RSS
 

Archiwum - Październik, 2015

TO, CO NASTĘPNEGO DNIA

23 paź

images (2)

Ja i mój los od wieków razem,

Zapisani na kartach codzienności,

Zrośnięci jak płótno, co bywa obrazem…

Zawsze oboje – przeklęci lub prości.

 

Krokiem za krokiem jak kotwica ziemi

Liczymy mile przebytej tułaczki.

Nikt nas nie pytał, czy choć trochę chcemy

Być tak po prostu wciąż ze sobą razem.

 

Czasami gniewni jak gradowe chmury,

Milczący w żalu i w niezrozumieniu,

Szarzy i gnuśni niczym dzień ponury,

Który nie wierzy, że się coś wydarzy,

 

Co choć na chwilę pozwoli zapomnieć

O bólu, który miażdży drogą stopy,

Co usta przetrze od wzruszenia słone

I kroplą miodu je choć troszkę zmoczy.

 

Ja i mój los jak para szaleńców

Z wieńcem splecionych chabrów i rumianków,

Kwiatem, co sypie pozłacanym groszem,

Łodygą pełną fioletowych dzbanków,

 

Z koroną ptactwa i z szalem motyli,

W żupanie z trawy i z babiego lata

Idziemy w słońce, które głowę chyli,

Gdy próg przekracza uśpionego świata,

 

Po prostu razem – zawsze nierozłączni,

Wierni zasadzie, że we dwoje raźniej.

Przy sobie, z sobą jak dzieci bezpieczni,

Bezbronni, nadzy wobec siebie – w prawdzie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W ŹRENICACH JUTRA

23 paź

images (1)

Starości moja

 

Z różą przypiętą do skroni,

Szuraniem kapci po pokojach błądzisz,

A cień za tobą w zatroskaniu goni

I partyturą śpiewa słów, bez których…

Ani istnienia, żalu czy słodyczy

Nikt by nie nazwał, nie dotknął, opisał…

 

Zegar już sercu każdy stukot liczy,

A każdy stukot niczym Boża Łaska…

 

W szeleście kartek zakurzonych książek,

Bez których trudno było przejść przez życie

I fotografie, a w zdjęciach porządek

I listy, które ukrywałaś skrycie,

A wokół błogość i to zamyślenie,

Które tak często ciebie odwiedzało…

 

Obok wciąż stoi to wierne milczenie,

Co nutą czasu niekiedy brzęczało…

 

Koroną palców, chociaż wykrzywionych,

Wciąż splatasz pióro o drżącej stalówce

I pośród natchnień myśli rozpędzonych

Kreślisz uczucia starannie, pokrótce,

By choć ułamek zatrzymać minuty,

Która uciekła, pogubiwszy buty…

 

Starości moja

 

Wpatrzona w obłoki wzrokiem zamglonym

Gasnących płomieni,

Odrysowana na płaszczyźnie okien

Pośród pajęczyn wyblakłych promieni

I wciąż z uśmiechem wodząca po niebie

O mleku, miodzie i świeżutkim chlebie…

 

Starości moja

 

Pachnąca maliną, malwami, które zaglądają w oczy.

Zegar się toczy, pory roku płyną,

A ciebie, zda się, już nic nie zaskoczy…

W takim spokoju wciąż układasz wiersze,

Jakby ich zwrotki w życiu były pierwsze…

 

Starości moja

 

Z dłońmi do różańca,

Które wieczorne sklejają modlitwy,

Z ciałem więdnącym,

Duszą, co się rwie do tańca…

Obawy wszelkie dziś o jutro prysły.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

CHWILA

22 paź

pobrane

Słyszę szum morza…

 

Horyzont przypływem

Zdaje się wtapiać w usta ziemi.

W pocałunkach lazurów

Wiatr dotyka szyję

I szeptem włosy delikatnie pieści.

 

Pod prześcieradłem błękitu z bibuły

Świat się wydaje w tym stanie uśpiony…

Jedynie ptaki na niteczkach złota

Wzywają zmysły do jakiejś rozmowy.

 

Na plaży Wczoraj rozsypało kroki,

Jak obłąkane za falą pobiegło,

W nocnej koszuli z pochodnią księżyca

W pianie wzburzenia niczym bańka pękło…

 

Dziś pozostało…

 

Lecz nie znasz godziny,

W której i ono zapragnie odpłynąć.

W zrośniętych dłoniach wody i przestrzeni

Z papieru łódki bezszelestnie płyną,

 

A na nich ludzkie, przyziemne marzenia,

Co niczym listy w butelkach na korek,

Dryfują cicho z pieczęcią milczenia

Ciężkie od westchnień jak świąteczny worek.

 

Zapach świeżości przyprawionej solą

Stygnie na ustach zamarłych w bezkrzyku

I tylko w sercu te wspomnienia bolą,

Którym nie można już przyszyć guzików.

 

Słyszę szum morza i mew rozmodlenie…

Cisza je dawno do piersi przytula

I gołą stopą na piaszczystym chlebie

Własne istnienie cierpliwie wykuwa.

 

Słońce skapuje kroplami bursztynu,

Zachodząc łzami sennego topnienia.

Czasami człowiek podąża do tyłu,

A wszystko pędzi bez chwili wytchnienia…

 

I tylko niebo, co schodzi na ziemię

Stopą przypływu, albo i odpływu,

Wbija o wschodzie nadziei promienie,

Które niekiedy boleśnie wyrywa.

 

Chciałaby dusza wzbić się czasem w górę

I jak latawce pod obłokiem tańczyć,

Lecz grawitacja nogi splata sznurem

I karmi duszę sokiem z pomarańczy.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

U PANA BOGA ZA PIECEM

07 paź

20110416113833piec i lozko

Za piecem kaflowym wypalam naczynia,

Które ozdabiam różnorodnym wzorem.

Nie dbam wszak o to jakaż to przyczyna

Losem mnie pchnęła pod ten piec z humorem.

 

Mam dach nad głową, ciepły kąt i strawę,

Ciszę, co tuli mnie do snu jak matka.

Zegar przelicza godziny łaskawe,

Chociaż pogoda różna jest jak kratka.

 

Wszyscy gdzieś pędzą w zaprzęgu goryczy

I ziemia dudni pod galopem strasznym.

Każdy wciąż szuka bezcennej zdobyczy

I świat się dla nich wydaje za ciasny.

 

A, ja mam spokój co chrupie gałęzie

I trzaskiem ognia rozsiewa marzenia,

I zapach chleba, który pachnie wszędzie,

I słodko kwaśną nutkę zamyślenia…

 

Obok mi wzdycha pies śpiący w koszyku,

A na poduszkach kot mruczy leniwie

I za kominem w maleńkim świerszczyku

Dźwięczy muzyka jak śpiew na pianinie.

 

Za oknem płoty z maków, tulipanów,

Co motylami przystrajają głowy

A na poddaszu pośród bałaganu

Snem dnia czuwają puchacze i sowy.

 

Jesienią wiatr, co w deszczu moknie,

Pod parasolem pajęczyn się chowa

I spaceruje roztańczonym krokiem,

Jakby szalona była jego głowa.

 

Zimą się okna w witraże przemienią

I srebrną bielą rozprzestrzenią światło

I iskrą  mrozu noce rozpromienią,

Gdyby dokoła wszystko inne zgasło.

 

A, wiosną, latem w pnączach i powojach,

Gdy melancholia w radości przyblaknie,

Żywica zalśni w drzew złocistych słojach

I miodem igieł świeżutko zapachnie.

 

Czegoż mi więcej na co dzień potrzeba?!,

Gdy to, co duszy skrzydłami się zdaje,

Każdą minutą wznosi mnie do nieba

I wciąż wzbogaca, choć wiele nie daje.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DZIECIŃSTWO

01 paź

221388_mala_dziewczynka_mis

Dzieciństwo moje…

Z pluszowym misiem bez oka i nóżki,

Koroną kwiatów w rozmarzonych włosach,

Z biedronką przypiętą do bluzki,

W podkolanówkach, na których śpi rosa –

 

Wśród obrazków i szkiców,

Wśród farb, kredek, flamastrów,

Szeleszczących bajkami białych kartek

Chodzi sobie w zadumie, biega, hasa i pląsa,

Jakby było już innym i obcym mi światem…

 

Pod żaglami obłoków w roztargnieniu dryfuje

Gdzieś przed siebie za kluczem żurawi.

Czasem…

Siedzi przy oknie pogrążone w zadumie,

A niekiedy beztrosko się bawi.

 

Zbiera gwiazdy w portfelik,

Księżycowi się zwierza,

Spacerując nocami wzdłuż rzeki,

Śpiewem, śmiechem przestrzenie jednym krokiem przemierza

I radością zaraża wszystkie ptaki.

 

Z kromką słodkiej śmietany, koszem pełnym truskawek,

Jagodami na ustach, policzkach i brodzie

Dźwiga ciężkie kieszenie,

W których brzęczą kasztany

I zaplata promienie, co się złocą na niebie.

 

Patrzę w oczy dzieciństwa…

I siebie nie widzę,

Jakbym innym człowiekiem dziś była…

Na regale śpią zdjęcia, które tulą tę chwilę.

Wielka szkoda, że już się skończyła…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA