RSS
 

Archiwum - Marzec, 2015

MODLITWA DZIĘKCZYNNA

24 mar

images (4)

Dziękuję Tobie Panie…

Za wszystko,

Co mnie spotkało,

Dotknęło boleśnie lub pieszczotliwie,

Ciało i duszę cierpieniem smagało

Lub rozpieszczało słodko, leniwie.

 

Dziękuję Tobie Panie…

Za stopy

Ściśnięte bólem, sparzone odciskiem drogi,

Spękane jak mało które

Tańcem wabione nogi.

 

Dziękuję za szklankę wody

I dzban cierpko – tłustej goryczy,

Za ogień z nieba, przestrzenne chłody,

Za gwiazdy w portfelu,

Których nikt nie zliczy.

 

Dziękuję za każde cierpienie,

Upadek, porażkę, rozczarowanie,

Za krzyk radości, bezradne milczenie

I wiatr w ramionach, który sprawia,

Że mimo wszystko wstaję.

 

Dziękuję, za to, że jestem,

Choć nie wiem, dla kogo i po co?,

Za to, że koisz mnie świerszczem

I poisz poranną, i soczystą rosą.

 

Dziękuję i błogosławię

Wschody, zachody słońca,

Śpiew nocy zaczarowany w stawie

I wszystkie marzenia bez końca.

 

Dziękuję, raz jeszcze bardzo dziękuję.

Dziękuję i szczerze przepraszam.

Wciąż w górę wzbić się próbuję,

Lecz… ziemia mi ciąży u pasa.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MIASTECZKO

22 mar

images (2)

Kapelusze podniebne,

Strzeliste kominy beretów

Z czerwonej dachówki

Uśpione w głębokiej zadumie

Pod ziarnem ptactwa

Rozsianego lotem,

A nad nimi wieżyczka w koronie gołębi

Łypie na wszystko i wszystkich

Zegarowym okiem.

 

Nici ulic, chodników,

Szeregi budynków

Niczym sznury korali

Na zielonym dekolcie.

Grupy ludzi na ławkach, straganach,

W obręczy sklepików,

Gwar, harmider, bezsenność

Co się snuje i zdradza

W jednostajnym, jednakim turkocie.

 

Sprawy, kłopoty, zmartwienia,

Obowiązki i małe radości

W towarzystwie sukcesów i zwycięstw

I codzienność ta sama,

Która ciągle się zmienia

I przemija jak każde życie…

Obcasami zaczepia uśpione chodniki,

Płoszy ciszę znużoną i znika

Jak westchnienie starego świecznika.

 

Bicie dzwonów,

Co skrzydła prostuje trzepotem,

Pociskami gołębi zatacza obręcze,

Obsypując biel pióra

Słońca lekkim złotem,

Rozjaśniając niebiosa w podzięce…

I to wszystko tu, teraz

Na jednej płaszczyźnie

Jak na dłoni okruchem istnienia.

 

Patrzę w oczy tej małej ojczyźnie,

Zatracając swe myśli

W pocałunkach świętego milczenia.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

OSTATNIE POŻEGNANIE

22 mar

images (1)

Usiadła sobie śmierć na kamieniu

Pod złoto-białym woalem nieba

I w lekkim myśli rozkojarzeniu

Żuła cierpliwie kawałek chleba.

 

„I po cóż Tobie – myślała sobie –

Zdało się tworzyć tyle pięknego.

Toż to się przecież nie mieści w głowie

Świat ten okradać z tegoż wszystkiego.”

 

I na te słowa Pan Bóg się gniewnie

Do śmierci taką mową odzywa –

„Ty się tym martwisz, lecz niepotrzebnie.

Ty prowadź do mnie tych, których wzywam.

 

Człowiek zawinił, więc jego karzę

Sprawdzianem twardym, ale koniecznym.

Ty zrobisz wszystko, co ci rozkażę.

Świat?… moje dzieło, mój podopieczny,

 

Więc mogę zrobić to, czego pragnę,

Co swą mądrością uznam za dobre.

Zbawionym tylko odkryję prawdę –

Wtedy okażę swe serce szczodre.”

 

„Może byś jednak – śmierć zagaduje –

Wdzięczność okazał za moją pracę.

We dnie i w nocy Ci usługuję.

Kiedy zapłatę za to zobaczę?

Człowieka karzesz, lecz mnie?!,… dlaczego?

Zostaw mi drzewa, ptactwo i kwiaty.

Tobie nie trzeba tego wszystkiego,

Wszak jesteś Panem w Sobie bogatym,

 

A mnie się przyda taka zapłata.

Czasem popatrzę w przyrody oczy…

Byłabym damą całego świata,

Która Cię wielbi we dnie i w nocy.”

 

Pan Bóg się tylko pod nosem śmieje

I głową kiwa w rytm zaprzeczenia,

Gdy się z ust śmierci wielki żal leje,

A w nim natury ludzkiej marzenia.

 

„Idź lepiej śmierci – Pan Bóg ją prosi –

Za wzgórza lipą, brzozą zdobione.

Tam jest mężczyzna, co zboże kosi.

Serce już jego życiem zmęczone.

 

Czas jest ku temu, by zamknął oczy,

Choć w domu czeka nań stara matka.”

„Daj mu – śmierć prosi – dotrzymać nocy.

Wnet go zabiorę, jak zgasną światła.”

 

Pan Bóg w zadumie zmrużył powieki.

Brwi lekko ściągnął w zastanowieniu.

„Plan twój od mego strasznie daleki.

Po cóż mam zwlekać w jego spełnieniu?”

 

„Pozwól by matkę starą pożegnał,

By ją zapewnił, że będzie zdrowy

I krzyżem jeszcze ciało przeżegnał

I odszedł, kiedy będzie gotowy.”

 

„Przed nim wszak całe życie jest na to,

By sprawy wszystkie uporządkować.

Czemu mam zgodę wyrazić na to?

Czemuż człowieka mam się litować?

 

On mi niewierny, wobec mnie grzeszny.

Jak czegoś pragnie, to prosić umie

I nawet czasem bywa stateczny,

Tylko że zasad on nie rozumie

 

Lub też przekłada na korzyść swoją,

Chytrze się śmiejąc w mrocznym ukryciu.

Żongluje także cierpliwością moją,

Jakby miał wiecznie zostać przy życiu.

 

Nie. – ręką macha Pan Bóg zmęczony –

Nie dla mnie gierki, nudne zabawy.

Jestem człowiekiem troszkę znużony.

Dlań dziś nie będę wcale łaskawy.”

 

„Lecz pomyśl Boże – śmierć wdzięcznie prosi –

Któż jego stworzył z taką słabością?”

Pan Bóg z podziwem brwi Swe unosi,

Zerkając na śmierć z pobłażliwością.

 

„Nie jesteś głupia śmierci kochana,

Lecz mimo tego cię nie posłucham.

Taka jest wola Władcy i Pana,

A na spowiedzi człeka wysłucham

 

I wynagrodzę, gdy się okaże,

Że serce dobre, natura płocha,

Lecz!, jeśli podły, to go ukarzę

I niech przez wieczność wzdycha i szlocha.”

 

Śmierć więc ruszyła za pierścień wzgórza

I białą szatą z zieleni bujnej

Jak Afrodyta z mórz się wynurza

W koronie słońca niezwykle strojnej.

 

Człowiek oniemiał na zbożu dłoni,

Ale po chwili porzucił kosę.

Chłopina uciekł, a śmierć go goni,

Gubiąc na ziemi swe stópki bose.

 

Uciec?!… Na pewno jej nie ucieknie.

Kiedyś nastąpi jego Tu – Teraz.

Starania wszelkie – prace kalekie,

Które w kruchości konały nieraz.

 

„Spójrzże człowieku!, – śmierć rozkazuje –

Że się nie schowasz przed przeznaczeniem.

Mapę ci słowem wnet naszkicuję,

Byś się mógł cieszyć swym wybawieniem.

 

Nie będziesz musiał ciężko pracować,

Martwić się ciągle o kromkę chleba.

Zamknij więc oczy. Trzeba się poddać.

Wszak odpoczynku tobie potrzeba.”

 

Człowiek powietrza zaczerpnął strumień.

Znowu ucieka prosto przed siebie

I ciągle biegnie, bo nie rozumie,

Że już nie żyje, że jest już w niebie.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

U BRAM NIEBA

22 mar

images

Płomień w dym się przekształcił siwym lokiem.

Zapach świecy rozlał się plamą w przestrzeni.

Ciało już nie włada przymrużonym okiem

Podtrzymywane dłonią palczastych cieni.

 

Po drugiej stronie obłoków jest wieczność.

Kartka na bramie z napisem: „Zaraz wracam.”

I dopisek ołówkiem: „Zachowaj czystość,

Gdyż bałagan się w niebie nie opłaca.”

 

Niepoważnym jest Pan Bóg?!, że znika

W momencie, kiedy dusza kołacze do wrót?

Ktoś lub coś podchodzi, daje jej piernika

I ciepłym głosem szepcze: „Poczekaj na cud.”

W duszy się nagle odzywa dziwne ssanie.

Rozgląda się wokół wzrokiem podejrzenia

Nieufna faktom – na sobie ma ubranie.

Wpada w stan konsternacji, rozkojarzenia,

 

Więc dotyka kartki i gryzie piernika.

Wszystko się namacalnym w zmysłowości zdaje,

To też w swej bezradności racjonalnej wzdycha.

Wszystko się wokół sennym, niepojętym staje.

Kładzie się dusza wygodnie na obłoku.

„Zdrzemnę się trochę.” – myśli stanem przestraszona,

Lecz nagle słyszy jakiś szelest kroków z boku,

Nagle ją dotyka dłoń ciepłem otulona.

 

Wtem dusza poczuła drżenie jakby serca

I padła na kolana w wielkiej pokorności.

Czuje jak do środka myśl się jasna wwierca,

Więc klęczy szlochając i błaga: „Litości!…”

 

Zjawa milczy i życzliwie się uśmiecha,

Rozkładając ramiona jak Ojciec do dziecka,

Lecz dziwnie wygasa, gdy dusza ucieka

Trzepocząc w dali jak wiatrem szarpana kiecka.

Wzdycha Bóg stroskany… wzdycha i Piotr Święty.

„Nie wierzyła, – szeptają – ale gdy dotknęła,

Gdy się domysł okazał w prawdzie odemknięty…

Przerażona duszyczka w samotność czmychnęła…”

 

„Dziwny – Bóg dodaje – świat ten niepojęty.

Najpierw chcą udowodnić moją rzeczywistość,

A gdy mnie spotykają… Jakbym był przeklęty!

Uciekają zlęknione w jeszcze gorszą przyszłość.”

 

Oj, duszo, duszyczko… ułomna istoto.

Uczyniłaś przetargi na istnienie Boga,

A kiedy Go spotkałaś, zapytałaś: CO TO?!

I przegnała cię w próżnię nie skrucha a trwoga.

Isabelle MOULIN

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

CMENTARZE

09 mar

Stare Brusno 2

Anioł, zanim pójdzie spać,

Zapala lampkę na grobie,

By człowiek już nie musiał się bać,

By mógł mieć zawsze światło przy sobie.

 

Później, gdy płomień przecina noc,

Miotłą z gałęzi zamiata alejki,

Z liści wyplata cieplutki koc

I liczy iskrzące na niebie iskierki.

 

Czeka, że kiedy nastanie czas,

Będzie mógł wrócić, skąd tutaj przyszedł.

Słucha jak pięknie zawodzi las,

Przegania pieśnią żałobną ciszę,

 

A gdy konarów przemaka dach,

Sącząc kropelki lanego smutku,

Tuli w ramionach matczynie świat

I go wycisza pomalutku.

 

Głęboką nocą, gdy słychać szept

Wszystkich historii uśpionych bytów,

Anioł oddziela od dobra grzech

Przy wtórze świerszczy i słowików.

 

Nie ma na ziemi piękniejszych miejsc,

Od tego, w którym dwa rosną światy

Pośród płonących pamięcią świec –

Ten świat nędzników i świat bogatych.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

STRYCH

09 mar

strych

Czy to, co się wydarzyło,

Było naprawdę…

Czy tylko przyśnieniem?

Czy to realnie, kiedyś i gdzieś było?

Czy może tylko wędruje złudzeniem?

            …

I wiedzie żywot omamów, przewidzeń,

Kłamstwem upija świadomość zawodną.

Może, co dzisiaj, atramentem spiszę,

Aby przechytrzyć pamięć przewrotną. 

            …

Listy ukryte w pożółkłych kopertach,

Które poślubił kubek czarnej kawy,

A w nich litery w różnych sentymentach,

Dla których czas był nad wyraz łaskawy.

 

Znam ten charakter pisma, ten skład zdania,

Lecz jakby nie mój, a kogoś bliskiego.

Pewność w omdleniu wątpliwości się słania,

A czas znudzony niepewnością ziewa.

 

Te fotografie mglistego zarysu…

Kto je wykonał i w którym momencie?

Twarz młodej panny o oczach kaprysu.

Gdzieś już widziałam to zniszczone zdjęcie…

 

Chabry kartkami odseparowane

Wciąż pachną mlecznym kłosów orzeźwieniem.

Włosy wstążeczką starannie związane

Łaskoczą w sercu przedziwne wspomnienie.

            …

Patrzę na chłopca o oczach jeziora,

W którym błękity nieba utonęły.

Widzę w nim dziecko, które ledwie wczoraj…

A przecież lata od wczoraj minęły.

 

Kim jest twarz w lustrze, która chociaż obca,

Znaną i bliską duszy się wydaje?

To pewnie matka tego właśnie chłopca,

Którego zdjęcie dziś nie rozpoznaje.

            …

Jakże to wszystko przemyka, ucieka,

Przez palce wodą zdaje się przepływać…

Starość ramieniem przytula człowieka,

Zanim w nim młodość rozpocznie przekwitać.

 

Łyk czarnej kawy na poddaszu życia

I uśmiech lekki na ustach milczących.

Moim bogactwem niewartym ukrycia

Jest włos na skroni jasno się srebrzący.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

CICHO…

09 mar

pobrane (9)

Nie potrzebuję słów,

Które opiłkami wbijają się

W źrenice zadumanej ciszy,

Ranią przezroczystość harmonii

I ostrza tonami miażdżą wszystko,

Co w ciszy najwyraźniej słyszę.

 

Nie potrzebuję świstów,

Szelestów powietrza,

Szeptów, co na ustach

Snem się pokładają.

Bez tych dźwięków, odgłosów

Wydaję się lepsza i wolna

Pod obłoków pełnymi żaglami.

 

Nie chcę tego wszystkiego,

Co mnie podszczypuje,

Zakłócając spokoju zmrużone powieki.

Z tą ciszą wokół zmysłów

Wspaniale się czuję…

Niech stan ten, jak przypływy,

Powraca… bezpieczny.

 

Nie chcę mówić za wiele,

By nie spłoszyć echa,

By nie trącić wydechem

Gałęzi w bezruchu…

Niech myśl na swe światło

Cierpliwie poczeka

I nie drażni hałasem wrażliwego słuchu.

 

Nie chcę nut rozsypanych w chaotyczny sposób,

Drażniących przeznaczeniem

Struny harf przestrzennych.

Nie wypuszczę na wolność

Z ust mojego głosu…

Świat w swej ciszy jest bardziej

Niż piękny, bezcenny…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

BEZROBOTNY ANIOŁ STRÓŻ

09 mar

anioł

W szeleście kartek, zapisków,

Spraw codzienności,

Stukotów zdartych obcasów,

Szurania bamboszy,

Rozmów prowadzonych bez końca,

Wrzasków, szeptów, tajemnic

Pędzimy gdzieś na oślep

Z prędkością słonecznych promieni.

 

Czas zdaje się być wrogiem,

Zarządcą, który z batem w dłoni

Stoi nad nami z koroną pychy.

 

W natłoku planów kwitnących dumą,

Celów ważnych potwornie lub…

Banalnie błahych

Gdzieś jesteśmy, nie wiedząc…

Co my tu robimy?!

 

Od urzędu do domu,

Przez centra handlowe,

Z torebeczką, bagażem, albo pełną siatką,

Z problemami, co cierniem miażdżą słabą głowę,

W płaszczu, pod parasolką,

W ciszy…,

Gdzie się bywa rzadko,

Wszystko chcemy sami!,

Dźwignąć, zrobić, rozwiązać,

Jakbyśmy wiele mogli, wiele potrafili.

Koniec z końcem supełkiem powodzenia związać,

Nie tracąc bezcennego czasu cennej chwili.

 

I tak w niewoli kroków

Rozpędzonych strachem,

Że jutro się nie zdąży, nie trafi, przegapi,

Biegniemy zadyszani, walcząc ciągle z czasem,

Wierząc naiwnie, że nikt!,

Jak my, niczego!, lepiej nie potrafi.

 

A, kiedy los nam daje lampeczkę goryczy

Z bukietem niepowodzeń zdradzonej ambicji,

Kiedy nagle, bez planów, ciało duszę słyszy…

Zżera nas od środka wielkiej pustki płomień,

Szczypie nas oskarżenie, że legliśmy w gruzach.

Szukamy na nas samych zemsty podłym wzrokiem,

Zanurzając usta w grzmotach i w piorunach…

 

I wtedy właśnie w tej ciszy płynącej potokiem,

W której słowa wszelakie nabierają sensu,

Dostrzegamy nareszcie spostrzegawczym okiem,

Że ktoś nam sprząta sprzed nosa

Wszelkie znaki nonsensów,

Krząta się po mieszkaniu, zamiata podłogę,

Kurze na regałach ściera śnieżną dłonią,

Parapety zdobi kwiatów winnym gronem,

Do mieszkania wpuszcza myśl –

Nadzieję świeżą.

 

Później…

 

Siada przy oknie z bezradnym westchnieniem,

Spogląda w niebo, tęsknotą błądząc po błękicie,

Otula się w skrytości kamiennym milczeniem,

Żałując, że bezrobotne pędzi,

Między ludźmi, życie.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA