RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2015

PRZY STOLE

30 kwi

pora_umierac_2_400x400

Mówiłeś, że mnie kochasz

I że w moich oczach odnalazłeś siebie,

Jakiego szukałeś,

Że się maj zieleni w rozpuszczonych włosach,

Gdy ukradkiem ustami je obsypywałeś,

Że to przy mnie i ze mną pragniesz iść przez życie,

Doświadczając wszystkiego,

Złego lub dobrego,

Że chcesz przy mnie na wieki o zachodzie, świcie

Trwać, istnieć, być po prostu…

            A, ja… prócz twej miłości,

            Nie miałam nic droższego.

 

Dziś pustka na krześle wygodnie się rozsiadła,

Szuraniem ciszy przemierza mieszkanie,

Zagląda do kredensu… Pewnie by coś zjadła.

Widać nie smakuje jej twoje śniadanie.

Kawa dawno wystygła i mleko się ścięło,

Odsuwając talerzyk truskawek na potem.

Znów serce zamilkło, w zadumie zniknęło…

Smutne, choć słońce obficie znów się topi złotem…

 

Mówiłeś, że nie odejdziesz,

Że mnie nie zostawisz i że nie pozwolisz,

Bym została sama…

Dziś nie wiesz, jak to bardzo duszę teraz boli,

Gdy nie mogę przez ciebie być znowu kochana,

Gdy się budzę, zasypiam na samotnym łóżku,

Gdy do kuchni zaglądam, a ciebie w niej nie ma,

Kiedy czekam, aż powiesz „najdroższy kłębuszku”,

A wciąż słyszę jak cisza smutno w domu śpiewa…

 

Ogród nie ten, co kiedyś…

Tęsknota go trawi, wyglądając za tobą

Łzą ochrzczone oczy.

Żaden śmiech, ślad radości w piwoniach nie bawi,

Spontaniczność też w malwach nie kroczy.

Bzy się tylko w kwiecistych kołnierzach

Przechylają przez płoty, czekając na ciebie,

A maciejka zapachem w krzaczastych pokrzywach

Już nie błądzi wśród gwiazd po uśpionym niebie.

Zapomniałam podlewać lilie, jak prosiłeś…

Pewnie uschły jak ja dziś powoli usycham…

Uwielbiałam, jak do nich serdecznie mówiłeś.

W sercu dukat tych wspomnień ukrywam.

 

Tak bym chciała byś chociaż zaparzył herbaty,

Dźwiękiem łyżki oznajmił, że jesteś,

Byś w wazonie posadził znowu polne kwiaty,

Byś obsypał mnie znów takim gestem.

Chcę usłyszeć za ścianą, jak chrząkasz, jak śpiewasz,

Talerzami przepędzasz precz! ciszę…

Mam nadzieję, że się na mnie kochany nie gniewasz,

Bo znów dni od rozstania nam liczę.

 

Postawiłam na stole dwie filiżanki…

Kawa w twojej ponownie wystygła.

Popatrz, wschodem słońca czerwienią się maki,

Przetacznika czupryna dziś rozkwita siwa…

Nic nie mówisz i milczysz, jakby nieobecny,

A ja przecież o tobie nieustannie pamiętam.

Czyżbyś czuł się tu zbędny, albo niebezpieczny?

Zostań i nie zaglądaj do mnie tylko od święta,

Bądź!,

Przecież wiesz, że przy tobie jestem szczęśliwa.

 

Miła moja…

Jak mógłbym zostawić ciebie w samotności,

Jakże odejść na zawsze obojętnym krokiem?!

Każdą chwilą, posłuszny i wierny miłości

Choć nie widzisz, dotykam cię wzrokiem,

Dłonią wiatru poprawiam twe pajęcze włosy,

Słońcem usta całuję i skroń pomarszczoną.

To ja mówię, choć myślisz, że to liści głosy,

To ja dzwonię łyżeczką, kiedy krople toną.

Siedzę teraz przy stole i słucham, co mówisz,

Patrzę na to, co palcem serdecznym wskazujesz.

Przykro sercu, gdy z oczu smutek duszy gubisz

I wyglądasz na drogę… i mnie wypatrujesz…

 

Już się późno zrobiło…

Zaparzę herbaty i przyniosę powidła, herbatniki.

Jeszcze słońca uśpienie się nie skończyło,

Jeszcze śpiewem nie wstały słowiki.

Usiądziemy we dwoje na werandzie, pod dachem.

Koc przyniosę, by okryć ramiona i nogi…

Jakże tęsknię za twoim głosem i zapachem…

Jakże ciebie mi brak, mój drogi…

 

Mój aniele, miłości mego dnia codziennego,

Moja gwiazdo, bez której nie trafiłbym w szczęście,

Jestem, będę i zawsze na dowód właśnie tego

Wiatrem co dzień zmiotę obejście.

Usiądź obok w fotelu z wyschniętej wikliny,

Popatrz w niebo zdobione diamentową solą.

Wspomnij miła, jak słodko smakują maliny.

Więcej nie płacz, bo łzy twoje bolą.

Isabelle MOULIN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

SPRING WALC

28 kwi


Stanęłam boso na brzegiem morza.

Fale odpływów, przypływów szeleszczącej trawy

Zielonymi dłońmi otulały stopy.

W oczach perłowo mieniła się zorza

Zalewając zielenią błyszczącą rozkochane oczy.

Wolnym krokiem, nieśmiało przecięłam tę wodę,

Rozkładając ramiona latawcem pod niebem.

Czułam na ustach wiatru pocałunki słone,

Zagłuszając ciszę skowronków tańcem, śpiewem

I wzdychając w drżącym od szczęścia sercu:

Jakież to wszystko jest śliczne… jakież śliczne…

 

Stokrotki, dzwoneczki o wrzosowym pąsie,

Wszystkie kwiaty, którymi łąka się tęczowo mieni

Delikatnie nosiły me stopy, me kroki, zawstydzone pląsy,

Chyląc się od słońca złocistych, deszczowych strumieni.

A w poszumie, w szeleście, w szeptów rozmodleniu

Pieszczotami pluszczącej fali, co atłasem podszyta

W tym magicznym, podniebnym uniesieniu

Czułam się orzeźwieniem namiętnym przeszyta,

Więc pobiegłam w podskokach, sypiąc piruety,

Rozsiewając motyli brokaty spłoszone,

A wiatr mnie tulił w ramionach, zdradzając sekrety,

Którymi się rumieniły maki rozognione.

W pajęczynach zerwanych na zwichrzonych włosach,

W marzeniach, co bławatkiem i chabrem na skroni

W niezapominajkach, co myśl niepokorna

Spokój duszy natchnieniem niespokojnym goni,

Wpadłam rozpalona w bluszcze, w powojniki

I niczym kochanka, która od miłości kona,

Rozpięłam biedronek koralowe guziki,

By i we mnie ta wolność drżała podniecona,

By ma dusza drżała jakoby bezdomna

Od miłości, natchnienia, piękna nieprzytomna

Jak do tej pory w niczym, jak i w nikim…

 

A, później rozmarzonym krokiem nieistnienia

Wtopiłam się w głębinę kłosów brzemiennego zboża

I jakby wbrew swej woli, jakby od niechcenia

Poznałam czymże dla mnie ta chwila najdroższa,

O której wspominają nocą bezsenne słowiki.

 

Trwaj ma chwilo na wieki, na zawsze i wszędzie.

Bez ciebie nie wiem, co będzie, kim będzie

Ta dziewczyna we mnie życiem zagubiona,

Która dzięki tobie w słońcu wciąż obmywa ręce,

Wiatrem delikatnym rozkosznie pieszczona,

Pragnąca ciebie z każdą chwilą jeszcze więcej,

I więcej… i więcej…

 

Graj mi, graj na skrzypcach, na klawiszach rosy,

Unoś mnie na dłoniach pod błękity nieba,

Czesz swym roztargnieniem posiwiałe włosy.

Graj mi, grajże chwilo!, ciebie mi potrzeba.

Niech zamilkną w przestrzeni niepotrzebne głosy,

Którymi oburzone się wydają i kwiaty, i drzewa,

I brzemienne od chleba rozpachnione kłosy.

Graj namiętnie, nieustannie, głośno i rozkosznie

Niech ma dusza od ciebie na wskroś zawsze moknie,

Niech się w tobie rozpuszcza choćby i samotnie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

CZERPANIE

27 kwi

egpwfp

W każdej chwili jest wyjątkowość,

W każdym zjawisku,

Zachodzie czy wschodzie słońca,

W każdym grymasie, geście czy słowie,

W tym, co krótkie, i w tym…

Co pozbawione końca.

 

Nie ma niczego

Bez blasku, sensu czy znaczenia.

We wszystkim i w każdym jest

Coś niepowtarzalnego i wyjątkowego…

Tylko czasami kaprysi

Rozpieszczona głowa.

 

Nie ma jedynie potrzeby,

By patrzeć za siebie z niepogodzeniem,

Wyrzutem sumienia.

Nie wiadomo też, za kim czy za czym

Na oślep biegniemy

Roztargnieni od myśli do słowa,

Bo sami tak naprawdę nie wiemy,

Czego pragniemy lub…

Czego chcemy?,

Zaczynając wszystko od nowa

I od nowa.

 

Czas jak ziarenka pisaku

Przez palce przesypuje się kruchością,

Osuwa się z łoskotem na ziemię,

Przesiewany w blasku księżyca czy słońca,

Rozprzestrzeniany lekkomyślnością,

Tocząc się niczym fortuna

Kołem woli i loterii skrzypiąca.

 

Jutra już nie będzie,

A jeśli w ogóle znowu się pojawi…

Trudno określić, czy będzie prawdą?,

Czy może złudzeniem?…

Czy będzie zawsze i wszędzie,

Czy…

Może nas zdradzi,

Nazywając ten stan porzuceniem?

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRELUDIUM DESZCZOWE

27 kwi


Z błękitnego oka krople wzruszenia

Spływają strużkami na ziemię

I w klawiaturze liści, w drżeniu uderzenia

Płoszą spod drzew uśpione milczenie

I w roztańczonym pozytywki dźwięku

Zdają się krokiem baletnicy

Zastygać szkicem w precyzyjnym wdzięku

Szeleszcząc skromnie poszumem spódnicy.

Wszystko się zdaje w zachwycie rozpływać

I w rozkochaniu i w tęsknocie płynąć…

W perłach przezroczy posmutniała szyba

Też wypatruje za oddalą okno…

I tylko jakieś szepczące myślenie,

Co traw potrąca snem rzęsy splecione

Zdaje się bywać w zadumie złudzeniem,

Niczym słów tony ciszą poskromione…

            Tony rozmodlone… tony rozproszone…

            I w kroplach plusku zamknięte,

            We Łazach rozpuszczone,

            Bo smutkiem skażone i smutkiem przejęte,

            Jakby niczyje, jakby porzucone

            I jakby przeklęte…

 

A gdzieś w oddali na przestrzeniach łąki

Wiatr ciężkim krokiem przemierza zielenie

I szarym płaszczem zaczepia korzonki,

Dźwiga zdradzony w sercu jakieś brzemię

I głowę ciężką od strapienia, żalu

Trzyma na dłoni wrośniętej we włosy.

Sunie przed siebie mozolnie, pomału,

Odarty z marzeń, posępny i bosy…

I zda się walczyć z wszelkimi stanami,

Które się kłębią w romantycznej duszy

A brzozy, wierzby jak harfy strunami

Wibrują w strachu jak lamentu głosy.

Mosiężnym tonem deszcz trzaska o ziemię,

Kroplami bólu ciszę roztrzaskuje,

A wiatr strapiony ołowiu krokami

Rozpacz wylewa, gniewem się katuje

I głosem żalu rozpruwa błękity

Sącząc za sobą modlitwy żałobne.

Klęczy w kałużach i bólem przebity

Gasi zdradzone oczy nieme, chłodne

I przygnębiony poczuciem nieszczęścia

Zdaje się dźwigać na plecach samotność.

Echo powtarza nieme bicie serca,

Więc pluszcze w echu wzruszenia wilgotność…

Więc pluszcze w echu wzruszenia wilgotność…

Więc pluszcze w echu wzruszenia wilgotność…

I tym miarowym uderzeniem kropel

Oznajmia wszystkim stan zranionej duszy,

A wiatr zamglony wypłowiałym wzrokiem

Nie jedno drzewo jękiem cierpień ruszy

Nie jedno drzewo swym płaczem zagłuszy…

Nie jedno drzewo swym stanem poruszy…

 

I tylko niebo we współczuciu drżące,

Zastyga kroplą na zroszonej łące

I snu lamentem, co błądzi samotnie

Od smutku gorzko i bezbronnie moknie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

POWROTY

27 kwi

images (10)

Wiatr posprzątał mieszkanie, odświeżył kąciki,

Strzepnął kurz z koców, ręczników, zasłon i firanek.

Poukładałam pod drzwiami wyjściowe buciki.

Założyłam odświętne, eleganckie ubranie.

 

Kroplą wody zwilżyłam kwiatów pełne doniczki,

Lekkim wzrokiem musnęłam fotografie na półce.

Założyłam na dłonie białe rękawiczki.

Udeptałam z modrzewi usypaną ściółkę.

 

Zapach kwiatów powietrze doprawił swą wonią.

Śpiewy ptaków za oknem włączyły gramofon.

Obrus biały na stole wygłaskałam dłonią

I słuchałam, czy zadrży radością domofon.

 

Jeszcze chwila, maleńka, dosłownie – okruszek,

Niemal nic nie znaczące czekanie z miłością.

Spokój zasnął jak kot na stercie poduszek,

A czas tańczył wolniutko z wdziękiem i lekkością.

 

Rozejrzałam się jeszcze po pokojach i kątach,

Założyłam na głowę kapelusz ze słomy.

Jutro mieszkanie znów wiatr mi posprząta

I odkurzy półeczki, firany, zasłony…

 

Wzięłam rzeczy niezbędne, potrzebne,

Mały bagaż i skromny – całe moje życie.

Rozrzuciłam w przestrzeni słowa serdeczne –

Pożegnanie, które zabrzmi świeżością o świcie.

 

Teraz czekam na pociąg, autobus lub statek.

Trzymam bilet, co wróży mi powrót do domu.

Zostawiłam kilka pełnych wspomnień szufladek.

Nie chcę odejść, jak złodziej, nędznie… po kryjomu.

 

Czekam teraz pod sufitem z kasztanów na ławce.

Śpiewy ptaków – zapowiedź przyjazdów, odjazdów.

Jakieś dziecko się śmieje i huśta na huśtawce…

To ja za dobrych i echem wciąż wskrzeszanych czasów.

 

Obok z trudem się wspina na źdźbło trawy biedronka,

Kwiat się chyli ku ziemi pod ciężarem słońca,

Jakiś owad wśród ziaren piasku na chodniku się błąka,

Jakby nie dostrzegał swej wędrówki końca.

 

Patrzę w niebo i widzę stada ptaków w odlocie.

Słyszę ciszę, co szumem rzeźbi trzepot skrzydeł

I pamiętam… krzyczałam: „Dziura w samolocie!”,

Trzymając w ręku chleb o smaku śliwkowych powideł.

 

Biegłam prosto przed siebie z twarzą wbitą w obłoki

Z pajęczyną przestrzeni na rozpostartych ramionach…

Zwinnie mijałam siana uśpione, szeleszczące kopki

Z przezroczystym błękitem w rozwichrzonych włosach.

 

Bardzo często budziłam rozmarzoną ziemię,

Gubiąc w pośpiechu roztańczone do szaleństwa kroki,

Szczebiotem myśli ganiałam rozbawione milczenie

I wąchałam spod kory lepkością sączące się soki.

 

Pamiętam zapach ziemniaków pieczonych w popiele,

Smak uśmiechów i smutków, upadków i wzlotów,

Dźwięk dzwonów pęczniejących potęgą w Kościele

I radosny szum gołębi spłoszonych do lotu.

 

Teraz czekam w pokorze, by wrócić do domu,

Bo przecież to wszystko było tylko przelotem.

Jestem Ci wdzięczna Panie jak nigdy nikomu

Za to, co było, co jest i co będzie potem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DO… ZOBACZENIA

27 kwi

pobrane (4)

Przez lejek echa z kropel lepkością

Sączy się cisza skubana psim jękiem

I się rozsiewa z magiczną łatwością

Tym nostalgicznym melancholii wdziękiem.

 

Słychać jak pająk zaplata sieci

W kącie za starą, olchową komodą,

Na której lampka zawsze nocą świeci

Falując sennie i pluszcząc jak wodą;

 

Słychać też trzepot ćmy wplątanej w jasność

I jakieś błogie czasu kołysanie.

Cień się ukrywa. Boi się zasnąć,

Więc drży konarem jak drzewo na ścianie.

 

Trzymam dłoń w rękach jak w koszyku jabłka.

Patrzysz tak szczerze prostym zakochaniem.

Na gwiezdnej półce świeca nie wygasła,

Choć płomień drażni swym przykucywaniem.

 

Chcesz coś powiedzieć, lecz usta spieczone

Słów już nie pieszczą, choć pewnie by chciały,

A na podłodze cienie rozrzucone

Jakby cię pląsem swym dokądś wołały.

 

Prosisz mnie gestem by otworzyć okno.

Świeżości podmuch wdarł się do środka.

Za oknem drzewa w płaczu dżdżystym mokną.

Śmierć siedzi obok w smaku mdląco–słodka.

 

Odchodzisz. Czuję to z każdą godziną,

Z każdą minutą skracasz swoje życie,

Lecz słowa, czyny twoje nie przeminą –

W nich właśnie widzę twoje wieczne bycie.

 

Sen się zaplątał w rzęsy łzą skropione.

Pierś już zapadła w bezdechu świszczącym,

A usta dziwnie w milczeniu uśpione

Zastygły w stanie się uśmiechającym.

 

Do zobaczenia, jeszcze się spotkamy…

Nie tu, nie teraz, ale jutro pewnie

I znów, jak dawniej, sobie pogadamy

I znów nam będzie wspaniale i pięknie.

 

Do zobaczenia…  to krótkie rozstanie,

Kiedyś skrzyżuje nasze drogi w czasie.

Słyszę rozkoszne myśli kołysanie,

Które już we mnie nigdy nie wygaśnie.

 

Do zobaczenia, o tej samej porze…

Zaparzysz kawę ze szczyptą kokosu.

Zapachnie w cieście karmelowy orzech,

A ja usiądę wsłuchana w ton głosu,…

            Co mnie pochłonie jak bezkresne morze…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

KRUCHOŚĆ

27 kwi

images (9)

Miodowo – kwaśny aromat powietrza

Szalem dreszczyku otula ramiona

I nutą szeptu zaplątany w świerszczach

Płynie falami, gdzie trawa trącona

Zdaje się tańczyć w srebrnych pantofelkach.

 

Włosy kryształu wplątane w konary

Jasnym przezroczem ciągną się po ziemi,

A każdy wbity strzeliście w szuwary

Źrenicą szklaną iskrzy się i mieni

Jakby nieśmiało, jakby w przymrużeniu.

 

Ulotne chwile z płomyczkiem na plecach

Porozsiewane w drobnej poniewierce

Są niczym niebo w pączkujących świecach…

Chciałbyś je złapać, aby ogrzać ręce.

 

Tu nie ma drogi, ni ścieżki, kamienia,

Którym oznaczyć mógłbyś miejsce swoje.

Tu wszystko w nicość bezkształtną się zmienia

Płynie szelestem tworząc myśli zwoje.

 

Tu guzikami z diamentowej soli

Niebo zapięło się w płaszczyk ciemności.

Tu powóz czasu kółkami powoli

Toczy bezsenność w stronę bezdźwięczności.

 

Tu jest, lecz jakby przenigdy nie było.

Zdaje się bowiem grą kapryśnych cieni.

Wszystko rozmyte, jakby się przyśniło…

I roztopione w złocie rażących promieni.

 

Tu mała przystań w zagajonych bluszczach,

Szary budynek z bezźrenicznym oknem.

Tutaj westchnieniem wiatr drzewa porusza.

Tu niebo sączy krople gorzko – słone.

 

Tu jesteś, ale jakby tylko chwilę –

W zapożyczonym przedziale istnienia.

Przy tobie wieczne zdają się motyle –

Ten kolorowy zapis wszelkiego wspomnienia…

Isabelle MOULIN

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WALC A-MOLL „II”

16 kwi


Gdy świt dźwigają sznury słońca

Niczym kurtynę o mglistej strukturze,

Szpalerem wierzby, w którym nie ma końca

Zatapiam ciało we wschodu purpurze

I pośród pereł kryształowych kropli,

Które na trawie kołyszą sen bezsenny,

Przemierzam drabinę przezroczystych stopni

Sukcesów duszy – otchłani bezdennych

I dzięki stopom w pędzie rozbieganym tańcem

Wzbijam się w niebo pląsem i różańcem…

Wzbijam się w niebo pląsem i … różańcem…

Wzbijam się w niebo… pląsem i różańcem…

 

Ścieżkami, polami, łąkami, bagnami, lasami,

Idę do ciebie – w ramiona horyzontu ziemi

Całuję bruki czy piaski gołymi stopami

Wplatając we włosy nici słonecznych promieni.

Czasem zastygam w cieniu filozofii drzewa,

Czasem w szumie potoku zanurzam oblicze.

Wiem, że mi w życiu nic więcej nie potrzeba…

Byle nadzieją pachniały wspomnienia rozpalone znicze.

 

Gdybyś mnie kochał wiosny świeżym sercem

Albo jesieni posmutniałym deszczem,

Gdybyś mnie pieścił mrozu opuszkami

Albo letnimi wiatru pieszczotami…

Wierzyłabym, że potrzebna jestem…

Że coś wciąż tańczy między nami,

Że coś nas ożywia i porusza nostalgicznym

Rozmarzenia dreszczem…

Rozmarzenia dreszczem.

 

Gdybyś mnie kochał…

Gdybyś… kochał jeszcze…

 

A, tak w nucie roztargnienia

Dusza ma kształty, barwy swoje zmienia…

Nie wiem, co jeszcze…

Nie wiem, co jeszcze…

I tak bez przerwy i tak bez wytchnienia

Prosi żebraczo o miłość,

Której chce jeszcze i więcej i więcej…

 

Więc niech mnie niosą pocałunki Twoje

I dłonie których spoty mnie splątują.

Niechże mnie miłości otulą winne zwoje

Niechże mnie sycą, karmią, uskrzydlają, trują.

Niechże mnie jedna haniebna godzina

Połknie na zawsze, zaklnie w jednej ciszy.

Nic oprócz ciebie bowiem nie ma…

Nic oprócz słodko – kwaśnej, spragnionej goryczy…

 

Kochaj , mnie kochaj, palców roztargnieniem,

Niechże dziś będę Twoich snów spełnieniem…

Twoich snów dotykiem…

Twoich snów westchnieniem…

Niechże dziś będę miłości słowikiem…

Nie wiem, czym jeszcze…

Czymże jeszcze…

            Czymże jeszcze?!…

Na Boga!,

            Czym jeszcze?…

 

A, jeśli kiedyś zapomnisz o mnie…

Porzucisz serca skrzydełka bezpióre,

Niebo nad tobą niemal nieprzytomnie

Obnaży bogów swe oblicze chmurne

I jednym trzaskiem, ostrzem błyskawicy

Pomści porzuconej cierpienia dziewicy,

Pomści ból dziewicy…

 

Nastanie cisza, zapadną ciemności

Nad grobem naszej w nutach zastygłej miłości…

Uśpionej miłości…

Szalonej miłości

 

I dzwony będą pękać żałobnym tonów uniesieniem

I wspomnień wspólnych

Pokornym milczeniem…

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WALC A-MOLL „I”

15 kwi

pobrane (3)

Coś się skończyło…

 

Spłonęła godzina płomieniem bytu.

Zegar rozkruszył popiół wskazówkami.

Dym…

            Smużka wspomnienia,

            Ulotność żalu czy zachwytu…

Dawno zastygło w obcasach za nami…

Dawno zamilkło w bezdechu…

Dawno przeminęło, a dziś…

            Pachnie pożółkłymi liśćmi –

            Dzienników czy listów kartkami,

            Zapisanych partyturą zeszytów,

Porozwieszanymi pod niebem pięcioliniami

Ludzkiego… niepowtarzalnego zachodu i świtu.

 

Coś się skończyło…

 

I jak ziarno w ziemi kiełkuje nowym,

Może…

            Lepszym życiem.

Cisza klawiaturę wciąż drażni minutami

Bezsenność płosząc…

            W bezruchu pieszczonym poduchami

            Szeleszczącym bezdźwięcznie…

            Napęczniałym ziarnami życie.

 

I głowa tylko z rozwianymi myślami,

Które wiatr rozszczepia na chabrów zadumie,

Błądzi gdzieś w odległe dzieje serca tęsknotami,

Bo kochać kruchości istnienia nie umie…

Żalem tylko przepełnia dzbanów gliniane donice

I smutnym wzrokiem wisi pajęczyną strzępów

Nad płotami, nad wierzbami, malwami…

Opłakując, co było, nostalgicznie, skrycie

I trącając struny wiatru drżącymi palcami…

I kochając życie ponad życie.

 

            Nie każdą nutą człek wyrazić umie,

            Co w duszy gaśnie po rozlanej wodzie.

            Nie wszystko potrafi oswoić,

            Nie wszystko rozumie…

            Pogodzić się z wątłością istnienia nie może,

            Tonąc łzą w deszczowym kropel tłumie,

            Budząc melancholią kołysane

            Płowych wspomnień

            Rozśpiewane, roztańczone morze…

            Które słychać w każdym plusku,

            W każdym westchnieniu czy szumie

            Niczym rozmodlone w pobożności zboże.

 

Wiruj czasie, wiruj!,

Latawcem, dmuchawcem, liśćmi

Jesiennego smutku,

Wiruj, wiruj!, szalony skąpcu i głuptasie,

A tym czasem!,

Będę się poić…

Każdą sekundą, minutą, godziną…

Powolutku.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DZBAN WODY

15 kwi

images (7)

Dałeś mi Panie dzban wody 

- Ciecz niebiańskiego błękitu,

A w skwarne dni dla ochłody

- Krople deszczyku.

 

Nie pozwól mi Panie rozlać,

Zmarnować, co Jest lub Było.

Pozwól mi Panie się poznać.

By to, coś dał – się Spełniło.

 

Idę z tym dzbanem w objęciach,

Aby nie strącić zeń kropli,

Dorzucam doń łezki szczęścia

Codziennej, ludzkiej samotni.

 

Dałeś mi Panie dzban wody,

Aby napoić spragnionych…

Człowiek mimo swobody –

Bez Ciebie nie jest spełniony.

 

Dałeś mi Panie dzban wody,

Dajesz mi wartość, znaczenie.

Nie pozwól, by wbrew mej woli

Bez śladu zastygło istnienie.

 

Dajże mi Panie Coś zrobić,

Co szczęściem uwieńczy skronie,

Bym, gdy mi przyjdzie odchodzić,

Nie łkała, że nastał już koniec.

 

Dałeś mi Panie dzban wody.

Nie pozwól mi Panie zmarnować.

Daj, aby każdy spragniony

Mógł przy mnie z Tobą Świętować.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA