RSS
 

Archiwum - Luty, 2016

CHRZEST

22 lut

240203_lilie_biale_kwiaty_bokeh_deszcz

Wiatr wyszeptał moje imię

Na gałęziach i na liściach,

Trącił nim o pięciolinię…

Co to była za muzyka?

 

Wiatr wyszumiał moje imię,

Pieszczotliwie je wyśpiewał.

W ustach jego dźwięk ten płynie

I ożywia wszystkie drzewa.

 

Łza błękitów czoło moje

Namaściła wrażliwością.

Teraz duszę smutkiem poję,

Roztańczona w nim radością.

 

Podczas tej uroczystości

Niebo organami drżało

I w poezji jak w miłości

Serce moje pulsowało.

 

Nic więc zatem jest dziwnego,

Że me oko widzi więcej…

Krokiem snu rozmarzonego

Suną muzy w nut obręczy

 

I w pajęczyn tiulu mglistym

Pod obłokiem roztopionym

Spacerują wzrokiem bystrym,

Rozkochanym, rozognionym

 

I jakoby w lekkim tańcu

Niczym pióro wiatrem drżące

Usta tulą na różańcu

W niemych słowach konające,

 

A te słowa mimo woli

Wszystkie słyszę, wszystkie zbieram,

Czasem jest w nich kryształ soli,

Czasem perłę w nich otwieram

 

I zatapiam się bez reszty

W tym potoku rozszemranym,

Klejąc z nich koronkę wierszy,

Sens myślami posklejany.

 

To jest wokół takie żywe,

Jakby mnie nie było wcale,

Namacalne i prawdziwe,

Rozrzucone jak korale,

 

Które dźwiękiem płoszą ciszę,

Roztrzaskując się o przestrzeń…

Każdy ton ten w duszy słyszę

I domagam się o jeszcze

 

Stojąc nago w strugach deszczu,

Napawając się rozkoszą,

Bo w mizernym nawet wierszu

Skrzydła wiatru mnie unoszą.

 

Nie ma nic nad piękniejszego

To doznanie tajemnicy.

Nie mam nic wszak oprócz tego,

Że coś słyszę, gdy świat milczy,

 

Że coś widzę mimo bieli

I że czuję bez dotyku…

Drugi byt się wokół ścieli

Pełen szczęścia i słowików,

 

Pełen malin i cierpkości,

Namiętności i wzruszenia –

W nim kotwica mej miłości

W dzień kolejny się przemienia.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MATKO MOJA…

20 lut

56819ad7c70049669246883e4bbd8706_big

Tęsknię za wami

Przydrożne kapliczki

Stojące na straży wsi,

Za niebem, co nad wami

Na sznurkach słońca wisi

I nieustannie o czymś śni.

 

Tęsknię za wami

Przestworza lesiste,

Przecinane wstążkami rzek

I powietrzem co nadal jest czyste

I pachnące żywicą jak sosna czy świerk.

 

Tęsknię za wami

Koguty lukrowe

Echem gnane gdzieś w siną dal…

Za kwiatami, co jak gwiazdy kolorowe

Rozjaśniają zieleni szlachetną stal.

 

Tęsknię za mlekiem, jagodą, jeżyną,

Grzybobraniem i chłodnym wieczorem,

Za śniegową, puchatą, srebrzystą pierzyną,

Za Ojczyzną, za Bogiem, za Honorem…

 

Matko moja zgarbiona przy piecyku siedzisz

Na kolanach trzymając koszyk dłoni.

Każdym dźwiękiem i ciszą wciąż się niepokoisz,

Drżysz, gdy słyszysz za oknem stukot koni.

 

Siwiuteńkie kosmyki odgarniam Ci z czoła,

Chustą z wełny otulam ramiona…

Kiedy będziesz, ja dawniej, i beztroska, wesoła?

Wzrok Twój gaśnie jak świeca skulona.

 

Matko moja z różańcem w nieszporach na ustach,

Ze zmarszczkami zmęczenia na twarzy.

Studnia Twoja jest w bluszczach i w nadziei pusta.

Wiatr w niej czeka, że coś się wydarzy.

 

Matko moja najdroższa, najcenniejsza

Przy okienku malwami zdobionym

Żegnasz łzawo słowami wiersza

Własne dzieci rozsiane w świata strony.

 

Matko moja w koronkach i tiulach, i słomkach,

Z parasolką o białej falbance,

Rozmarzona pod drzewem i schowana od słonka

Z miętą, miodem w maleńkiej filiżance.

 

Matko moja przy książce lub przy fortepianie,

Zawsze dumna, wrażliwa i niezłomna,

W wierzbach, brzozach, pod niebem i na sianie

Czy w ruinach zamczyska, gdzie śmierć głodna…

 

Taką Ciebie pamiętam i zachowam na zawsze

W nędznym sercu nostalgią przeszytym.

Twojej twarzy przenigdy nikt i nic mi nie zatrze,

Choćby książki spłonęły, zeszyty…

 

Tak za wami mi tęskno i bławatki, i maki,

Chabry w warkocz wplecione pszenicy.

Będę zawsze jak dziecko, które jest obok Matki

I się trzyma kurczowo spódnicy.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PORANNA KAWA

19 lut

244180_filizanka_kawy_jesienne_liscie_gazeta_szyszki

Siedzę przy parapecie z filiżanką kawy.

Aromat ziaren, które wrzątkiem napęczniały,

Wzbił się w przestrzeń wstążeczką cytrynowej trawy

I wnet me zmysły ciała, duszy oszalały.

 

W tym mała szczypta cukru i kwiatów wanilii,

Gałka lodów, co wolno rozpuszcza się w czerni,

I marzenia, westchnienia drżą na pięciolinii,

Bowiem każdy łyk kawy kartkuje pamiętnik…

 

Za szybami pejzaże uśpionej natury

I wiatr, który w warkoczach bezlistnych się huśta,

Niebo smutne, choć nie ma żadnej mrocznej chmury,

A na ziemi kryształem wyszywana chusta.

 

W duszy jednak kiełkuje poczucie spełnienia

I radość, że dostałam życia dzień kolejny –

To wszystko, co najlepsze ciało mnie przepełnia,

Bo świat jest piękny wtedy, gdy bywa przemienny.

 

Za łzę, za każdy uśmiech serdecznie dziękuję

I za cierpienia, które przedstawiły szczęście,

Dzięki tej gamie stanów, jak życie smakuje

Wiem i doceniam wdzięcznym kłaniając się sercem.

 

Zegar czas odlicza i szepce coś do ucha.

Odsłaniając mą przeszłość jako pokaz slajdów.

Widzę młodą dziewczynę walecznego ducha

I obozy harcerskie, i tułaczki rajdów…

 

Słyszę dźwięki gitary, które las pochłania,

Trzaski ognia, co żarem rozgniata gałęzie,

Noc, co gwiazdą błękitów bogactwo odsłania

I tę ciszę, co echem rozsiana jest wszędzie.

 

Czuję w sercu mrowienie i smak pocałunku…

Dziś ten chłopak jest moim towarzyszem życia.

Wtedy i teraz ma dusza woła ratunku,

Kiedy do rozstania los czasem nas przymusza.

 

Widzę małą dziewczynkę leżącą na łące,

Która niczym w bursztynie zatapia się w trawie,

Wokół niej tęcza w kwiatach, a kwiatów tysiące.

Widzę, że śni szczęśliwie i marzy na jawie.

 

Zapach siana, smak ziaren łuskanych ze zboża –

Wszystko to nadal świeże i rozkoszne zmysłom.

Wzrok błądzący po niebie jak po tafli morza…

To wszystko jest we mnie – nie znikło i nie prysło.

 

Kolejny łyk kawy przy rozmowie ze sobą.

Filiżanka już pusta, dusza napełniona,

Więc odchodzę od okna z rozmarzoną głową

Każdą minutą życia wielce wzbogacona.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

O, PANIE…

18 lut

pobrane (1)

W łódce Twych ramion

Jako na jeziorze

Pluskiem fal błogo, lekko kołysana

Wiem, że nic wbrew Tobie

Spotkać mnie nie może,

Niczym złym nigdy nie będę nękana.

 

Słucham Twego serca

Jak rytmu zegara

Otulona woalem świętej spokojności.

Niczego więcej nie pragnę,

Nic bym też nie chciała…

Prócz Twojej Obecności i Twojej Miłości.

 

Z przeogromnym wzruszeniem

I wdzięcznością ducha

Zbieram najdrobniejsze okruszyny bycia.

Tylko z Tobą, przy Tobie i w Tobie być chciałam –

Bez Ciebie bowiem nie ma nawet cienia życia.

 

Czerpię wodę ze źródeł szczerego natchnienia.

W lustrze studni poznaję prawdziwe oblicze.

Idę za Tobą Twoimi śladami zbawienia

Nie spragniona postoju,

Nie głodna wytchnienia,

Gnana Wiatrem przed siebie

Z niczym do ukrycia…

Niczego nie przeliczam, nie skąpię, nie liczę.

Cała Twoja zdobyta!,

A nie do zdobycia.

 

Kocham!…

 

Tak niewiele, lecz z jakim oddaniem –

Głód ten, co wielkim ssaniem mą duszę pobudza,

Nakłania mnie,

By czuwać przy Tobie mój Panie

Mimo, że warczy wokół i piętrzy się burza.

 

Jedno tylko mam w sercu łzawiące zlęknienie…

Że w słabości swej grzesznej i prostocie ludzkiej,

Mogłabym Ciebie zdradzić

Nim nastanie pienie,

W którym strach, co najlepsze dla duszy, odrzuca.

 

Pilnuj mnie Dobry Panie

I trzymaj w ramionach,

Bym się nie zgubiła i nie zatraciła.

Przy Tobie ma dusza ciało mizerne pokona –

Byleby Twego serca rytmu nigdy nie straciła.

 

W obręczy Twoich ramion z ustami na czole

Nic mnie bowiem nie spotka,

Nic mnie nie pokona.

Na wieki wieków pragnę zasiąść przy Twym stole

Choćby codzienność była niczym woda słona.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

CZEKANIE

17 lut

237421_dekoracja_kompozycja_okno_parapet_zegarek_suszone_kwiaty

Czekam na ciebie z oczami przy oknie,

Za którym mgła wije się senna.

Ma dusza od żalu topnieje i moknie,

A cisza wciąż milczy bezczelna.

 

Wyszedłeś na chwilę i zaraz powrócisz,

Lecz tęsknię za tobą niemal bez wytchnienia

I zanim się zegar leniwie poruszy,

Czekam na ciebie w sidłach przygnębienia.

 

Nie umiem inaczej, wcale nie potrafię

I gdy ciebie nie ma, usycham z tęsknoty.

Moja dusza twojej obecności łaknie,

Bo serce nie ma do życia ochoty.

 

Kartkuję książkę, by skrócić czekanie,

Lecz wypatruję, kiedy wreszcie wrócisz.

Okropnie boli naszych dusz rozstanie.

Stoję przy oknie, gdy się coś poruszy

 

I błędnym wzrokiem podążam za tobą,

Tą samą ścieżką, krok za twoim krokiem

I ta świadomość jest dla mnie osłodą,

Że mnie przywitasz twym dotykiem, wzrokiem.

 

Nie umiem teraz być bez ciebie wcale –

Tego nie pragnę, nie szukam, nie żądam,

A nawet wyznam śmiało i zuchwale:

Minuty z tobą, choć nędznej, pożądam,

 

Spojrzenia w oczy, źrenicy w źrenicy

I dłoni, które me ręce splatają…

Bez ciebie rozpacz w deszczowej spódnicy

Błądzi… a drzewa pacierzem szeptają.

 

Tak wiele przecież nas łączy niż dzieli,

Tak wiele razem udało się przetrwać.

Nasz sen się kładzie westchnieniem w pościeli,

Bo nasza przeszłość, choć trudna, jest piękna.

 

Szmer kapci, motyle twojego oddechu,

Tańczące niczym ćmy wokół światła

I słowa rzucane w bezwładnym pośpiechu,

I młodość od szronu wyblakła,

 

Koperty i listy słowami zaklęte,

Bukiety suchotek i wspomnień uśpionych,

Wyznania w pamięci niezwykłe i święte,

Dukaty chwil naszych minionych, spędzonych…

 

To wszystko jest we mnie wciąż żywe i świeże,

Jak powiew porannej i zroszonej wiosny.

Przemierzam gwiazd szlaki na drzemiącym niebie,

Wspominam czas wspólny, radosny

 

I czekam na ciebie z oczami przy oknie

I zawsze czekać będę, nie przestanę…

Świat w strugach smutku topnieje i moknie.

Przy tobie zawsze i z tobą zostanę,

 

A gdy odejdziesz, odejdę za tobą

I drzwi za sobą na zawsze zatrzasnę.

Musimy skarbie być na wieki z sobą…

Bez ciebie przecież przenigdy nie zasnę.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZEBUDZENIE

06 lut

244926_dom_most_rzeka_noc

Miasto jeszcze uśpione.

Sen jeszcze otula słońce.

Nie wszystko bywa skończone,

Chociaż wydaje się końcem.

 

W kolebce horyzontów

Kołysze wiatr świat drzemiący

I opowiada szeptem

Historie godzin ginących.

 

Pod falą nagich gałęzi,

Splatanych, rozplątywanych

Niejeden ptak cicho siedzi

To w górę… w dół kołysany…

 

Idę w tym cieniu nocy

Z turbanem myśli na głowie.

Po tafli snu za mną kroczy

Ma dusza skulona w słowie.

 

Bezdźwięczne kroki siejemy

W przestrzeni ciszy, co klęczy.

Czasem… w zadumie staniemy,

Tuląc wzruszenie do piersi.

 

Nad nami ptactwo pod niebem

Piórami skrzydeł rozpiętych

Zawodzi brewiarzu śpiewem,

Zatacza łuk jakby tęczy.

 

W szeleście traw, co pod nogą

W modlitwie zdają się kulić,

Deszcz osiadł rozkosznie, błogo

I krople do listków tuli.

 

Na moście jak na powiece

O rzęsach wodnej rośliny

Przyglądam się sennej rzece,

Wiem – o tym samym myślimy…

 

O czasie, co wraz z nią płynie

Ścieżkami ludzkiej wędrówki,

O tym, co jest, co przeminie,

O dniu, co bywa zbyt krótki,

 

O wczoraj i o tym, co było

A mogło się zdarzyć inaczej,

O sercu, które wzruszyło

Coś, co w pamięci wciąż płacze,

 

O jutrze, które nadchodzi,

Lecz nie wiadomo, czy będzie…

Po rzece myśl błędna chodzi,

Trzymając zrośnięte ręce

 

I błądząc po nurcie wzrokiem

W mglistej, bielutkiej sukience.

Napawam się tym widokiem.

Doceniam – życie jest piękne.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA