RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2016

KROPLE WODY

08 sty

244817_mniszek_pospolity_krople_wody

Niosę w dłoniach krople wody,

By nie strącić ich na ziemię,

By zatrzymać dla ochłody,

Aby zwilżyć ust pragnienie.

 

Trudno w dłoniach unieść wody

Kilka drobnych groszy szczęścia,

Różne bowiem są przeszkody…

Gna więc za mną lęk przejęcia,

 

Bo gdy stracę ten dar życia

Stanę w ogniu żaru nieba.

W dłoniach moich los przemyca

To, co mi do szczęścia trzeba –

 

Kilka kropel i nic więcej,

By ukoić warg spieczenie,

Aby w chłodzie ogrzać ręce,

Zrosić skronie, natchnąć myślenie.

 

Kilka kropel w dłoniach moich

Niczym klosz, co chroni świecę…

Kilka kropel gorycz koi,

Wszelkie rany duszy leczy.

 

Niosę w dłoniach je z miłością,

Wielką czcią, oddaniem serca,

Ze wzruszeniem, ostrożnością

Dzięki nim jestem piękniejsza,

 

Bo gdy kogoś spotkam w drodze,

Kto zapragnie skropić usta,

Dłoń z kroplami mu pomoże,

Gdy nie będzie sucha… pusta…

 

Niosę zatem ze wzruszeniem

Kilka wody kropel świeżych.

Pragnę bowiem być istnieniem,

Które warto było przeżyć.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

OD SIEBIE

06 sty

201837_pioro_kalamarz_atrament_list

Dobrze, że jesteś Drogi Czytelniku,

Bo jak nie Tobie, to…

Komu się zwierzać?!

To dzięki Tobie w prostym pamiętniku

Mogę z pokorą sekrety powierzać

Kartkom, karteczkom w kopertach bez kopert

Z drukiem, nadrukiem albo ręcznym pismem…

Nędzny wiersz, zapis, myśl zawartą w słowie –

To, co prawdziwe, proste, osobiste.

 

Dobrze, że jesteś Drogi Czytelniku,

Bo bez Twej woli do mnie zaglądania…

Kimże bym była wśród szarych zeszytów,

Których nie pieści mania kartkowania?

Jaką naturą i jakim stworzeniem,

Skoro w pisaniu siebie portretuję?

Może…

Milczeniem, bezwiednym westchnieniem,

Albo złudzeniem doczesnego świata.

To dzięki Tobie siebie odnajduję

I dzięki Tobie czuję się bogata.

 

Dobrze, że jesteś Drogi Czytelniku.

Przed Tobą ściągam kapelusz z piórkami

W ukłonie wdzięcznym wdzięczności bez liku,

Że się nie nudzisz prostymi słowami,

W których zanurzam stalówkę mej duszy,

By się podzielić, co w sercu, co w głowie

Czasami struny trąci i poruszy,

Albo do ucha coś szepnie, w głos powie

Zanim się odda bez pamięci głuszy.

 

Dziękuję Tobie, że jesteś, że czytasz,

Że się i słowem swym ze mną połamiesz.

To dzięki Tobie czuję się prawdziwa,

Gdy mnie wymawia Twoich ust czytanie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

Z DESZCZEM

06 sty

243907_park_deszcz_lawki_latarnie

Nie płacz deszczu i nie bądź taki smutny.

Nic się ze świtem nie kończy, a zaczyna.

Wiem, że czasem bywa los okrutny,

Lecz…

Czy w tymże związku jest smutku przyczyna?

 

Przykleiłeś do okna zapłakane oczy,

Zaglądając w mieszkanie jakoby w źrenice.

Z tą ponurą miną wciąż bywasz uroczy.

Zbieram łzy twoje, których na pewno nie zliczę.

 

Nie płacz deszczu, nie szlochaj, nie łkaj po kryjomu.

Trzeba i warto czasami żal z duszy wycisnąć.

Smutek nie jest obcy z pewnością nikomu.

Niejednemu popłakać potajemnie przyszło.

 

Rozchmurz proszę oblicze uśmiechem na ustach.

Nie rozpaczaj, że w kroplach tonie przestrzeń cała,

Że w strumieniach rozpaczy jest ulica pusta.

Mimo tego wszystkiego będę cię kochała.

 

Zaraz wracam…

Pochowam stalówki, zeszyty,

Na regale w szeregu poukładam książki.

Chociaż jesteś szarością wilgotną spowity,

Ja założę kalosze i płaszczyk w kolorowe prążki.

 

Z parasolem pod pachą i z tobą pod rękę

Pójdę chętnie na spacer po kałużach światła.

Wiatr porwie do tańca mą kwiecistą sukienkę,

A noc w budzącym słońcu powoli będzie blakła.

 

Pójdziemy prosto przed siebie z serdeczną  radością

Oboje zadumani niemal nieprzytomnie,

Pogodzeni szczęśliwie z najgorszą słabością.

Będę myśleć o tobie…

Ty pomyślisz o mnie.

 

Nie płacz deszczu.

Czyż razem nie jest nam cudownie?

Potrafimy w milczeniu przegadać pół życia.

W swoim towarzystwie czujemy się swobodnie,

Gdyż nie mamy przed sobą wszak nic do ukrycia.

 

Wpadaj zawsze na kawę lub wytrawne wino.

Sama niekiedy potrzebę taką miewam w sobie,

Że z cierpiętnicy przygnębioną miną

Popłakać muszę,

Gdy gorycz smutkiem kwitnie w głowie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W PODRÓŻY

05 sty

208229_rozlozyste_drzewo_farmy_pola_rzepak_lato

Pola wokół przestworem spokojnym

Zalewają ziemię oceanem ciszy.

Szelest traw czasem niepokorny

Drży, gdy płoche echo w oddali usłyszy.

 

Słońce na te przestrzenie rozpływa się żarem,

Chociaż niekiedy wcale na nie nie wygląda.

Idę prosto przed siebie z radością lub żalem

I cierpię na bezsenność, gdy noc bywa chłodna.

 

Ścieżka przede mną pełznie bez końca, litości…

Jakby przed każdym krokiem z lękiem uciekała.

Usta zrośnięte niemo uczuciem suchości,

Bo dusza dźwigać wody ze sobą nie chciała.

 

Pocisk dźwięku przyjemnie w obłokach szybuje

Na skrzydełkach skowronka niczym na szpileczkach.

Noga za nogą wówczas żwawiej maszeruje

Jakby w lekkości tańca, w spontanicznych pląsach.

 

Wahadłem zegar przesuwa wschody, zachody,

Ociera się o ziemi poorane czoło.

Z dobą topnieje ciało, człek coraz mniej młody

A wciąż idzie i idzie, jakby mu się chciało.

 

Przekartkował wiatr bielą błyszczące obłoki,

Sypnął ziarnem ptactwa garścią od niechcenia…

Z godziny na godzinę słabną w marszu kroki.

Samotność niesie na plecach tobołek milczenia

 

I drepcze obok spokojna, przygarbiona nieco,

Podnosząc niekiedy w górę zatroskane oczy.

Źrenice jej gwiazdami srebrzystymi świecą

A złotem błyszczą w słońcu posiwiałe włosy.

 

Wtem z głębi kwiecistej wynurza się drzewo

Z rękoma wzniesionymi w niebo modlitewnie.

I liście i nadzieja, które pachną świeżo,

Szepczą do ucha cicho, że iść jest potrzebnie.

 

Siadam w cieniu i chłodem otulam ramiona,

Kroplami orzeźwienia zraszam nieme usta.

Odpocznę, bowiem ciało z przemęczenia kona

I głowa od myślenia się wydaje pusta.

 

Samotność obok przysiadła na kloszu spódnicy,

Błądząc w konarach drzewa wzrokiem ciekawości.

Półszeptem coś bez ustanku wylicza i liczy,

Głaszcząc me włosy dłonią uśpionej senności.

 

W podróży jest człowiek bez końca, choć czasami ziewa

I pragnie się gdzieś schować przed światem bezpiecznie.

Jak to dobrze, że Pan Bóg powymyślał drzewa –

Lepiej pod parasolem, gdy jest zbyt słonecznie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DZIŚ

05 sty

244438_pokoj_wnetrze_kominek_krzeslo

Jedyne, co bym chciała dziś,

To zamknąć drzwi od środka

Zanim przebudzi się świt

I uniesie się powieka słońca…

Wpuścić kilkanaście płatków śniegu,

Przyprawić zmysły miodem i goździkiem,

Pozamiatać wszystko w biegu,

By z kawą w dłoniach wsłuchać się w ciszę

I na biegunach własnego świata,

Niczym w kołysce wczoraj i jutra

Patrzeć przez okno na pierz, który lata…

Bielą zastyga na kołnierzu futra.

 

Zapachy ogniem suszonej żywicy,

Co skwierczy, trzeszczy niczym stara płyta,

Plączą się z jodłą w glinianej donicy,

Która łańcuchem lampek jest spowita

I nic poza tym nie ma ładniejszego

W sennym obejściu drzemiącego domu…

Łyk czerwonego wina korzennego

Wprasza tęsknotę w gości po kryjomu

I szeptem budzi głosy zapomniane,

Szkicuje węglem uśmiechnięte lice…

Obok wspomnienia nagle przywołane.

Płomieniem świeca zagląda w źrenice

 

I zdałoby się, że wszystko już było,

Że gdzieś przepadło, nigdy nie powróci,

Że się nie spełni, co się nie ziściło,

Że gdzieś wygasło pośród dni i ludzi,

Lecz w jednej chwili zaczyna rozkwitać

Niczym kwiatami ozdabiane sady,

Nadziei blaskiem rozpoczyna świtać

I ścieżką marzeń wzruszenie prowadzi –

Tak w jednej chwili, bez przyczyn, po prostu,

Bez zapowiedzi, z niespodzianką w dłoni…

Stoję nad życiem i z zapisek mostu

Patrzę na czas, jak na stado koni.

 

Zamykam oczy, by się opamiętać,

By na powiekach poczuć oddech nieba…

Przyjdzie się kiedyś z doczesnością rozstać,

Wciskając w kieszeń okruszyny chleba.

Podniosę ręce, rozłożę ramiona

I nagie ciało wypręży się łukiem…

I pośród ptactwa, którym echo śpiewa,

Stopię się deszczem bezszelestnym pluskiem.

Dziś jeszcze jednak w sercu zapisuję

Wszystko, co stoi przede mną bezwstydnie,

A gdy się spełnię tę radość poczuję,

Że jestem tutaj mniej niż niepotrzebnie.

 

Dziś jeszcze jednak zatrzaskuję okna

I dom usypiam okiennic powieką.

W kominku tli się istnienia pochodnia

Choć w pomieszczeniach tańczy z ciszą przeciąg.

Siedzę wtulona w samotni pielesze,

Skroń wystukuje serca uderzenia.

Tym, że wciąż jestem niezmiernie się cieszę,

Choć wszystko obce, bo ciągle się zmienia.

Niewiele trzeba, by poczuć, że szczęście

Siedzi przy stole z kubeczkiem herbaty,

Grzejąc o kubek mrozem ścięte ręce

I świeżo pachnąc niczym polne kwiaty.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA