RSS
 

Archiwum - Maj, 2015

SMUTKU

29 maj

images (14)

Czemuż to chabrowe wypłakujesz oczy,

Topisz błękit kroplami kryształową nutą?

Cały siebie goryczą smuteczku przemoczysz.

Czyż nie wolałbyś mieć choć koszulinę suchą?

 

Czemuż płaczesz i siąpisz jakby porzucony,

Obojętny miłości i wyrwany trosce?

Suniesz sennie, bezradnie jakby przemrożony.

Wejdź i ogrzej w bamboszach stopy sine, bose.

 

Zaparzyłam miętę pieprzem doprawioną,

Balię wypełniłam kąpielą różaną,

Pościeliłam dla ciebie, abyś ciężką głową

Ułożył myśl potwornym strachem skołataną.

 

Będę czuwać w fotelu wiklinowych splotów,

Szydełkiem wydłubując koronek powoje.

Mogę zostać strażnikiem wszelakich kłopotów.

Łatwiej przez nie wszak przebrnąć smuteczku we dwoje.

 

Mam dla ciebie pokoik ciasny na poddaszu,

W którym możesz zamieszkać na wieki od dzisiaj.

Nie będziesz mi przeszkadzał – o to nie ma strachu.

Tylko mnie w smutku smutno i cierpliwie słuchaj.

 

Nie obawiam się ciebie, bo niby dlaczego?!,

Skoro w tobie znajduję duszy przyjaciela.

Przy tobie smuteczku pomimo wszystkiego

Mój duch na mądrości i ludzi się pięknie otwiera.

 

Odpoczywaj strudzony rozżalonym czasem.

Jutro znowu kolejny dzień się rozpoczyna.

Ty śpij sobie spokojnie, a ja tymczasem,

Będę czuwać, by sny twe tuliła pierzyna.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MOTYLE

29 maj

images (12)

Kimże jesteś motylu,

Któremu się zdaje,

Że przestworza błękitów należą do ciebie,

Któremu kropla deszczu skrzydła gniecie, łamie

I spycha w pokorze, jak szpilką, na ziemię?

 

Kimże jesteś motylu,

Który w nocnym płaszczu

Pokonuje ciemności, lgnąc do miodu światła,

Który w pogoni jasności trudom nie ustaje,

Choć ta jasność go parzy złowroga, wyblakła?

 

Kimże jesteś motylu

Zastygły na kwiatach,

Który się chwieje wiatrem huśtany na trawie,

Kolorowy i piękny w różnokształtnych barwach

Niczym bańka mydlana na powietrza tratwie

W którym dryfuje, pęka i istnieć przestaje?

 

Kimże jesteś motylu?…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZYJACIÓŁKA MOJA

29 maj

8-589x490

Przyjaciółka moja –

 

Obecna zawsze i niezłomna

 

Czeka.

 

Cierpliwie czeka

Taka życzliwa, cichutka i skromna,

Oddechem łaskocząc skronie

I w dłoni trzymając serce.

Ja za nią z dnia przez noc gonię

I gonię,

A ona jeszcze mnie nie chce.

 

Przechadza się niemym krokiem

Taka dostojna i lekka.

Patrzy bezźrenicznym okiem

Ciału bliska, a duszy daleka.

 

Idę po wodę.

Słońce się chyli,

A ona siedzi pod śliwą…

We lnianych włosach wstążki motyli

A w oczodołach krwawe ogniwo.

W ramionach trzyma maleńkie dziecię.

Zwiędniętą piersią zasłania mu usta.

Kościste nogi w zielonej skarpecie,

A na ramionach mgły dziurawa chusta.

 

Wiatr iskrą rzucał

Jak białym perzem.

Echo drżało listowiem,

Gdy sen się sączył żałobnym śpiewem…

 

Wciąż słyszę szepty przerażenia w głowie.

 

Idę

I kiedyś podejdę do niej,

A ona też mnie przytuli.

To co, że teraz wciąż za nią gonię

W tej, co i ona koszuli?…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

A, PO MNIE…

29 maj

pobrane (6)

Porozrzucałam słowa, rozsiałam myśli,

Rozlałam uczucia, roztrwoniłam sny.

Nie umiem się odnaleźć wśród minionych dni.

 

W torebeczce na zatrzask mam schowane klucze,

Portmonetkę dziurawą, chusteczkę, lustereczko…

Mam przedziwne przeczucie, że już nie powrócę,

Że to wszystko ode mnie będzie gdzieś daleko.

 

Czajnik gwiżdże jak pociąg, stojąc na peronie.

Woda w szklance wystygła, cytryna obeschła.

Trzymam, milcząc, złożone do modlitwy dłonie

Jakby w żalu, że scena mego bytu przeszła.

 

Zapomniałam uczesać włosy pod kapelusz,

Pomalować niemocą zastygnięte usta.

Mam zapisek na liściu w zatęchłym portfelu…

Bo pamięci butelka wydaje się pusta.

 

Kimże jestem w obliczu tego, co minęło,

Co się wokół zdarzyło, wymyślone przypadkiem?

Czy to wszystko jest czyjeś,… czy też moje dzieło?

Czego mogę być sprawcą lub świadkiem?

 

Rozplątałam zwątpienia, podejrzenia, słabości,

Zawijając je nitką na szpuleczkę istnienia.

Jedno tylko pragnienie w zwiędłym sercu gości,

Aby żyć szczerze w prawdzie, a nie od niechcenia.

 

Pozamykam i okna i ich okiennice.

Drzwi zatrzasnę za sobą delikatnie na zawsze.

Nocą w czarnej ciemności zakotwiczę źrenice.

Bezszelestnie odejdę, jak dmuchawce.

 

Słowa może zostaną w atramentu zapisie.

Sny, uczucia i myśli bez odzewu przepadną…

Lecz czy zdołam w tych słowach opowiedzieć życie,

Czy mnie inni z bogactwa tego życia okradną?

 

Czas już na mnie najwyższy wybija godzinę,

Więc odchodzę w pokorze z jednym zagadnieniem:

Czy będę, czy być może bezwiednie przeminę?…

Stając się goryczą skażonym milczeniem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W OCZEKIWANIU

29 maj

images (11)

Tęsknię za tobą, lecz…

Czy ma znaczenie wzrok,

Co wypatruje w oddali twego cienia,

To mimowolne przez okno spojrzenie

I to czekanie ciągłe, bez wytchnienia?

 

W wazonie kwiaty zerwane rok temu,

Które dostałam… chyba bez okazji,

A na nich w lekkim snów rozkojarzeniu

Splotły się wianki przeróżnych fantazji.

 

Czekam z naparem karmelowej kawy,

Sernikiem, który skropiłam cytryną.

Rozsiałam w domu bukiety przyprawy.

Dojrzewa kasza pod puchu pierzyną.

 

Zegar wybija godzinę obiadu,

Stół niczym lokaj czeka z zapowiedzią.

Przyniosłam kosze z pobliskiego sadu

Pełne czereśni, z których lubisz wino.

 

Cisza… wciąż cisza, która drażni zmysły.

Próg, który nadal ciebie wyczekuje.

Wszelkie nadzieje we mnie znowu prysły.

Znów pożywienie samotnie skosztuję.

 

I tak godziny, i dni mi mijają

Wiernym czuwaniem przepędzam miesiące.

Wszelkie wspomnienia we mnie gorzko łkają,

Bo już ich nie mam, choć jest ich tysiące.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZED SIEBIE

29 maj

pobrane (5)

Pragnę iść przed siebie,

Choć nie wiem…

Dlaczego?

Jakiś zapis na niebie,

Nakłania mnie do tego,

By stopę za stopą stawiać i odciskać,

Więc idę przed siebie, choć nie wiem…

Co tym mogę zyskać?

 

Każdym świtem, gdy wstaję

Zakładam obuwie.

Ciągle z ciszą rozmawiam,

Gdy do siebie mówię.

Później…

Idę przed siebie po prostu dla siebie,

Licząc gwiazdy czy chmury

Na kapryśnym niebie.

 

Zapach ziemi zwilżonej

Soczystością trawy

Wciąż mi towarzyszy w życiu lub pamięci.

Czas, chociaż nie lekki, bywa mi łaskawy,

Jakby wiedział, co jutro

Los już dla mnie święci.

 

Zdarte wklejam podeszwy

Na splątane ścieżki.

Słucham wiatru,

Co ciągle o czymś opowiada.

Dzwonią grosze w dłoniach zszarpanej sakiewki

Nic nie warte w obliczu współczesnego świata.

 

Idę boso przed siebie zmęczona podróżą,

Chociaż niespragniona postoju długiego.

Zaczepiają mnie baby, które z dłoni wróżą.

Idę prosto przed siebie,

Więc co im do tego?!

 

Mijam płoty, krużganki w malwach, winogronach,

Psy za sobą niekiedy ciągnąc ujadaniem.

Nocą pachnie pod głową

Słońcem starta słoma,

Rosa zwilża me usta,

Kiedy świtem wstaję.

 

Kwaśne mleko, ziemniaki posypane koprem

I truskawek talerze z cukrem i w śmietanie.

Twarz zmęczona, szczęśliwa,

Choć skropiona potem,

Zachowuje swój uśmiech

Na chwil powitanie,

Których jeszcze nie widać, nie słychać i nie czuć,

Choć się pewnie przywloką we własnej wędrówce.

Jest szczęśliwym człowiekiem,

Który umie poczuć,

Że swym życiem codziennym

Jest podobny mrówce.

 

Czas już nagli i wzywa do kolejnych wyzwań,

Więc się z ławki wygodnej ponownie podnoszę

I bez zbędnych, banalnych

Dociekań czy pytań

Oczy, kroki przed siebie z rozkochaniem niosę.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WALC MELANCHOLII

21 maj


Przede mną brzozy z rozpuszczonym włosem

Szelestem szepczą historie tajemne

I w pół omdlałym od cierpienia głosem

Jak panny lamentem w lamencie zaklęte

Zdają się cieniem ściskać stopy bose,

Które rozstawiam lekko i bezwiednie…

I tylko przestrzeń zimna, bo nieznana

Rozkłada do mnie ramiona jak matka,

Więc…

Może jutro znowu będę sama,

Gdzieś zagubiona w splotach i przypadkach?

 

Okna jak panny w ślubnych, białych sukniach

Zdają się czekać na tego jednego.

Bezradna głowa w poszarpanych kłótniach

Dziś tylko pragnie spokoju świętego

I tylko wzrokiem jak wędką w horyzont

Zarzuca, później… i cierpliwie czeka…

To jej czekanie wciąż zmierza donikąd,

Choć tli się w sercu nadzieja jak świeca.

 

Wyszłam, na progu przykleiłam stopy,

W chustę wtulając płochliwe ramiona.

W piecach zapachem rumienią się kłosy,

Trzeszczy kruchością godzin niemych słoma,

A tuż przed domem ścieżyna bez śladów

Wpełza strumieniem złocistego piasku

W trawy uśpione uśpionego sadu

Płynąc w milczeniu od świtu do brzasku.

 

Wiatr nie powtarza głosów porzuconych,

Bo echo dawno gdzieś się zagubiło.

Gdyby nie skrawek wspomnień odkurzonych…

Wszystko bezsensu by się zakończyło,

A tak, choć czasem wyglądam i czekam

Na coś, co kiedyś serce uskrzydlało.

Nadal coś w duszy nostalgicznie śpiewa,

Jakby się ciągle coś,… kogoś kochało…

 

Niekiedy w wachlarz poszarpanej księgi

Zaglądam okiem pełnym rozrzewnienia.

Uschniętych kwiatów wstążeczki i wstęgi

Zdobią pożółkłe i wyblakłe zdjęcia.

Nie mam nic więcej oprócz smutnej ciszy,

Dźwięków melodii na płycie przeszłości.

Nikt, oprócz mnie, tych tonów nie usłyszy –

Nut małych, skromnych czy wielkich miłości…

 

Noc już zapadła… włos szronem księżyca

Na skroniach wieńczy lata, co minęły,

A w serce drżące żałość, co się wkradła,

Sprawia, że lata, co przeszły, znowu się cofnęły

I rozpędzone kroczkami drobnymi,

Niczym dziewczynki, chłopcy wśród zabawy

Rączkami dłonie me stare objęły

I w karuzeli wspomnień bujam warkoczami

I śpię, jak dziecię błogo kołysane…

 

Cisza i pustka, samotność i otchłań…

A na ramionach wciąż ta sama chusta,

Która pamięta smak spotkań i rozstań.

Za domem w bluszczu pusta echem studnia,

Ogród, co dawno zapuścił pokrzywy…

Pachnie bursztynem ta moja samotnia,

W której czas przeszły jest jak obraz żywy…

Nikt nie powiedział, że starość jest prosta.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PYTANIE O JUTRO

12 maj

pobrane (4)

Nie wiesz jeszcze ile ci zostało dane,

Ile jeszcze otrzymasz,

A może już nic więcej…

 

Czy jesteś w stanie wyliczyć…

Ile zmarnowane

Przepłynęło przez sita lekkomyślne ręce?

Jaką zegar melodię wystuka wskazówką,

Ile jeszcze gałęzi dorzucisz do pieca?

 

Czy się wypowiesz w pełni,

Czy sprzedaż półsłówkom

I zgaśniesz jak wiatrem wypalona świeca?

 

Pozamykasz w szufladach poszczególnych godzin

Planowane projekty zbyt płochej przyszłości,

Czy będziesz żyć naprawdę,

Choć to nie uchodzi,

Z każdą chwilą, sekundą wciąż płodniej i płodniej?!

 

Na co czekasz w milczeniu,

Odkładasz na potem,

Co być może w minucie gdzieś nijak przepadnie?

 

W drzewach liście, co wiatru łapią w żagle ochotę…

Już niedługo je fala przemijania porwie

I kruchością szelestu na ziemię opadnie,

Milknąc w swej poniewierce niemal nieprzytomnie.

 

Okna mokną od potu bezradności, niemocy,

Bo nikt nie ma tej siły wieczności.

Każdym rankiem świat nadal zagląda ci w oczy…

 

Na co czekasz u boku próżności?

 

Może właśnie dziś przejdzie i latarnie wyłączy

Z oszczędności, ze skąpstwa, ze złości.

Słyszysz?…

Idzie powoli i mozolnie się toczy

Jak rzucony na chodnik grosik.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

W LUSTRZE

12 maj

lustro

Jeżeli twierdzisz, że mnie znasz…

Bardzo tej wiedzy ci zazdroszczę,

Bo kimże jest ta w lustrze twarz?

Wciąż to pytanie w sobie noszę.

 

Poukładałam wiele spraw,

W kopertach czas spisany listem

Powysyłałam daleko w świat…

Nic nie jest przecież oczywiste.

 

Zastygłam nosem w zapachu książek

I od nich wyrwać się nie potrafię.

Choć nic mnie z nimi ponoć nie wiąże,

W każdej z nich widać moją biografię.

 

Kwiaty w doniczkach i pedanteria,

Chociaż w szufladach wiatr dominuje,

Szkice, zapiski i sztukateria –

Wszystko na strychu gdzieś chomikuję.

 

We włosach szarość, a w oczach senność,

Co tajemnicą błądzi w zadumie.

W torebce ład jakoby świętość,

A w głowie echo mych myśli w tłumie.

 

Wciąż nieobecna, wyrwana z sieci,

Co rzeczywiste i namacalne.

Waleczna, bowiem mąż, dom i dzieci.

Wszystko jest proste i osiągalne.

 

Czasami ruszam z tarczą do boju

Wzniecając ognie, trawiąc trudności.

Czasami jednak w błogim spokoju

Szukam wytchnienia gdzieś w samotności.

 

Przeróżne nuty w mej partyturze

Na pięciolinii w przedziwnym składzie

Raz budzą w duszy okrutne burze,

Raz… pachną wiosną w kwiecistym sadzie.

 

Niekiedy bywa, że się rozpływam

W mrocznej ciemności bezkształtnej barwy.

Czasami chmurna, czasem szczęśliwa

Dźwigam w mym sercu banalne skarby

 

Jak pierwszy uśmiech, pierwsze kochanie

I pocałunki, spojrzenie w oczy,

Jak sen gwieździsty na świeżym sianie,

Pierwsze radości, porażki, kłopoty.

 

Bywa, że czasem o bladej porze,

Gdy nie wypada, z lampeczką wina,

Z lękiem, że koniec nastąpić może,

We mnie się nowe życie zaczyna

 

I ostrzem światła z pokrowca nieba

Przebija ciało na wskroś natchnieniem,

A wówczas w duszy pragnienie śpiewa,

By się zapisać jakoś istnieniem.

 

Zachłanność wtedy budzi się we mnie

Na każdą chwilę, ułamek doby,

By przejść codzienność, lecz niedaremnie ,

By poznać gorycz i smak osłody…

 

Więc kimże jestem w lustrzanym odbiciu?

Wciąż zaskakuję ja siebie samą.

Ogromnie dużo i nic wiem o życiu,

Choć jestem córką, żoną i mamą.

 

Patrzę w me oczy iskrzące blaskiem,

Który przeraża i który zachwyca.

Moje źrenice, ale… czy znam je?

Kimże jest w lustrze ta twarz kobieca?

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRAWDA

07 maj

images (8)

Konewki chmur zawisłe pod niebem,

Z których się sączą strumienie szczerości,

Kroplami okładają rany, chociaż nie są świeże,

Czyszcząc naskórek dokładnie do kości.

 

Tak w strugach prawdy staję nagusieńka,

Ze smutną piersią, ze zwiędniętym łonem,

Z twarzą, na której każda zmarszczka – ścieżka

Szkicuje mapę tego, co skończone.

 

Na siwych włosach zatrzymuję krople,

Na rzęsach sennych usypiam łzy nieba.

W prawdzie bezwstydnie, lekkim duchem moknę,

Chyba mi prawdy takiej bezwstydnej potrzeba.

 

W pępku się moim zaczyna i kończy

To, co jest dla mnie nad wszystko istotne.

Wyciągam ręce do nieskończoności,

Jakbym się chciała wtopić i zanurzyć w słońce.

 

Nie jestem tutaj z własnej woli, chęci,

Ale z przypadku, albo z przeznaczenia.

Każda minuta sobą kusi, nęci…

Dziękuję Bogu za ten stan istnienia.

 

Naga, bezwstydna gołą stopą pieszczę,

Unosząc kroki swego rozmarzenia,

Trawę i kwiaty okropione deszczem

Płynąc na falach duszy uniesienia.

 

Zanurzam ciało w głębinach paproci,

Zostawiam stopy na gąbczastym mchu.

Czekam, co jeszcze jutrem mnie zaskoczy,

Pokorna woli czy kaprysom snu.

 

Wolę szarości, ale przezroczyste

Niż kolorowe zamglone witraże.

Niechże mnie myją deszczu palce dżdżyste.

W kryształach wody prawdą się pokażę.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA