RSS
 

WIRTUOZ

12 paź

chor-alexandra-pustovalova-w-filharmonii-lodzkiej

Jesienny wiatr, co świst i gwizd w przestrzeni nuty niesie, mieszka to tu a czasem tam, ma domek z kart gdzieś w lesie. Szelestem i poszumem dni snuje się jakby bez celu, lecz prawdą jest – pochmurność chwil traktuje jak dźwięk na weselu. Niekiedy więc zasiada jak Bach, Czajkowski albo Chopin, palcami w rytm uderza o dach, tanecznie unosząc stopę. Fortepian drzew drży nutą, gdy klawisze liści trąca i niebo wnet wzruszone mży, wsłuchując się bez końca w muzykę, co z gałęzi gna wiatrem mistrzowsko smagana, aż w oku chmur nostalgii łza mieni się pozłacana. Szalony wiatr zastyga wnet natchnieniem poruszony. Echem gdzieś jest łagodny śpiew w szepcie, westchnieniu niesiony. I w chwili tej, w sekundzie wręcz zapada moment milczenia… Wiatr czoło swe wspiera o pięść, zdradzając stan zamyślenia. Zastyga tak w bezruchu jak ptak, skrzydłem w błękicie niesiony. Po chwili też odrzuca frak, zasiada wyraźnie natchniony przy harfie, co pajęczyn ma srebrne, drobniutkie struny, pacami na strunach tych gra… Słuchają go wdzięczne tłumy.

Lecz nagle to wzburzony wiatr, co w liście wystrojony, wydaje się potwornie, wręcz żywo pobudzony. We śnie się chwil zerwał jak gniew, rękoma zaczął machać tak, jakby kogoś gnał gdzieś precz!, po chwili… zaczął płakać. A z drzew melodia, co szeptem jest, zdaje się rozproszona, płynęła świstem, pomrukiem gdzieś w przestrzeń roztańczona.

Jesienny wiatr geniuszem jest nad wszystkich w filharmonii. Zastyga w ciszy, wzrusza do łez z batutą w bladej dłoni.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

OKO W OKO

02 paź

images

Odebrałeś mi Panie, czego doświadczyłam,

By z każdym dniem Cię szukać po prostu na nowo

I w tęsknocie za Tobą tak się pogubiłam,

Że niczym okruch chleba zbieram każde Słowo

I ze łzami wzruszenia, z wdzięcznością dziecinną

Karmię mą duszę wierząc, że w dniu przebudzenia

Będę piękniejszą kobietą, lepszą i inną –

Taką, co z dniem następnym sięga wywyższenia.

 

Zapadam się w zadumie nad kubkiem wspomnienia

I stopami zastygam na przestrzeni lasu

I pośród drzew modlących w poszumie milczenia

Dotykam każdym zmysłem tej przestrzeni czasu,

W której od stacji do stacji Męki Twej Panie

Z różańcem sznurującym drżące palce dłoni

Przechodzę przeżywając wszak Twoje konanie

Z koroną cierniową na mej żałobnej skroni.

 

Nie ma bowiem spotkania bardziej wszak żywego,

Jak to, co gołą stopą dotyka pacierzy,

Które różaniec tworzą z Krwi, Potu Krwawego –

Historią Męki Pańskiej człowiek Miłość mierzy,

Dlatego duchem staję na Dróżkach w tym lesie,

Co pierścieniem poślubia Miasteczko Krwi Pana…

Modlitwa szumem liści w błękity mnie niesie,

Abym w źrenicy Boga była zapisana.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

NA ZAWSZE

02 paź

251664_notes_zapiski_zdjecia_stare_retro

Mogłabym każdą sekundę opisać,

Lecz słów ułomność obskubuje skrzydła.

Mogłabym myśli wszelakie zapisać,

Lecz… czy myśl wówczas by mi nie obrzydła?

 

Mogłabym dłońmi wyrzeźbić tę scenę,

W której się wszystko najważniejszym zdaje,

Ale czy w sztuce wyryte istnienie

Istnieniem w rzeczy być już nie przestaje?

 

Mogłabym płótno ożywić chwilami,

Które obrazu są warte każdego,

Lecz czy te chwile, co już są za nami

Nie stałyby się wyrazem „niczego”?

 

Na zawsze w kartach osobistych przeżyć

W podmuchach zrywów, porywów natchnienia

Trudno wspomnienia zmierzyć i wymierzyć,

Bo wszystko wokół niezmiennie się zmienia.

 

Zachowam wszystko w posiwiałej głowie,

Co babim latem zdaje się spowitą.

Na zawsze będę tajemnicą w słowie –

Szeptem muśniętą, przez to nieodkrytą.

 

Na zawsze będę w dłoniach czytelnika

Zjawą, co cieniem wydaje się liter,

Która przez oczy do serca przenika

Płoszona każdym spojrzeniem jak świtem.

 

Lecz… cóż piękniejsze od słowa, to które

Sensem się staje na ustach szepczących,

Wydrukowane lub kreślone piórem

W stukocie myśli galopem pędzących?…

Isabelle MOULIN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii WIER-SZYDEŁKA

 

MŁYN

27 wrz

nasiebierne

Jest taki stary, ogromny młyn, w którym się tworzy srebrzysty pył, co od gwiazd szklanych z nieba pochodzi.

Młyn trzaskiem koła w przestrzeni zawodzi i płoszy cioszę spod liści paproci pluskami wody, którą księżyc złoci. Źrenice okien spod drewnianej ściany zdają się więzić las wokół rozsiany, bo ten w przezroczu ich błyszczących szyb zawsze zastyga od świtu po świt. Młyn ten otacza ogromna zaduma, nad nim faluje tajemnicza łuna. Zdaje się pewnym, że w nim nikt nie mieszka, bo doń prowadzi zarośnięta ścieżka, co się przebija przez chaszcze i zwęża śladem zwinnego, drobniutkiego węża.

Tymczasem w młynie wrze ciężka robota. Huk koła miażdż – jakby siłą młota – gwiazdy, co z nieba kiedyś pospadały. Zatem, by gwiazdy się nie zmarnowały, w młynie się wszystkie na pyłek rozgniata, srebrząc nim niebo uśpionego świata, który to zdaje się blaskiem księżyca, co wszystkich światłem swym jasnym zachwyca. A, z pyłku tego – nie wiem, czy też wiecie – rozsianym hojnie po calutkim świecie, kiełkują bajki, legendy i baśnie, bez których dziecko bez trudów nie zaśnie. Tak więc gwiazd szklanych srebrzyste okruchy niosą w przestrzeni nimfy, leśne duchy, wróżki wszelakie i skrzaty i trolle, które pracują w pocie i mozole, by do każdego, kto oczy zamyka, dotarł sen piękny jak słońce w promykach, co się przebija firanką przez okno.

Śpij więc spokojnie, kolorowo, słodko, bo oto w młynie, gdzie koła muzyka strunami wody przestrzenie przenika, echo tonacją rozmarzenia płynie, które uparcie, cierpliwie powtarza, że nic przenigdy znowu się nie zdarza. Nie trać więc tego, co bezcennym darem i zamknij oczka z poduszką przy skroni. Przygody we śnie czekają wspaniałe. Noc sny te niesie jak tacę na dłoni.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

OPERA

17 lip

pobrane

Na jeziorze lilie wodne, jak kielichy z kroplą miodu, w bieli płatków są ozdobne, a zielony liść od spodu zda się nosić tę koronę na zielonej dłoni w ciszy, przy czym płatki rozłożone, jak falbanka u spódnicy, zdają krążyć się splecione tiulem w pasie baletnicy. Świetlikami zadaszenie nad mruczącą taflą wody światła sieje rozproszenie, tworząc zeń baldachim złoty, który w wodzie się odbija milionami jasnych plam i okrywa swą jasnością liść na wodzie, co jest sam, bez kielichu kwiatu w bieli, niczym dłoń pięciopalczasta, na nim ropuch, co się mieni jakby neon z centrum miasta, bo ubrany w srebrny kostium o guzikach diamentowych i wciśnięty w ciasne spodnium, co opina brzuch gumowy. Ropuch na pokracznych nóżkach wspiera ciało o szpileczkę. Pod podbródkiem czarna muszka, a pod muszką ma chusteczkę, którą ciągle pot wyciera, co na czole rosą świeci. Wzrokiem łypie i spoziera, milczy, choć czas płynnie leci. Wszyscy w wielkim niepokoju oczekują na występy, ale ropuch tym zdarzeniem zda się wcale nieprzejęty. Uniósł dumnie łepek szary i szeroką wargą mlasnął. Przetarł chustką okulary, bo ktoś z widzów w dłonie klasnął, a po chwili chrząknął, mruknął, zmrużył wielkie swe powieki, skłonił się, lekko przykucnął…

Płyną w górze skrzypiec dźwięki. Filharmonia pełna świerszczy partytury rozsypała, a muzyka roztańczona w tańcu nuty kołysała, zataczając piruety, ocierając się o liście. W skrzypce wplotły dźwięki flety, trąby dęły uroczyście. Wiolonczele, harfy, bębny z fortepianem wespół grały, a w muzyce rozmarzonej świat zanurzył się wnet cały. Na konwaliach mrówki dzwonią, w kwiatów łepki uderzając. Ton muzyki filharmonią, ciszę w dźwiękach zanurzając, rozprzestrzeniał się w zachwycie, w rozmarzeniu, w apetycie.

Wtem!, ropucha głos basowy z piersi się wydostał siłą i jak dotyk atłasowy w ucho wdarł się barwą miłą.

- Rere… kum… kum… Kum… kum… rere… – słów ta aria ma niewiele, lecz tą sztuką moi mili byście się wręcz zadziwili, bo opera ma coś w sobie, a to o tym ten się dowie, kto ma ucho nań podatne rozpieszczane żabim taktem. – Rere… kum… kum… Rere… kum…kum… – ucichł w ciszy nawet szum. Świat w operze rozkochany echem dźwięk ten powtarzany tuli w serce wręcz z wdzięcznością. Ropuch śpiewa go z miłością. – Rere… kum… kum… Kum… kum… rere… – słów ta aria ma niewiele, ale echem ta muzyka w rozkochaniu sny zamyka.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

ŚWIERSZCZ

16 lip

pobrane (1)

W wielkim uczuć rozognieniu, na skrzypeczkach ździebłem trawy, świerszcz w zadumie i natchnieniu rozprzestrzenia dźwięk oktawy. Struny z nici pajęczyny paluszkami wprawia w drżenie. Pod listowiem koniczyny budzi nut rozkojarzenie. Opuszczone ma powieki, włos zwichrzony roztargnieniem, gwiazdą iskrzą butów fleki, ciało tańczy rozmarzeniem. Płynie w przestrzeń skrzypiec drżenie, wstążką wije się muzyka, struny trąca wszak wzruszenie, które serce nut przenika.

- Czemu, świerszczu mój kochany – zapytuję delikatnie – grasz w tęsknocie rozkochany? Czego twa muzyka łaknie?

Świerszcz zatrzymał się w bezruchu. Zastygł niemo w zamyśleniu. Nuty niczym garść okruchów rozsypały się w milczeniu. Świerszcz opuścił smutne czoło. Łzami zwilży wielkie oczy.

- W sercu – mówi – mam wesoło, ale smutek jest uroczy. Spaceruje jak natchniony, opuszkami głaszcze trawy. Bywa wszak niedoceniony, chociaż szczerze jest łaskawy, bo pozwala na drugiego wzrokiem spojrzeć współczującym. Coś jest w nim wzruszającego? W smutku dźwięczy ton kojący. Tajemnicza ta muzyka – świerszcz wyjaśnia z dokładnością – każde serce wszak przenika i wypełnia je miłością… Pozwól zatem, – prosi w skłonie, w prośbie swe krzyżując dłonie – że się oddam tej muzyce i być może nią zachwycę wieczór, co się w noc przemienia, i noc, co się w ranek zmienia. Nie mam bowiem wiele czasu, by zagłuszyć ton hałasu. Niech muzyka ma się snuje i świat do snu przygotuje.

Świerszcz pozostał w samotności, skrzypce w taniec nut wprawiając. Każdy wieczór u mnie gości, w dźwięki błogie świat wtapiając. A, ja z wielką przyjemnością się wsłuchuję w skrzypiec tony i wyciszam się z radością, chłonąc czas uspokojony, zatrzymany jakby w pędzie i zaklęty w śpiew muzyki, który słychać niemal wszędzie, gdzie wzruszają się świerszczyki.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

ŚWIETLIKI

16 lip

świetliki1

W otchłani nocy, co zda się falą czarnej jak smoła senności pluskać, światło się wznosi bańką mydlaną, której należy cierpliwie szukać, bo niczym drobny płomyk zapałki mieni się, iskrzy i nagle znika… Świat bywa niczym zwierciadło bajki, gdyż cały błyszczy w tych koralikach. Pośród konarów czy traw uśpionych kropeczka światła dryfuje, blednie. Czasami kropli takich miliony zdają się błyszczeć po prostu wszędzie, a ty niekiedy światłem niesiony lekko, przyjemnie i jakby bezwiednie wtapiasz się w nocy sen rozpostarty, co się ciemności żaglem napręża i bywa ostrzem światła rozdarty, i w tej jasności kurczy się,… zwęża..

Wydaje ci się, że gwiazdy deszczem złotych diamentów na ziemię lecą lub,… że wiatr sunie stłumionym szeptem i ciemność płoszy płonącą świecą. Nurt płowych świateł dryfuje sennie nad skronią ziemi, co snem oddycha. Jakież to wszystko magicznie piękne!… Ciemność w brokacie tych świateł usycha i się rozmywa plamą jasności, co cekinami czerń rozpromienia, i delikatna w swojej kruchości zdaje się lękać tych świateł istnienia. A, to – zapewniam – nic okropnego, co mogłoby nam być zagrożeniem. Stworzeniem drobnym światła bladego, które wędruje w nocy milczeniem, są świętojańskie robaczki małe złotem błyszczące niczym korale, wabiące zachwyt swoim mienieniem i falujące snu ukojeniem. Na bezszelestnych skrzydełkach niosą lampiony światła, co jak iskierka brodzi w ciemności cicho i boso, i wokół siebie lękliwie zerka. Pod smugą świateł owych lampionów świetliki błądzą w nocnej gęstwinie i w takcie płynnych uniesień, skłonów szukają czegoś bardzo cierpliwie, lecz trudno zgadnąć – za czym tak lecą?, gasnąc na chwilę i znowu świecąc. 

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

KSIĘŻYC

14 lip

Cuento para leer a oscuras

Jest taki jeden poeta natchniony, który wędruje we świata strony i białym żaglem na nieboskłonie wyblakłym światłem samotnie płonie. Czasami w chmurach smutki smutniejsze w melancholijne zamienia wiersze. Niekiedy w czystej nocy ciemności tworzy poemat o wiernej miłości. Bywa obecny, lecz zamyślony. Czasem ukryty za mroku chustą. I bardzo często bywa spóźniony. A, gdy gdzieś znika, strasznie jest pusto i strasznie tęskno. W nim bowiem nocy ukryte piękno zdaje się płynąć w blasku księżyca, który nas wszystkich nocą zachwyca.

Zawsze więc, zawsze, gdy ciemność przędzie czerń na przestrzeniach sennego świata, patrzę przez okno, czy księżyc będzie, czy już się z niebem w ciemnościach brata? A, gdy nadchodzi krokiem zadumy i ma oblicze myślą strapione, kładą się przed nim szelesty, szumy kusząc spojrzenie jego natchnione. Przysiądzie nieraz gdzieś na jeziorze, szklaną poświatą pokrywa wody i z wielkim wdziękiem w tej nocnej porze strumieniem światła, tak dla osłody i dla otuchy, rozsuwa mroku wzburzone morze wnet przeganiając strachy i duchy. Niekiedy lekko pośród gałęzi zawiśnie bladą, srebrną jasnością i sunie wolno, nigdy nie pędzi, lecz błogo płynie w mroku z wdzięcznością i zachwycony każdym nut dźwiękiem podziwia wszystko, co wokół piękne. Czasem na szczycie czarnego nieba zastyga srebrnym opłatkiem światła. Zdaje się, że mu nic nie potrzeba. W myślach wędruje ta twarz wyblakła, na której widać grymas natchnienia. W strumieniach swego wieszczego światła księżyc te myśli w rymy zamienia i wiersz kolejny w przestrzeniach świata szumem, szelestem się rozprzestrzenia.

I gdzie ja jestem, tam on wędruje wiernie u boku mego natchniony. Szeptem milczenia wiersz recytuje poezją w ciszy wiecznie niesiony.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

COŚKOWICE

11 lip

pobrane

Noc zapadła gęstym mrokiem, wypełniając cały pokój. Nic nie ujrzysz bystrym wzrokiem. Wokół krąży głuchy spokój. Wnet wdrapałem się na okręt. Rozłożyłem żagli płótna. Maszty dumne i wysokie niosły wiatrem białe sukna. Zasunąłem przyłbicę, wzniosłem w niebo ostrze miecza.

- W górę ciągnij dwie kotwice!! To ci będzie wielka heca! – rozkaz z piersi mej się wyrwał ponad chmury z wielką siłą – Nikt nie będzie ze mną igrał! Zobaczycie, będzie miło.

Ster zaskrzeczał starym kołem. Okręt ruszył kołysaniem. Mewy nad nami wesołe w niebo wzbiły się wołaniem i tym jękiem i lamentem zawodziły gdzieś w przestrzeni, jakby strasznie czymś przejęte, lecz my wcale nie zmartwieni za przygodą!, za wyzwaniem! ruszyliśmy w otchłań nocy. Lekkie wody kołysanie sennie nam sznuruje oczy, ale mimo tej trudności, mimo walki ze zmęczeniem, ku uciesze i radości wciąż płyniemy za marzeniem. Morze fale wichrem wzburza i odpycha nas od celu. Kadłub statku się zanurza w wody pianach jak w tunelu i przecina dziobem ciemność, bohatersko licząc mile.

- Co za podłość i nikczemność?!, lecz nadzieja w naszej sile. – dla otuchy do załogi słów tych kilka wykrzyczałem – Choć na morzu żywioł srogi, będę walczył! Nie przegrałem i zamierzam sztorm ujarzmić, wszak nie będzie straszyć, drażnić nas – wybitnych wilków morskich, którzy pośród ścieżek wąskich, pośród fal wzburzonych gniewem zło gasimy lekkim śpiewem. Ster na prawo! Ster na lewo! – w kole steru trzeszczy drzewo – Ster na lewo! Ster na prawo! Dalej! Razem! Wszyscy żwawo!

- Oh, szanowny kapitanie, co się teraz z nami stanie? – strach wyszeptał z przerażeniem, wysuwając nos spod łóżka i dygocąc mocnym drżeniem, dłońmi swe zatyka uszka – Co to będzie kapitanie?! Co się z nami teraz stanie?!

- Ster na prawo! Ster na lewo! Nie drżyj strachu, mój kolego. Jedno dam ci zapewnienie, że wspaniałe to marzenie, to, za którym tak płyniemy, już niebawem osiągniemy i na fali tej przygody odkryjemy światek nowy! Nazwę damy „Cośkowice” miejscu, w którym to kotwicę zapuścimy w morzu toni…

- Coś nas jednak, czuję, goni… – strach wyjąkał z przerażenia mroczne swe wyobrażenia.

- Zejdź pod pokład przyjacielu. – poprosiłem z serdecznością – Nie płosz innych, wszak niewielu musi zmierzyć się z srogością wzburzonego gniewem morza zanim jakakolwiek zorza przetnie nocy ciemność wrogą. Wilki poddać się nie mogą! Naprzód! Razem! Wszyscy żwawo! Doskonale! Brawo! Brawo! – zachęcałem swą załogę.

- Ja już dłużej tak nie mogę… – strach wyszeptał przerażony, schodząc pod pokład spłoszony.

- Dalej, dalej dzielny druhu! – krzykiem tłumię wiatr wyjący – Giń! Przepadnij marny puchu – szturmie nas zastraszający! Naprzód mój wspaniały druhu za przygodą wciąż gnający! Dalej druhu, mocniej druhu wszelkie zło pokonujący!

Wyobraźnia sterem miesza pęczniejące złością fale, a przed nami wielkie skały – skała tuż przy drugiej skale niczym mosty grzebieniaste wystające z tafli morza…

Wtem nad nami zajaśniała ostrym światłem złota zorza.

- Co się tutaj dzieje Krzysiu? – zapytała mama w progu. Nieład w łóżku, w łóżku misiu, a poduszka w prawym rogu na podłodze pod komodą. Mama marszczy brwi i czoło pokazując minę srogą. – Oj, zabawiasz się wesoło. – mówi, przytupując nogą, ręce swe krzyżując w złości – Widzę, że masz nieporządek, bo bałagan przyszedł w gości.

- My po prostu proszę mamy, – wyjaśniłem szeptem skromnie – na przygodę wyruszamy. – rozłożyłem obie dłonie – Nic takiego się nie dzieje. Przemierzamy morza, knieje. Cel jest jeden!, „Cośkowice”. Tam wbijemy w toń kotwicę.

- Idź spać Krzysiu marzycielu. – mama prosi z serdecznością – A, ty drogi przyjacielu – misia karci z łaskawością – dopilnujesz, byście razem odpłynęli w sen głęboki. Dobrej nocy – rzekła mama, podpierając się pod boki, po czym światło wyłączyła… i! przygoda się skończyła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI

 

DESZCZ

10 lip

images (2)

Usiadł sobie pod mym oknem deszcz w cylindrze z wierzby witek. Drżały mu u rzęsy krople. Miał i smoking z złotych nitek, lewą stopę w prawym bucie, prawą w lewym bez podeszwy, kwiat z bibuły też na drucie w formie bowiem butonierki, rękawiczki z pajęczyny zapinane na guziki, twarz w grymasie smutnej miny, oczy drobne jak świetliki. Rozsiadł się jak król na tronie, brodę wcisnął w żabot z liści, rozprostował długie dłonie, uspokoił w głowie myśli, po czym palce roztańczone w struny harfy wplótł z westchnieniem. Z harfy nuty rozmarzone wiły w przestrzeń się marzeniem i tak… jedną łzę uronił ze wzruszeniem, z wrażliwością i następne w strugach trwonił, dotykając harfy strun wręcz z szacunkiem i z czułością.

Wstałam z łóżka na ten czas, by zobaczyć deszcz w muzyce, i w najśmielszych nawet snach nie wiedziałam, że się tak aż nim zachwycę.

Cały świat rozmarzył się w dźwiękach harfy, co śpiewała. A na ciszy samym dnie każda struna dźwięcznie grała. Echo stało tuż przy deszczu, rozkochane w dźwiękach nut. Powtarzało sennie:

- Mistrzu, nie znajduję bowiem słów, by wyrazić zachwyt ducha, który w szczęściu się rozpływa, gdy muzyki mistrza słucha. Dreszcz wzruszenia mnie przeszywa.

Deszcz zatrzymał się w bezruchu, natężając zmysły słuchu. Zapadł w głębię zamyślenia, rozsiewając dźwięk milczenia, a po krótkiej takiej chwili głowę ku stóp echa chyli, nic nie mówiąc, nie dodając, tylko… jeszcze piękniej grając.

Każda nutka, co w przestrzeni kroplą wody się promieni, rozpryskuje się, wiruje, piruetem gubi w ciszy… Kto się skupi, to dźwięk kropli w szumie ciszy wnet usłyszy.

Uchyliłam lekko okna, których szyby się topiły. Była to muzyka słodka. Szyby ją kroplami piły.

- Odejdź proszę. Będziesz mokła. Czy me tony cię zbudziły? Czy muzyka ma zbyt gorzka? Czy jej nuty cię zwabiły? – pyta deszcz wstydliwym głosem, który cichł pod jego nosem ustępując miejsca ciszy – Nikt nie słyszy, nikt nie słyszy… powtarzałem sobie skrycie i dlatego grałem śmiało. Trudne jest artysty życie. Tak mnie w duszy rozegrało, że musiałem, mimo ciszy, poddać się całkiem muzyce, wierząc, że mnie nikt nie słyszy, teraz… Wybacz, bo się wstydzę.

- Ależ drogi panie deszczu, – klaszcząc w dłonie, zapewniłam – mój czcigodny, wielki mistrzu, ja się wcale nie zbudziłam. Gdy leżałam na podusi z ukochanym moim misiem, pomyślałam, czy na pewno ton muzyki płoszy ciszę? Wstałam zatem, by to sprawdzić, czy nie zwodzi mnie złudzenie, czy czasami to, co słyszę, to nie moje rozmarzenie? Aż tu nagle w mym zachwycie rozpłynęłam się szczęśliwa, bo nie zawsze panie deszczu ta sposobność w życiu bywa, by zobaczyć, dzięki komu ta muzyka się wymyka, zapraszając wszystko, wszystkich pięknym dźwiękiem do walczyka.

Deszcz wzruszeniem oczy skropił. Zdjął cylinder, czoło skłonił. Pocałunek drobnych kropli pozostawił na mej dłoni.

- Proszę jeszcze coś mi zagrać zanim zasnę z moim misiem, bo to pana uzdolnienie podobało bardzo mi się.

Deszcz w cylinder schował skronie, rozprostował długie dłonie, po czym struny harfy trącał i dźwięk kropel ze strun strącał, a muzyka pereł wody rozpryskując się o okna dla rześkości i osłody razem ze mną w deszczu mokła.

Isabelle MOULIN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii DLA DZIECI