RSS
 

Archiwum - Listopad, 2015

ŚWIECA

20 lis

 61645_wodny_plomien_swieczka

Z każdą godziną mnie coraz mniej,

Z każdą minutą mnie ubywa.

Pomiędzy nocą… pomiędzy dniem…

Człowiek jak sen, który się urywa

I albo sobą cokolwiek opowie,

Albo zastygnie w połowie zdania

Zamknięty sensem w przemilczanym słowie,

W cieniu zwątpienia, pod deszczem pytania.

 

Życie się topi pod płomieniem czasu,

Codzienność kurczy i powoli zmniejsza.

Wspomnienia piórem, by nic nie przegapić,

Wszystko spisują w strumieniach wiersza…

I nigdy nie wiesz jaka łza cię zgasi

Lub jaki podmuch zdarzenia przegoni,

Co cię zuboży, albo i wzbogaci,

I jaką prawdę o tobie odsłoni…

 

Nogi związane warkoczami ścieżek,

Plecy zgarbione na nich wspartym słońcem…

Zegar wciąż liczy twe kroki pod niebem,

Próbując scalić twój początek z końcem.

 

Nie wiem, więc kiedy odejdę na zawsze…

Zanurzam w oczach twych twarz na pamiątkę,

Bo gdy czas w tobie moje rysy zatrze,

By w moim sercu nie umarło słońce.

Potem, gdy idziesz, wyglądam przez okno

I odprowadzam cię wzrokiem wierności.

Na ustach czuję każdą chwilę słodką

I pielęgnuję również smak przykrości,

Bo każdy moment mojego istnienia,

Każda sekunda i każde westchnienie

Stanowią portret mojego imienia

I pozwalają być tu, teraz, pod niebem.

 

Z myślą o tobie w moim sercu jestem

I modlitwami rozsiewam pragnienia,

By móc przy tobie obudzić się jeszcze,

By w twoich dłoniach znaleźć sens istnienia.

Każdy jest bowiem stworzony dla kogoś,

Każdemu przecież ktoś jest przeznaczony.

Każdy ma w sobie tę wrodzoną słabość

Wobec drugiego, by w chwilach odsłony

Poznać się w sobie i zrozumieć siebie,

I odkryć prawdę, po co dziś się żyje?…

Zgaszona świeca – z tym właśnie znaczeniem –

Dymu westchnieniem pręży dumnie szyję.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZY TOBIE NA ZAWSZE

06 lis

images (2)

Boli… potwornie boli,

Lecz bólu śladami będę kroczyć

Dopóki nogi ducha niosą,

Choćbym miał zetrzeć bruki

Omdlenia krokami

I święcić ścieżki żalu wyciskaną rosą.

 

Przechodzę labiryntem wspomnień

Od świtu do wschodu.

Zastygam na chwilę w miejscach,

W których jest nasz zapach,

Czuję jakby wczoraj, albo dziś to było…

Ta chwila zastygnięcia

Jest po prostu nasza.

 

Mówią…

By się oderwać, aby nie powracać

Do tego co minęło i co jest cierpieniem.

Może i jest w tych radach jakaś mała racja?,

Ale jakże wyrwać serce,

Które jest natchnieniem?!

Jakże się mam odkleić od mojego życia,

Które mi dnia każdego sobą wypełniałaś?!

Jakże zapomnieć, zatrzeć

To, co mnie uskrzydla?!…

Przecież ty byłaś, jesteś i będziesz istniała.

 

Kupiłem psa na targu,

By stłumić samotność.

Każdego świtu, dzionka, każdego zachodu

Idziemy razem,

Chociaż we łzach topnieje okno,

Gdy wzrok mój błądzi bezradnie za nami.

 

Zbieram kamyczki z dróżek naszego królestwa.

Na grób ci zawsze z kwiatami przynoszę.

Byłaś, jesteś i będziesz w moim życiu pierwsza…

W sercu tęsknoty gorycz jak talizman noszę.

 

Nocą,

Gdy światła blada kałuża na niebie

Iskrzy nadzieją powrotu tego,

Co minęło…

Siadam w moim fotelu jakby obok ciebie

I opowiadam, jak i co przemknęło.

 

Pies na mnie spogląda oczami wzruszenia.

Czasami myślę: Rozumie, co mnie w sercu boli.

Westchnieniami przerywa nostalgię milczenia,

By osłodzić ciszę o posmaku soli.

 

Mówią…

Czas leczy rany,

Ale… czy na pewno?!

Wciąż sobie nie radzę z pustką codzienności,

Wciąż wyglądam za tobą przez łzawiące okno.

Jedną wartość mam w sobie –

Dar twojej miłości,

Za którą tęsknię, za którą oczy moje mokną.

 

Sunę powolnym krokiem w towarzystwie laski,

Na której wspieram ciężar gasnącego bytu.

Dzięki tobie kochana doznałem wielkiej łaski,

Móc być z tobą przy tobie od świtu do świtu.

 

Idę teraz w kierunku, w którym ty zniknęłaś.

Niecierpliwość jak motyl trzepocze skrzydłami.

Twoje zdjęcia w kieszonce portfela

Wciąż mnie karmi nadziei myślami.

 

Zaparz proszę herbatę na bazie imbiru,

Bo gdy dotrę do ciebie,

Ogrzać chciałbym ciało.

Serce drży rozpalane tą spotkania chwilą.

Wszystko przecież kochana

Jest jeszcze przed nami.

Jeszcze nie wszystko miła całkiem uleciało.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

AKT SZCZEROŚCI

05 lis

132564_roza-nuty-fortepian-kieliszek

Każdą kroplą,

Każdym szelestem liścia,

Który pęka w dłoniach

I niczym opłatek na części się kruszy –

Wypowiem duszę

Tonącą od pokoleń w słowach.

Może…

Ta szczerość ciszy cień drżeniem poruszy.

 

Każdym szumem

I każdym pluskiem niemej wody,

Która drzemie w glinianych naczyniach na ziemi

Lub koralem błękitnej, niebiańskiej przestrzeni

Z góry na dół w strumieniach obłoki przenosi –

Wypowiem wszystko,

Co w sercu dzierży płocha głowa.

 

Każdym tonem i dźwiękiem,

Każdą nutą kleksów,

Która skapuje łzami na pięciu liniach myśli –

Obnażę w prawdzie małe,

Co się stanie wielkie,

Gdy się w słońca promieniach bezwstydnością ziści.

 

Każdym rysem stalówki

I kreską ołówka,

Każdym muśnięciem pędzla

Lub literą w druku –

Będę sobą!,

I pewnie nie! ostatnia i pewnie nie! pierwsza.

Będę sobą w zapisie!,

Bez mowy i słuchu.

 

Każdym szklanym odgłosem tłuczonego lustra,

Czy kamyka…

Co trzaskiem rozbija przezrocza

Będę płynąć wraz z prądem szeptów tego słowa,

W którym sobie dla innym stanę się posłuszna.

 

Każdym echem obcasów,

Czy śpiewem gałęzi,

Które czesane grzebieniem płaczącego wiatru

Falują jak w tańcu muzyką przejęte

Baletnice, co nigdy nie potrafią zasnąć…

Będę zawsze, choć czasem jakby nieobecna

Zatrzymana w bezruchu

Przy zamkniętym oknie.

Będę zawsze,

Jak deszczem chłostany poeta,

Co ma buty dziurawe i za krótkie spodnie.

 

Każdym ciszy westchnieniem

I strunami księżyca,

Co się w nocnych szuwarach kołyszą na trawie,

Każdym stukotem wskazówki,

Co przeraża, zachwyca –

Dopóki wszystkiego nie powiem,

Dopóty nie zasnę

I będę…

JA będę właśnie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA