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

ZAPROSZENIE

17 kwi

111656_wnetrze_kuchnia_kominek_kociolek

Wejdź, by odpocząć, zatrzymać się w biegu.

 

Słońce w przestrzeni kurz jak mąkę unosi,

Miotłą zamiata złocistych promieni

I każdy okruch w dłoniach jak pióreczko nosi.

 

Stołu słoje okryję serwetą plecioną,

Zapachem kawy przyprawię zamyśloną ciszę.

Usiądź! – jesteś z drogi, musisz być zmęczoną.

Czajnik wesołością dociekliwie gwiżdże.

 

Zrobiłam ciasto drożdżowe, rogaliki z jabłkiem.

Zebrałam trochę malin do kosza z wikliny

Gdybyś się kiedyś czasem zjawiła przypadkiem.

 

Nic nie mów, jeśli wolisz pomilczeć w zadumie.

Napijemy się kawy, albo naleweczki.

Czasami człowieka cisza najlepiej rozumie,

Szydełkując z pajęczyn przecudne serwetki.

 

Wejdź, by odpocząć. Nie stój proszę w progu.

 

Dom skromny, lecz ramiona ma jakoby matka,

Wyrozumiały, cichy, spokojny, pokorny,

Dlatego mu nie szczędzę wokół krzewu, kwiatka.

 

Zalewajka na grzybie i skraweczkach z boczku,

Przyprawiana cebulą i wzmocniona chlebem,

Obok szklanka świeżego, słodziutkiego soczku

I ta wdzięczność, że jesteś, pod bezchmurnym niebem.

 

Na drugie danie zrobiłam placki ziemniaczane

Chrupkie i okraszane kurkami spod ściółki,

Albo omlety, jak lubisz, powidła różane.

 

Zaraz radio rozśpiewa się przeszłości trzaskiem,

Odtwarzając piosenki z zamierzchłej młodości.

Zachód niebo zasłoni purpurowym blaskiem…

Tak się cieszę, że mogę cię u siebie gościć.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

POCZĄTKI

17 kwi

211859_pak_mak_wieczor_bokeh

Dzień się już kończy powoli, z westchnieniem…

Odgarnia z czoła obłoki przemijania szczotką…

Nic w nas już nie będzie tym samym istnieniem.

Zostać tym samym człowiekiem nie jest przecież prosto.

 

Stoję na progu w chuście haftowanych maków

Z kubkiem mięty pieprzowej i kroplą cytryny.

Patrzę w niebo i szukam gdzieś w przestrzeni znaków,

Którymi wróżyć przyszłość tak bardzo lubimy.

 

Obok malw pastelowych troskliwe ramiona

Otulają mnie czule szepcząc pocieszenia…

Może na twarzy smutna, lecz w sercu wesoła,

Kiedy patrzę na wszystko, co wokół się zmienia.

 

Nad głowami się kluczem ptactwo rozciągnęło

I skrzydłami jak wiosłem przesuwa błękity…

Piękne to wszystko, co mnie spotkało, minęło…

Wiatr szeleści listkami kartkując zeszyty

 

I strącając z zapisków szeptem gnane słowa,

Ususzone kwiatuszki, wianuszki paproci…

Czyta moje wspomnienia, zaczyna od nowa

To, co nitką zachodu przecudnie się złoci…

 

Jakże dobrze jest wracać w miejsca oddalone,

Od nas teraz liczone przeszłości metrówką,

Takie świeżo pachnące, choć troszkę zamglone,

Powiązane jak listy pamięci sznurówką,

 

Jakże dobrze mieć światy dni, co przeminęły,

W towarzystwie zadumy poprzekładać zdjęcia…

Wieczór wabi maciejką, a my wciąż płyniemy

Żaglówkami powrotów w głębię swego serca,

 

Aby jutro wraz z świtem móc zacząć od nowa

Dzień kolejny na progu prostej codzienności,

By zapisać jej brzmienie jak dyktują słowa

Partyturą wciąż pierwszej, szalonej miłości…

 

Od początku początek każdy się zaczyna,

Choć za nami ścieżyny pełzną przedeptane.

W doczesnej wędrówce szczęścia jest przyczyna,

Że jutro można przeżyć to, co wciąż nieznane.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

NADZIEJA

15 kwi

84627_burza_drzewa_kwiaty

Posmutniało niebo, jakoby nad końcem.

Wiatr w gałęziach przycupnął i nogami macha.

Wypłowiałym się stało i zgorzkniałym słońce.

Granatowe obłoki wróżą koniec świata…

 

Tylko cisza bezczelna w trawie karty kładzie

I szeleści taliami drażniąc dźwiękiem echo,

A ten szelest się wplątał i rozszumiał w sadzie

Tonąc w liściach źrenicy, co śpi pod powieką

 

Tego świata spokoju, co skupieniem drzemie

I rozsiewa dokoła rozmarzenia ziarno.

Trzaskiem kropel błękitnych przerwane milczenie

Pachnie świeżym podmuchem, kiedy wokół parno.

 

Aż tu nagle błysk bata strzelił w błogą przestrzeń!,

Przeciął ostrzem jasności niebo poczerniałe

I się nagle zbudziły oddźwięki złowieszcze…

Stado koni rozbiło spokój dzikim cwałem

 

I kopyta w kawałkach stłuczonego lustra

Mnożą się w liczbie, dźwięku, odgłosach dudniących.

Drzewa jak gdyby wiatrem rwana lniana chusta

Odsłaniają konary o litość żebrzących…

 

I wnet piersi obłoków napęczniałe gniewem

Wypuściły z otchłani głos złości – głos krzyku!…

Wiatr zawodzi w głębinie przeraźliwym śpiewem

Uwikłany w sieć deszczu z wodnych koralików,

 

Na kolanach pokutnie przesuwa się z gniewem

Hałasując łańcuchem krępującym ramiona

Widać, że jego serce tkwi w wielkiej potrzebie,

Bo od rozpaczy niezmierzonej kona.

 

A świat wokół się kuli w przestrachu, litości

Uniżenie padając do stóp pokutnika,

Deszcz świat chłoszcze rózgami wielkiej zawziętości

I ostrzami strumieni przestrzeń smutną przenika,

 

Aż tu nagle!…

 

Spokojność w wir ten mroczny wpadła,

Promieniami nadziei zdobiąc nieba skronie,

Pod tęczowym woalem wygodnie się rozsiadła

Rozkładając w radości dziękczynienia dłonie. –

 

I tak w życiu też bywa, że po burzy słońce

Piękniejszymi światłami zdobi nam godziny

Rozbiegane nadziei motylami po łące…

Bywa, że uroku tego nie widzimy,

 

Że się smutkiem zasłania i oko i serce,

Strachem zalewa duszy wszelakie natchnienie,

A przecież jutro życie może być piękniejsze,

Jeśli w nas zdusimy żal, niemoc, zwątpienie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

EROTYK CODZIENNOŚCI

13 kwi

66569_kobieta_mezczyzna_kochankowie

Płomieniem pocałunku topisz wszystkie zmysły,

Iskrą prądu rozpalasz ogniste neurony

Jesteś niczym pochodnia, w której trzask najcichszy

Odsłania skromnej duszy najciemniejsze strony.

 

Opuszkami dotyku jak płatkami róży,

Niczym kroplą, co studzi milimetry skóry

Porywasz namiętnością do wzniosłej podróży

Całe jestestwo wokół, co powiekę mruży

 

I niczym na obłoku w masywnych ramionach

Można dłonią dotykać gwiazd jakoby wody…

Sploty dusz w tych cielesnych, zrośniętych kokonach

Gaszą pragnienie rosą tej rześkiej osłody.

 

Dłonie w dłoniach palcami zrastają się w całość

A włosy jak korzenie oplatają ciało.

Oddech twój topi każdą oporną nieśmiałość…

Sprawia, że wszystko wokół ważnym być przestało.

 

Jednym ciałem się stają dwa światy odmienne,

Jednym skrzydłem dwie dusze jak płomień miłości.

Szczęściem iskrzą te noce namiętnie bezsenne

W łunie, niczym pod żaglem, najświętszej jasności…

 

I nawet jeśli kiedyś to stanie się senne

Nie wzbudzi w sercu głodu czy gorzkiej tęsknoty,

Bowiem to, co nas łączy jest więcej niż piękne,

Trwalsze niż jakiekolwiek namacalne sploty.

 

Otulona twoimi ramionami nocą

Wpatruję się w źrenice twojego istnienia…

Nawet kiedy promienie wczesnym rankiem wschodzą,

Wciąż mamy sobie tak wiele do powiedzenia,

 

Wciąż za sobą tęsknimy, wciąż siebie pragniemy

Nawet w chwili wspólnego patrzenia na gwiazdy,

Bez siebie żyć osobno wcale nie umiemy –

Jednym ciałem i duszą są te nasze światy.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WIOSENNIE

11 kwi

229658_kwiaty_jabloni_biale

Otula mnie wiatr zapachem jabłoni,

Okrywając ramiona płatkami westchnienia.

Z kapeluszem nieba na srebrnej skroni

Błądzę wzrokiem jak łodzią po tafli istnienia

 

I wokół tylko cisza, która pęka liśćmi…

I dźwięki rozmarzonej, szeleszczącej trawy.

Czekam na tych, co byli, co jeszcze nie przyszli.

Rozpala mnie nadzieja – nie czuję obawy.

 

Zaśnieżyła się ziemia kroplami stokrotek

A kwiat mleczu odbija złote ścieżki słońca,

Krokusami się mieni łan za żywopłotem,

Śpiewy ptaków się zdają nie pamiętać końca

 

I wszystko wokół jakoby bez skazy

Rozpoczyna od nowa wędrówkę w nieznane…

Zastygają na płótnie wiosenne obrazy

Pędzlem duszy w obłokach malowane.

 

Nie zatrzymam minuty, nie wstrzymam godziny.

Czas… jak stado bocianów po niebie wciąż płynie.

Może na coś ważnego kiedyś się spóźnimy,

Lecz to, co było, niechże nigdy nie przeminie.

 

Tyle szczęścia, co wspomnień w oszronionej głowie,

Głosów, które powtarza wiatr wiosennym rankiem,

Co kartek, które trawi sens zaklęty w słowie,

Co pól kwitnących krwisto koralowym makiem –

 

To wszystko jak pocztówkę z odległej przeszłości

Do piersi przytulam ze szczerą wdzięcznością.

Mimo wiosny już nie mam tej świeżej młodości,

Lecz serce wciąż kwitnie tą samą miłością.

 

W kroplach deszczu obmywam twarz zmarszczką pokrytą

I ocieram łzy, które wzruszenie wyciska.

Jestem inną, choć ciągle tą samą kobietą,

Bowiem tamta, co była, nadal jest mi bliska

 

I tak razem, wciąż razem na progu istnienia

Z peleryną kwitnącej, pączkującej wiosny

Kartkujemy z uśmiechem zebrane wspomnienia –

Czas to piękny, bezcenny, choć nie bywał prosty.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA