RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

AUSCHWITZ BIRKENAU

27 lut

2696797_auschwitz-birkenau

Połknął nas świat bez złudzeń.

Zębami drutów przeżuwał powoli.

W deszczu palonych ciał

Rozsypywał słodko cuchnące popioły.

 

Odarci z godności i człowieczeństwa,

Skazani na kaprys przewrotnego losu

I połykani lawiną okrucieństwa…

Staliśmy nadzy, pozbawieni głosu.

 

Ty… ja… bieguny tej samej planety

I z konieczności dzielone równikiem…

W dwóch różnych duszach te same sekrety.

Na twej koszuli jestem dziś guzikiem

 

I w strugach wody, która rani ciało,

W strumieniach wiatru, co przeszywa duszę,

Patrzę na ciebie, bo mi ciebie mało.

Przeżyć dla ciebie, dla nas!, tylko muszę.

 

W barakach prycze kaszlą, jęczą, trzeszczą.

Zapach twych ramion wciąż czuję w pamięci.

Nocne koszmary strachem ciągle dręczą.

Zdrada w baraki zaglądając, świeci.

 

W porannym błocie zimnem zdrapywana

Czekam na wyrok w białych rękawiczkach.

W brudnych pasiakach drżą w lęku kolana…

Kiedyś je kryła kwiecista spódniczka.

 

Przy wtórze skrzypiec, harf i kontrabasów

Śmierć spaceruje krokiem roztargnienia

I by nie tracić zbyt cennego czasu

Wskazuje trupy palcem od niechcenia.

 

Guzik się urwał, odpadł od koszuli

Ciśnięty w błoto brutalnym zamętem.

Twarz rozpacz gniewną w dłoniach niemo tuli

I pęka serce niedolą przejęte.

 

Ktoś ruchem gniewu szarpnął mnie za ramię.

Wstawił w szeregi ocalałych trupów.

Zabiło życie to nasze rozstanie,

Konałam zatem w pajęczynie drutów.

 

Dnia mnie każdego zżerała tęsknota.

Chleba okruchy smak własny zdradziły.

Wygasła we mnie wszelaka ochota.

Czas spuszczał z ciała resztki mojej siły.

 

I tak pewnego dnia nad barakami,

Gdy zapłonęło me ciało płomieniem.

Splotły się dymy z wolności wiatrami

I zniknął koszmar jak ulgi westchnienie.

 

Dziś powracamy w to miejsce rozpaczy

Jak mgła, co dymy nad Auschwitz odtwarza.

Czy dla ludzkości cokolwiek to znaczy –

To, co się ludziom w ich podłości zdarza?…

Isabelle MOULIN

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MĘKA PAŃSKA

27 lut

pobrane (8)

Z jakiego powodu

Myśmy Ciebie tak skrzywdzili?!…

Cóżeś nam zrobił?

Czyś za mocno kochał,

Żeśmy Cię Panie tak upokorzyli?!

 

Najświętsze Ciało krwi językami

Chłostane, cięte i trawione bólem,

Pookrywane żywymi ranami,

Z których grzech sączy istnienia purpurę.

A, każdy dotyk słonego powietrza,

Który przez ognie słońca podgrzewany,

Cierpieniem w kości okrutnie się wwierca,

Liżąc pieczeniem rozdziawione rany,

W których rumieniem cierpliwości świeca

Tli się i gaśnie – oddech urywany.

 

Oczy zbroczone czerwieni skorupą

Z ogromnym trudem wzrok ciężki dźwigają.

Usta zrośnięte poranień sznurówką

Modlitwy ziarna z pokorą łuskają

I rozsypują Słów skrzydła pod niebem,

Obdarowując tłum chrupiącym chlebem.

 

Z jakiego powodu

Myśmy Ciebie tak skrzywdzili?!…

Cóżeś nam zrobił?

Czyś za mocno kochał,

Żeśmy Cię Panie tak upokorzyli?!

 

Słowa szyderstwa i drwiny kąsają

I podszczypują Twą spękaną skórę,

W którą się jadem niczym kwas wżerają

I rozpruwają Duszę Twą piorunem

Złości i gniewu, których pochodzenie

Nieznanym zda się dzisiaj zagadnieniem,

Powracającym jak mroczne wspomnienie,

Gdy czas zastyga… dławi się milczeniem,

Klęcząc pod krzyżem w smutku i pokorze,

Szepcząc w rozpaczy: „Wybacz, że nam Boże”.

 

Korona cierniem, co się w głowę wrasta,

Nie jednym pąkiem myśli dziś zakwita,

Ból Matki czuje wszak każda niewiasta,

Która Cię Panie swym wzrokiem dotyka

I przeszywana na wskroś żalu dreszczem,

Krzyczy w pociesze: „Z Tobą Jezu jestem”.

 

Z jakiego powodu

Myśmy Ciebie tak skrzywdzili?!…

Cóżeś nam zrobił?

Czyś za mocno kochał,

Żeśmy Cię Panie tak upokorzyli?!

 

Jakże Ci mogę Panie teraz pomóc?

W odartych szatach pełza moja dusza.

Czuję bezdomność w moim Panie domu.

Twój obraz serce me łzami porusza.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

DŻDŻYŚCIE

27 lut

pobrane (7)

Dlaczego świat płacze?

 

Łzami o szyby trąca,

Żebrząc o współczucie.

Zagląda do środka,

Niknąc w strugach deszczu

I gasnąc w wód poszumie.

 

Sunie chwiejnym krokiem

Omdlały z rozpaczy,

Okryty chustą smutku

Posępnego nieba.

 

Ktokolwiek go w tej nędzy

Obdartej zobaczy,

Ucieka w kąt bezpieczny,

Skąpiąc kromki chleba.

 

Siny w swej nagości

Wyciąga dłonie żebracze.

Widać, że mu chłód bezwzględny

Wiatrem chłoszcze kości…

            Wrona tylko nad nim w litości zakracze,

            Jakby nikt poza nią nie miał wrażliwości.

 

Oczy w strugach goryczy

Błądzą za nadzieją,

Lecz obojętność, martwica

W te oczy się śmieją,

            Więc świat wyje i jęczy – może ktoś usłyszy

            Ten przejmujący duszę śpiew cierpkiej goryczy.

 

Gwóźdź obcasów,

Co obok wbija się stukotem,

Trąca świat pogardą

I mówi, że… potem.

 

Szlocha świat i żebrze

O grosik miłości.

Nie ma nic prócz żalu

I wiernej samotności.

 

Dlaczego świat płacze?…

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MODLITWA BŁAGALNA

25 lut

images (7)

Wypowiedz mnie Panie.

Dźwiękiem Twego Słowa

Ochrzcij me imię, zapisz na błękicie.

Niech urodzajem zapłonie ma głowa,

Niech serce trawi wiekuiste życie.

 

Wyszeptaj mnie Panie.

Pestką Twojej Woli

Pozwól zapuścić niezłomne korzenie.

Niech ma latorośl rozkwita powoli,

By wydać owoc – godne pokolenie.

 

Spełnij mnie Panie

I nie pozwól zniknąć

W nicości próżnej, w głuchoniemej ciszy.

Niech będę niczym nadzieja i miłość

O świeżym smaku duchowej słodyczy.

 

Zaznacz mnie Panie

Na mapie istnienia

Śladem wartości wśród wielu bezsensów.

Niech ma obecność w szeleście wspomnienia

Pachnie żywicą drewnianych kredensów.

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

WALIZKA

25 lut

stara-chryzantemy-walizka

Czas lokomotywą pędzi po błękicie,

Zataczając tumany przepalonych godzin.

Dymem przemijania zapisane życie…

Nie pamiętam wszystkiego.

Nie szkodzi… nie szkodzi…

 

Siedzę sobie na łóżku gotowa do drogi.

Obok bagaż z biletem w nieznane.

Odpoczywam w zadumie, by oswoić nogi,

Które iść chcą przed siebie

Niczym konie wolnością uskrzydlane.

 

Mam niewiele w walizce, bo wiele nie miałam.

Wypełniony zeszyt w zniszczonych okładkach.

Halkę, ołówek, pomadkę do ust spakowałam,

Starą książkę z poddasza i zakładkę…

Zakładkę z uschniętego kwiatka.

 

Pora w drogę! – pociągu westchnienie mnie wzywa.

Przygładziłam splatane w kok włosy.

Dziś wesoła, lecz jutro może będę szczęśliwa

Kiedy w słońcu zatopię

Wciąż zachłanne na jutro oczy.

 

Ruszam w podróż, lecz zanim odejdę na zawsze

Wyrwę chociaż karteczkę z pożółkłego zeszytu.

Na tej kartce rozdmucham liter kruche dmuchawce,

By zostawić po sobie drobny znak –

Okruszek mego bytu.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

RACHUNEK

25 lut

pobrane (6)

Jest we mnie i córka i matka,

Kobieta niedojrzała, chociaż popielata,

Artystka pełna marzeń, jak również wariatka,

Niewolnica i tego i tamtego świata.

 

Spódnicę mam w kolano w kolorowe kwiaty.

Zawsze ją zakładam, gdy idę na spacer.

Zakładam też cylinder przedziwnie pstrokaty

I gumowce na stopy bez skarpet.

 

Później chodzę po parku niczym obłąkana.

Pod strumieniem latarni i w kałużach światła

Pląsam, skaczę i tańczę od świtu do rana

Jakby się dzika radość w moją duszę wkradła.

 

W domu sprzątam, gotuję i podlewam kwiatki.

Często siadam przy oknie i myślę o śmierci…

I obarczam myślami, uczuciami kartki,

Robiąc na złość figlarnej pamięci.

 

Czasem wpadam w zadumę z lampką melancholii

I z muzyką żegluję po uśpionej fali

Lub zamykam swą duszę i ciało w pustelni –

Chcę być sama!, kiedy serce boli.

 

Nocą patrzę na syna spokojne powieki

I spojrzeniem dotykam jego ust w uśmiechu.

Wtedy widzę, jak spokój duszy mej daleki,

Bo nie jestem stworzeniem bez grzechu.

 

Żal mi tego wszystkiego, co źle rozegrałam.

Gniewem serce przepełniam, a usta goryczą.

Lepszym, dobrym człowiekiem być dziś nie umiałam.

Niechże błędy na jutro czegoś mnie nauczą,

 

Bym się wstydzić za siebie i siebie nie musiała,

Bym przed snem chociaż raz czuła się spełniona.

Pytasz mnie: czego tak naprawdę bym chciała?…

Chciałabym mądrością być namaszczona.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZESZŁOŚĆ

25 lut

images (5)

Parapety w gronach płatków słońca,

Co skapuje deszczu oszronieniem,

Szyby w oknie złotem falujące

Mienią, błyszczą wiosny nasyceniem

I tak wszystko zdaje się dojrzewać

Jakby nigdy w przekwicie nie było;

 

Gdybym mogła się choć tego nie bać,

Że co jest, to… mi się tylko śniło?!,

Że się wzbiło gdzieś w przestrzenie nieba,

Zatonęło gdzieś w pluskach obłoków…

Teraz tylko smutno szumią drzewa,

Echo niesie odgłos niemych kroków…

 

Dom już nie ten – puste ma źrenice

Niewidomym zdaje się żebrakiem

I skorupą straszą w nim donice,

Które kiedyś krwisto kwitły makiem…

Obnażony wstydzi się nagości,

Przykucnięty w chaszczach zaniedbania

 

Kiedyś pełen smutku i radości,

Pełen gniewu, jak i miłowania –

Dziś zgarbiony, zagubiony w czasie

Zakurzony w ludzkiej niepamięci

I skulony w świerkowym szałasie

Razi pustką, w której wiatr się kręci

 

I szuraniem kapci się odzywa,

Gdy się cisza domaga rozmowy…

Sokiem rosy pachnie w nim pokrzywa

I przyprawia sen o zawrót głowy.

Zapamiętam, tylko się przypatrzę

Tym piwoniom w lustrzanym odbiciu.

 

Czas w pamięci obrazu nie zatrze,

Choć mam domek w liściastym powiciu,

Gdzie się błękit w dachówkę rozpływa,

A obłoki dymem się wydają,

Gdzie się życia codzienność rozgrywa

I gdzie gwiazdy na sznurkach dyndają…

 

Zapamiętam, tyko się przypatrzę.

Wzrokiem jeszcze zamiotę chodniki.

Czas w pamięci obrazu nie zatrze.

Zapamiętam zroszone trawniki

I sztachety policzone w płocie,

Drzewa w sadzie powbijane w ziemię

 

Szklane okna zanurzone w złocie

I pachnące lnem parzone siemię.

Zawsze dla mnie będzie ukojeniem

Dom o smutnych, samotnych źrenicach,

W dniu dzisiejszym ochrzczony wspomnieniem…

Zawsze będzie dom mnie ten zachwycać.

 

W poplątaniu ścieżek będę wracać,

By na progu napić się herbaty,

By trawniki z liści pozamiatać,

Aby w jednym zamknąć wszystkie światy;

A gdy tylko w ciszy zabrzmią świerszcze,

Słodko – kwaśna niebo zwilży rosa…

 

Gołą stopą ogrody wypieszczę

Z pajęczyną w potarganych włosach

I przykleję księżyc w śpiące okno,

Aby skubnąć trochę bezsenności.

Deszcz za oknem… Kwiaty w deszczu mokną

Pochylone w akcie pokorności.

 

Zegar tylko mlaszcze i przedrzeźnia

Szept myślenia tupiący ostrogą.

Płomień świecy… – rażąca pochodnia.

To dlatego zmysły spać nie mogą.

Pomrukuje dusza kołysana

Do poduszki przytulając skronie

 

Z bezdomnością ciała oswajana

Wdzięcznie splata pod poduszką dłonie

I już tylko słychać drżące echo,

Co wibruje błogim ukojeniem.

Pod drzew starych i pożółkłych strzechą

Wszystko rodzi się i jest wspomnieniem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

KONIEC

25 lut

dzbanek herbaty

Nie wiadomo, kiedy odejdę.

 

Może nawet nie dopiję herbaty

I zostawię w filiżance miętę,

Uszczypnięty ustami herbatnik.

Wokół pewnie zasieje się cisza,

Jakiś szelest bezdechu, skupienia…

Może nawet nastąpi to dzisiaj –

 

Moment wtajemniczenia.

 

W co się ubrać na spotkanie z Tobą?…

W suknie z kwiatów i zielonej trawy?

Czy w nakryciu, czy też z gołą głową?…

 

Jaki będziesz?!…

            Czy będziesz łaskawy?…

 

Nie wiem, czemu?, lecz nie czuję strachu.

Może tylko cierpki smak niedosytu,

Mokro-słodki aromat piachu

I tę lekkość…

 

Przestrzenną lekkość błękitu.

 

Teraz dobrze, tak błogo, bezpiecznie…

W żaden sposób wyrazić nie umiem.

Oby było jak jest długowiecznie.

 

Teraz dopiero wiem, że rozumiem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PORANEK

24 lut

i1259705

Chłodnym pocałunkiem dzień mnie zbudził.

Ustami zakreślił szkic szyi i ramion.

Sen spłoszony wzrok mi przywrócił.

Stanęłam w oknie z iskrzącym ogniem okiem.

 

Zimna rosa kroplami obmyła mi stopy.

Nagie ciało wiatr zakrył podmuchów szlafrokiem.

Przemierzyłam przestrzenie, rozpuściłam włosy

I wyszłam na dłoń kryształowej trawy,

Gubiąc w zapomnieniu kroki bose.

 

Nie jest ważne, że ktoś mnie złowi wzrokiem,

Obrzuci ust nutami fałszywego dźwięku.

Nie ważne jest co było lub co będzie potem.

Ważne, by to, co piękne się ziściło.

 

Odwieszam myśli jak płaszcz ciężki od deszczu.

Rozkładam ręce gotowa do lotu,

Wypełniona po brzegi niepoprawną nadzieją

I pozbawiona zmartwień, lęków i kłopotów.

 

Kocham ten stan przebudzenia

I modlę się tą chwilą jakby nieobecna,

Obojętna na sprawy, które wokół się dzieją,

Wszystkim i wszystkiemu jakoby odległa,

Wyszeptana przez czas ze skrzydeł łoskotem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

PRZEZNACZENIE

24 lut

images (4)

Prowadzisz mnie ścieżkami,

Co siecią pajęczyn

Wtapiają się w trawy rozpuszczane słońcem,

Wiją się wąsko, szeroko, daleko

Jakoby rozwiedzione z poplątania końcem.

 

Prowadzisz mnie w nieznane

Lepsze, gorsze strony,

Stawiając na mej drodze ludzi różnej duszy.

Odkładam czasem kroki wędrówką zmęczone

I siadam w towarzystwie samotnej, smutnej gruszy.

 

Prowadzisz mnie przez tory

Dawno zapomniane,

Porzucone w gęstwinach lekką tylko myślą,

Więc idę od zachodu i czekam niezmiennie,

By słońce zza tych torów tuż przede mną wzeszło.

 

Prowadzisz mnie przez drogi,

Które niby brzytwą

Przecinają lasy kołysane wiatrem.

Zwierzam się niekiedy przydrożnym kapliczkom

I ruszam przed siebie z lepszym w sercu światłem.

 

Prowadzisz mnie

I wiernie w podróży towarzyszysz,

Stąpając twardo po ziemi lub płynąc obłokiem.

Dzięki tobie poznaję smaki istnienia

I widzę, czego człowiek nie dosięga wzrokiem.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA